III Zlot winiarskiej blogosfery
O III zlocie Winiarskiej Blogosfery chyba już wszystko zostało powiedziane, więc my tylko przekażemy najważniejsze spostrzeżenia – nie zawsze będzie miło.
- Mamy wrażenie, że to był najlepszy zlot do tej pory. Świetna frekwencja, miła atmosfera (ech jak fajnie zobaczyć znane nam twarze osób, które też się cieszą na widok innych), dużo mniej napinki. Generalnie luz i uśmiech. O to chodzi chyba najbardziej (oprócz warstwy merytorycznej) w tego typu imprezach.
- Powerranking – dla nas była to o tyle ciekawa część, że uzmysłowiła nam, że w winnej blogosferze jest duża rotacja i tak naprawdę żywot bloga w znaczącej części przypadków nie jest długi. Gdy ktoś zrobi sobie przerwę w pisaniu ciężko jest potem wrócić do normalnej twórczości. Wojtek Bońkowski przedstawił numerki świadczące o aktywności i zebranej publiczności. Generalnie statystyki bardzo ciekawe. Nasza wysoka pozycja w publikacjach wynikała z dużej ilości notek degustacyjnych wrzucanych na stronę, a nie standardowych/regularnych artykułów. Ale i tak miło znaleźć się w czubie jakiejkolwiek tabeli 😉
- Wykład blogerki kulinarnej Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek był dla nas ciekawy, merytoryczny i stawiający na indywidualizm bloga – „odróżnij się!”, „znajdź swoją niszę”. Tylko czy doświadczenia profesjonalnej blogerki oraz znawcy kultury i kuchni wschodu były inspirujące dla blogerów winnych? Trudno powiedzieć. Jeden z blogerów krząknął odkrywczo – „potrzebujemy bloga łączącego kuchnię i wino!”… Hello! Przypominamy – jesteśmy tu od 2010 roku i mamy się dobrze! Wystarczy troszkę ciekawości i np. przejrzenia innych wpisów – ot choćby wtedy, gdy wspólnie publikujemy w ramach winnych wtorków.
Panel importerów, w którym wzięli udział Sławomir Chrzczonowicz (Winkolekcja), Michał Jancik (Lidl), Łukasz Bogumił (Wineonline) i niesłyszalny z Wiednia Sławomir Hapak (Inerwin), choć jego negatywne poglądy dotyczące blogerów są słyszalne od dawna. Tematy dotyczył kooperacji blogów z importerami. Dyskusja potrzebna (może nie nam, gdyż nie mamy aż tak dalekosiężnych ambicji), ale zdecydowanie zbyt krótka i nieprzynosząca konkluzji. Zakończyła się wzajemnym wylewaniem żali, a nie konstruktywną wymianą zdań w stylu – tak chcemy/nie chcemy od Was darmowych butelek do degustacji, tak chcemy/nie chcemy pisać tekstów sponsorowanych, blogerzy są/nie są potrzebni dla propagowania kultury wina w Polsce. Trochę hałasu, kurzu i właściwie żadnych wniosków. Tak jak mówiliśmy – my przyglądamy się temu tylko z boku. Tym, co nas zaskoczyło to kolosalne oczekiwania importerów od osób piszących o winie oraz profesorski ton. Z drugiej strony zdziwiło niestety złe naszym zdaniem podejście niektórych blogerów do „subiektywizmu” oceny wina. Subiektywne naszym zdaniem nie oznacza, że oceniam indywidualnie określając, co mi smakuje a co nie. Dla nas to oznacza nasze zdanie na temat danego wina, ale nie oderwane od kontekstu, regionu itp. Musimy przy ocenie wziąć pod uwagę typowość, charakter blendu/szczepu. Jeśli ktoś po np. Julienas oczekuje muskularnego wina o mocnym, ciemnym kolorze, a ponieważ tego nie dostaje – to ocenia je z tego powodu słabo – to po prostu nie jest subiektywnym krytykiem, tylko nie zna się na temacie. Amen.
Degustacja w ciemno to jest jak zwykle loteryjna zabawa. W tym roku 3 miejsce ex-aequo z naszymi „sista&bratha” z Naszego Świata Win , więc radość podwójna. Szacunek dla zwycięzcy – Maciek Gontarz – Gratulacje!
