III Zlot Winnej Blogosfery – kilka spostrzeżeń

Udostępnij ten post

Za nami III Zlot Winnej Blogosfery.

Pomyśleliśmy, że zanim przedstawimy Wam w kolejnych wpisach nasze wrażenia po degustacji win francuskich z nowej oferty Lidla, czy niezwykłej degustacji #barolo, jaką poprowadził Wojciech Bońkowski, pokusimy się o małe podsumowanie spotkania.

Mamy nieodparte wrażenie, że Winna Blogosfera, ma się lepiej niż kiedykolwiek i bardzo nas to cieszy! Oczywiście nadal, ze względu na miejsce zamieszkania, ta integracja jest spójniejsza w poszczególnych regionach, ale to nie umniejsza faktowi, że wzajemnie się rozpoznajemy, nasze kontakty są bardziej zaciśnione, a i znajome twarze Sławka z Enoeno (Wrocław) czy Mikołaja z Italianizzato (Poznań) wywołują tyle uśmiechu. Znamy się już na tyle dobrze online, własne style prowadzenia blogów, sposoby przekazywania swoich subiektywnych (!) opinii, narzędzi ekspresji, poziomów prezentowanych treści, czy jakości zdjęć, że dzięki temu łatwiej odnajdujemy się w rzeczywistości i podczas tego typu spotkań. Wszystkim Wam z tego miejsca chcielibyśmy podziękować za swoisty rok współpracy. Zlot jest podsumowaniem tego co robimy i nasze rozmowy są najlepszym dowodem na to, ile czerpiemy od siebie inspiracji, jak wiele mamy jeszcze pomysłów i ile jest wciąż do zrobienia. Nie pozostaliśmy bezkrytyczni, mimo że zarzucono nam że jesteśmy egoistyczni i popełniamy błędy, potrafimy wyciągąć z tego wnioski. Winiarska blogosfera bardzo się zmienia, wzajemnie wymagamy od siebie więcej, obserwujemy siebie, podróżujemy, wymieniamy się informacjami, spotykamy się.

_DSC0549 (1)Panel dyskusyjny pt. „Po co nam blogi? (tj. po co my importerom?)”, pokazał wiele interesujących kwestii. Niestety czasu na debatę było za mało, dlatego hasło, że importer wcale nas nie potrzebuje posiało więcej zamętu, niż rozwiało wątpliwości. Okazuje się bowiem, że importer nas nie potrzebuje, ale pretensje kierować do nas ma prawo, co tam pretensje, on formułuje do nas nawet wymagania! Zapomina się, że bloga piszemy nie dla otrzymywania butelek (wyjątki, które to robiły szybko znikają na rynku blogerów), kontaktów z importerami, czy jakichkolwiek innych korzyści materialnych. Osobiście jako autorzy bloga założyliśmy go z powodu naszej pasji. Wino jest bardzo dużą częścią naszego życia, dla niego podróżujemy, poświęcamy mu ogromną ilość naszego czasu, nakładów finansowych, kolekcjonujemy literaturę i poszukujemy wciąż nowych pozycji edukacyjnych, by poszerzać swoją wiedzę. W końcu inspirujemy się ludźmi, którzy dzielą się z nami swoją pasją, uczą nas i bierzemy udział w wielu inicjatywach.

Narzucanie, czy zarzucanie blogerom, że nie nagrywają jeszcze filmików, nie organizują dodatkowych eventów, nie piszą do importerów i proszą o butelki, czy nie pojawiają się w 20 miejscach na raz w tygodniu i chodzą na sugerowane kursy jest daleko posuniętym nadużyciem. Otóż zapomina się, że każdy obrał styl prowadzenia swojego bloga i opowiadania o tym, czym jest dla niego napotkane wino. Jedni świetnie potrafią komunikować się z widzem przez Youtube’a, inni jako że mają umiejętności fotograficzne przedstawiają piękne albumy zdjęć, jeszcze inni ze względu na zamiłowanie do degustacji bywają wszędzie, jednak pamiętajcie, że nie jesteśmy w stanie robić tego wszystkiego w takich proporcjach, o których wspomniano na panelu dyskusyjnym. Jesteśmy blogerami, ale pracujemy czasami nawet po 10 godzin, mamy rodziny, obowiązki, normalne życie. Wino jest naszą pasją a jedynie dla niewielu również środkiem utrzymania – większość z nas zwyczajnie poświęca mu każda swoją wolną chwilę, za co niestety mamy wrażenie dostajemy po głowie. Każdy nasz wpis, to składnia wielu elementów, staramy się przygotowywać z fachową literaturą, robimy notatki z naszych subiektywnych odczuć, w końcu staramy się przekazywać je w najbardziej zrozumiały i ciekawy sposób naszym czytelnikom.

