Nigdy nie możesz powiedzieć, że wiesz już wszystko

Udostępnij ten post

Kochani,

Mamy dziś niespodziankę, kolejną już na naszym blogu, ale ta ma wyjątkowy charakter. Ostatnio wspomniałam Wam, że naszła mnie chęć dzielenia się z Wami nie tylko recenzjami win, ale podróżami, smakami i doświadczenie poznawania niezwykłych ludzi. Niniejszym rozpoczynamy cykl rozmów z osobami, które spotkaliśmy na naszych winnych trasach, które podziwiamy, które nas inspirują, od których dużo się uczymy. Jest nam niezwykle miło, że Maja Jędrzejczak zgodziła się jako pierwsza przetrzeć szlaki na blogu i opowiedzieć nam tyle o swojej historii miłości do wina. A musicie wiedzieć, że mimo jej skromności, to niezwykła dziewczyna. Odważna, inteligentna, otwarta polska (a właściwie włoska) sommelierka. Nie bała się szturmem zdobywać świat i nadal gotowa jest na największe wyzwania. Przyznaje, że jeszcze wiele chce się nauczyć: To jest jedna z najbardziej fascynujących mnie w winie rzeczy – nigdy nie możesz powiedzieć, że wiesz już wszystko – przychodzi nowy rocznik i musisz się uczyć od nowa. Tiziana Settimo, za każdym razem jak nam o niej opowiada, to ma szklane oczy i wielkie uznanie dla swojej przybranej „córki”. Panie i Panowie, przedstawiamy naszą perełkę, skrytą w samym sercu Barolo.

Jak to się stało, że przeniosłaś się z Polski do La Morry? 

To był początek 2014 roku, zaraz po tym jak rozstałam się z moją spółką, po ponad 10 latach pracy w PR i marketingu. Przyjechałam tu na tydzień w styczniu, żeby spotkać się z producentami i zastanowić się, co robić dalej.

Moja wizyta przedłużyła się do trzech tygodni, po czym powiedziałam „Perché no! – Dlaczego nie!”- i postanowiłam spróbować życia tutaj. Rzuciłam się trochę na głęboką wodę, bo poza Tizianą Settimo nie miałam tu znajomych, nie znałam języka i nie pracowałam wcześniej z winem. Dzień po przeprowadzce pojechałam do Turynu i zaczęłam kurs sommelierski (AIS), który był pierwszym wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że na początku mogłam jedynie robić notatki ze slajdów i sztucznie się uśmiechać, kiedy wszyscy śmiali się z żartu prowadzącego.

Po zdanych egzaminach nawiązałam współpracę z producentami Barolo, zaczęłam zajmować się eksportem, podróżować, z czasem zaufali mi również winiarze z innych regionów. Dzisiaj pracuję z 15 kantynami.

Skąd wzięła się Twoja pasja do wina i jak doszło do tego, że zajmujesz się tym dziś zawodowo?

Pasja zaczęła się od fascynacji taninami. Zawsze mówię, że jestem tu gdzie jestem, bo zakochałam się w taninach w momencie, kiedy po raz pierwszy spróbowałam Barolo Aurelio Settimo – rocznik 2006 i 2007. W tamtym momencie urzekło mnie 2007, teraz wybieram roczniki zdecydowanie bardziej klasyczne. Ale do dziś pamiętam tamten wieczór i doświadczenie. Nigdy bym nie przypuszczała, że kilka lat póżniej mogłabym reprezentować tę kantynę na całym świecie i rozmawiać z Wami.

Jestem bardzo wdzięczna Tizianie – pomogła mi w zrozumieniu procesu produkcyjnego od strony praktycznej. Jeszcze kiedy nie pracowałyśmy razem, dzwoniła do mnie i mówiła: „Dzisiaj robimy to i to, jak chcesz zobaczyć to przyjedź”. Oczywiście jechałam, robiłam zdjęcia. Konsultowałam z nią to, o czym mówili na zajęciach. Do dzisiaj jest ona tutaj dla mnie najważniejszą osobą, nazywa mnie swoją adoptowaną córką, nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Pamiętam jak na początku łapała się za głowę i mówiła jeszcze po angielsku: „Jak Ty chcesz zdać egzaminy nie znając języka?!” Jakoś się udało.

Barolo
Barolo

Mieszkasz w jednym z najlepszych włoskich regionów winiarskich, wydaje się on niewielki ale jednocześnie jest nadal tyle w nim do odkrycia, udaje Ci się go penetrować?

W samej La Morze mamy ponad 90 producentów, więc jest wiele do odkrywania. Najważniejsza jest dla mnie możliwość współpracowania z kantynami, za którymi stoi historia oraz wizja, idąca w parze z moimi przekonaniami. Pracuję z winnicami, których wina sama chciałabym otworzyć w domu i być z nich dumna. Zdarzyło mi się reprezentować producenta, którego wina mi nie odpowiadały, ale to był pierwszy i ostatni raz.

W ostatnim czasie spotykam się z moimi ulubionymi winiarzami głównie na degustacjach nowych roczników – w kantynie lub na eventach. Wykorzystuję też moment, kiedy organizuję degustacje dla turystów, w tzw. wolnej chwili.

Których winiarzy i jakie butelki cenisz tu najbardziej?