_DSC0570 (1)

Małe ad vocem też do zdania zamykającego naszą dyskusję, które sformułował Wojciech Bońkowski, nazywając nas egoistami – „Ja bloger, tylko ja!”. Jakże może być to prawdziwe wobec tego wszystkiego, co już osiągnęła winna blogosfera? Gdyby czytelnik nie był dla nas najważniejszy, to po co byłoby to wszystko? Po co nadal na przekór opornemu rynkowi, pisalibyśmy dla siebie? Czy naprawdę, jesteśmy aż tak zapatrzeni w siebie, że poświęcamy tyle swojego czasu i życia na wina, tylko po to by nasze wpisy czytało (aż!) 60 innych blogerów i that’s all?

_DSC0574 (1)

Absolutnie nie pozostajemy bezkrytyczni wobec siebie. Nadal się uczymy, mamy świadomość ile jeszcze nieodkrytych winnych ścieżek przed nami i niech chronią nas wszyscy święci od pokusy bycia ekspertami od wszystkich win świata. Oczywiście zarzuca się blogerom brak kursów specjalistycznych i innych odbytych szkoleń, a jednocześnie wymaga się by pokazywali jak najwięcej swoich subiektywnych opisów win. Po pierwsze apelujemy o wydłużenie doby o jakieś kolejne 10 godzin, obiecujemy wówczas 2/3 z nowego czasu poświęcać na czytanie, pisanie, podróżowanie, jedzienie, na nagrywanie, bieganie, bywanie wszędzie tam gdzie pojawi się biel, czerwień, ewentualnie róż w kieliszku. Po drugie, róbcie swoje: krytykujcie, wskazujcie nam błędy, wymagajcie ale nie zabierajcie nam prawa do tego, byśmy czerpali radość z tego że jesteśmy blogerami.

Wcale nie jesteśmy nastawieni na otrzymywanie od kogokolwiek butelek, nie jest to wyznacznik tego, że prowadzimy bloga. Nie uważamy też, że inicjatywa potrzeby kontaktu z importerami powinna wychodzić zawsze od nas, oczywiście zmiany dotyczące identyfikacji wzięliśmy do siebie, ale czy faktycznie jest tak, że aby być blogerem należy współpracować z importerem? Albo czy najlepsi blogerzy to ci, który otrzymują od importerów butelki? Agata i Wojtek Galińscy z Winniczka (tu ukłony do Was) – jesteście jednym z najlepszych przykładów na to, że wino łączy a nie dzieli. Wasz luz do tego jak chcecie pisać i prezentować butelki, które spotykacie w swoim życiu, ale i brak parcia na winne salony nas osobiście inspiruje. III miejsce Roberta i Wojtka na degustacji w ciemno podczas wczorajszego zlotu to dla nas zaszczyt. A dla Maćka Gontarza (Viniculture) gratulacje za wygraną w tym roku.

_DSC0855 (1)

Jeśli dziękujemy osobiście, to chcielibyśmy za ten rok podziękować też Sebastianowi (Zdegustowany), którego miłość do Francji nadal nas zachwyca, a obecność jego osoby na wielu degustacjach gwarantuje świetne towarzystwo. Nasz uśmiech sympatii przesyłamy też ulubionemu dziennikarzowi, czyli Robertowi Szulcowi z Winiacza, ostatnio ubolewamy że praca zawodowa nieco podkrada go winnemu środowisku.

Wyrazu uznania kierujemy też do wszystkich blogerów udzielających się w Winnych Wtorkach, a zwłaszcza niezmordowanego Kuby Jurkiewicza (Czerwone czy białe?), który nawet z Nowej Zelandii pilnuje inicjatywy. Staramy się regularnie brać w niej udział, a każdy kolejny temat staje się nie lada wyzwaniem! Nie zapominamy również o Michale z Wine Trip Into Your Soul i jego ciekawym pomyśle organizowania degustacji w ciemno, pod różnorakimi tematami.

Mamy też mały apel do Sławka Chrzczonowicza, którego bardzo cenimy. Blogerzy potrzebują takich importerów jak on. Każde spotkanie z nim uczy nas wielkiej pokory, inspiruje. Degustacja u importera to nie tylko otwarte butelki, po które na codzień nie sięgamy, ale też wymiana tego co daje sobie takie środowisko – poznajemy producentów, wymieniamy się spostrzeżeniami z podróży, otrzymujemy wiele winiarskiej wiedzy.

Ostatnim akapitem chcielibyśmy też podziękować Winicjatywie za zorganizowanie kolejnego zlotu. Wojtek Bońkowski i przeprowadzona przez niego degustacja #barolo, była istnym majstersztykiem! Dawno nie wzięliśmy udziału w tak merytorycznych i ciekawym spotkaniu. Piemont jest jednym z pierwszych miejsc na mapie naszego świata win i cóż to była za przyjemność, dać się oprowadzić po takiej krainie przez takiego winelovera. Ukłony i podziękowania.

_DSC1051 (1)

Podsumowując, może i nie zgadzamy się z wieloma tezami wygłoszonymi podczas panelu dyskusyjnego, ale życzylibyśmy sobie by wino zamiast dzielić, po prostu nas wszystkich (niezależnie od zajmowanej w winnym świecie roli) łączyło.