Późno zaczynałam, ale poglądy mam zdecydowanie konserwatywne. Żadnej wanilii i im mniej tanin z drewna tym lepiej. Cieszę się, że udało mi sie poznać takich producentów jak Canonica, Guido Porro czy Baldo Rivella, a jeszcze bardziej, gdy Cavaliere Lorenzo Accomasso otwiera butelkę z 1978. W ubiegłym roku z okazji urodzin babci Marii, mamy Tiziany, otworzyliśmy Rocche dell’Annunziata 1967. I czujesz te orzechy włoskie i białą truflę, wtedy doceniasz pracę Aurelio sprzed 50 lat. To jest dla mnie kwintesencja Barolo. Doceniam tych producentów, którzy robią wino w winnicy, a nie w kantynie. Pamiętam jak rozmawialiśmy z Baldo o jego Barbaresco i powiedział, że w momencie, kiedy winogrona przekraczają próg kantyny, on już nie ma wpływu na kształt wina, wszystko, co mógł wypracować, zrobił przez cały rok… I nie mam więcej pytań.

Jakie są największe wyzwania z jakimi obecnie muszą się mierzyć winiarze z Barolo?

Problemem, o którym nie mówi się często, jest brak wykwalifikowanych osób do pracy w winnicy. Włosi nie chcą pracować za proponowane tu stawki, więc musimy się wspierać kooperatywami zatrudniającymi osoby z Macedonii, Bułgarii, Rumunii.

W ostatnich latach coraz częstszym problemem są warunki pogodowe, przymrozki, grad. Rok 2017 był bardzo gorący, zbiory na Rocche dell’Annunziata zaczęliśmy już 11 września (!), ale nie można było dłużej czekać. Nasze winnice są jednymi z najwyżej położonych na Rocche i zwykle zaczynamy razem z Roberto Voerzio. Ale 2017 był szczególny. Mieliśmy na tyle szczęścia, że nie dotknął nas grad ani przymrozki wiosną, więc jedyna utrata na ilości wynikała z wielkości gron. Niestety sporo moich znajomych ucierpiało bardzo z powodu warunków pogodowych i stracili nawet 90% zbiorów. I nie dotyczy to tylko Barolo.

Maja z Tizianą Settimo
Maja z Tizianą Settimo

Czy z punktu widzenia włoskich winiarzy Polska jest perspektywicznym rynkiem?

Tak, bardzo. Generalnie Europa Środkowo-Wschodnia, ale Polska w szczególności ze względu na rozwój ekonomiczny i wielkość kraju. Dużym problemem są jednak wciąż ciągłe negocjacje cenowe, promocje 11+1 etc. i przedłużone terminy płatności, które później rozciągają się jeszcze dwu- , trzykrotnie. Niestety nierzadko trwają również w nieskończoność… to bardzo osłabia naszą reputację.

Ale cieszy mnie, że świadomość klientów prywatnych wzrasta, chcą degustować lepsze wina, często zamawiają u mnie bezpośrednio, częściej spotykam Polaków w kantynie, później oni polecają nas znajomym. Chciałabym, żeby trend przesunął się z Toskanii w naszą stronę.

Czego najbardziej brakuje Ci we Włoszech, za czym najbardziej tęsknisz?

Za Majonezem Kieleckim. Następnym razem jak będziecie się tu wybierać i będziecie mieli miejsce na mały słoiczek, to będę bardzo wdzięczna. Ale serio, z pewnością za rodziną i przyjaciółmi. Nie przyjeżdzam często do Polski, a jeśli już, staram się połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli z jakimś eventem czy degustacją.

Dla mnie, z punktu widzenia zawodowego, od samego początku dużym problemem był tu rozwój technologiczny. Czekałam 6 tygodni na internet w domu w 2014! Jesteśmy tu jeszcze na poziomie bardzo-jeden-zero. Spróbujcie wytłumaczyć na czym polega BLIK albo LTE 😀

Zmęczona wracasz po pracy do domu, zalegasz na kanapie a w Twoim kieliszku jest?

Do domu czy do hotelu? Najczęściej jakieś „bąble”. Po dniu z czerwonymi ciężkimi winami mam ochotę na jakieś metodo classico – przynajmniej kieliszek Franciacorty czy Alta Langi – ewentualnie wpadam na kieliszek szampana do mojego drugiego domu – More e Macine, gdzie codziennie mają coś dobrego do wypróbowania.

Maja za 10 lat, nadal będzie rozwijać swoje winne pasje, czy będzie w innym miejscu?

Trudno powiedzieć. Jestem zawsze gotowa, żeby ponownie wsiąść do samochodu i gdzieś pojechać. W tej chwili koncentruję się na rozwoju mojego portfolio win, które chcę reprezentować. Cieszę się, że producenci sami się do mnie zgłaszają, bo chcą, żebym ich reprezentowała a importerzy, z którymi pracuję proszą o rekomendacje, bo znają mój gust i jakość, którą oferuję, więc często spotykamy się w punkcie „styku”.

Ale na pewno za 10 lat będę o 10 roczników mądrzejsza. To jest jedna z najbardziej fascynujących mnie w winie rzeczy – nigdy nie możesz powiedzieć, że wiesz już wszystko – przychodzi nowy rocznik i musisz się uczyć od nowa.

Mam nadzieję, że za 10 lat powrócimy do tej rozmowy i że uda nam się w końcu spotkać w Piemoncie!