- Degustacja nowej oferty Lidla. W tegoroczne lato Lidl pomny nie do końca udanej sprzedażowo zeszłorocznej głównie czerwonej oferty, postawił na biel. I to jak mówił Michał Jancik – głownie aromatyczną. Mamy więc Muscaty, Rieslingi, Gewurztraminery, Sauvignon. Te wina nie tracą wiele przy wzroście temperatury, gdy stoją otwarte na pikniku – będą więc cały czas atrakcyjne dla konsumenta. Ceny 17-30 PLN (oprócz Pouilly-Fume 40 PLN). Do tego trzy Chardonnay. Dwa Chablis już widziane w ofercie (40 i 45 PLN) oraz całkiem uczciwa beczkowa wersja z Limoux za 30 PLN. Dla nas jednak hitem był Muscadet za 20 PLN. Absolutnie zbalansowany, świeży, cytrynowo-melonowy. Do tego bardzo uniwersalny kulinarnie. Ryby, owoce morza, sałaty, nawet kurczak i wieprzowina przejdą. Solo też bardzo dobry. Zdecydowanie nasz typ! Z czerwieni oprócz znanego już Cotes du Rhone za 18 PLN i jednego wina z południa Francji w ofercie mamy same Bordeaux. Do win w przedziale 18-27 PLN nie mieliśmy serca. Ale Chateau Gameillan 2010 za 38 PLN jest zdecydowanie warte uwagi. Blend 50/50 Caberneta i Merlota. Ze świetnego rocznika. W nosie pięknie dojrzały. Usta słodkawe, dojrzałe. Jeśli ktoś lubi Bordosy w łagodnym stylu, pijalne, aksamitne – to wybór dla niego. Gwiazdą oferty jest Chateau Fombrauge z Saint Emilion 2013 za 100 PLN. Próbowaliśmy tylko na degustacji w ciemno jak się potem okazało, a już na prezentacji nie – bo trochę się spóźniliśmy. Z tego, co pamiętamy eleganckie, lekko pieprzne. A więc Muscadet i Gameillan zwycięzcami.
Degustacja Barolo. Hit. Bilety sprzedane w 18minut. Kilka twarzy nieobecnych na zlocie… a na degustacji owszem. Tak czy owak znakomita selekcja trzynastu etykiet z królewskim zakończeniem Barolo Riserva DOCG 1964, Giacomo Borgogno (nos o nutach konfitury z kota podlanej sosem sojowym 🙂 Wszystko super – od pieczołowitego otwarcia i dekantacji wina wieczoru, poprzez dobór butelek pozwalający odróżnić modernistycznych od tradycyjnych producentów; kończąc (a może lepiej zaczynając) na jak zwykle dynamicznym, profesjonalnym i dowcipnym prowadzeniu degustacji przez Wojtka Bońkowskiego. Znakomite zakończenie oficjalnej części zlotu.
Afterek. Po zakończeniu degustacji przeszliśmy kilka kroków na Rynek Nowego Miasta do Enoteki Polskiej. Każdy dzierżył w dłoni przyniesiono przez siebie wino, którym chciał się podzielić z resztą uczestników. Ważne wino – czy to przywiezione z wojaży, czy to mające znacznie emocjonalne dla danej osoby, czy tez po prostu takie, którym chciał poczęstować ekipę winopisaży. Brać blogerska była gotowa na imprezę, a dodatkowo za chwilę Wojtek, Maciek i Marcin z inicjatywy donieśli butelki pozostałe po degustacjach. Na stół na świeżym powietrzu wjechały przekąski i kieliszki do przyniesionych win. Było super miło i wesoło. Niestety, nie mogliśmy zostać na całą imprezę – żałujemy. Z przykrością usłyszeliśmy, że już potem nie było nic więcej do jedzenia (pozostałe osoby zamawiały pizzę), a degustacji wybranych win z Enoteki chyba też nie było. Bilet kosztował 50 PLN od osoby i za 2 grzanki z pomidorami i kawałek mortadeli i parmezanu to trochę dużo. Myśmy się z tym pogodzili wychodząc wcześniej, ale byliśmy przekonani, że na resztę ekipy będą czekać jeszcze jakieś atrakcje. Szkoda. Znamy Wojtka, znamy Maćka, właściciela Enoteki – i nikogo nie podejrzewamy o zlekceważenie tematu. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku uda się tym zarządzić lepiej… Tak czy owak nie narzekajmy – najważniejsza była integracja i jak słyszeliśmy ten cel został osiągnięty w 100%!
Podsumowując – najlepszy zlot. Chcieliśmy bardzo podziękować osobom, z którymi bezpośrednio spędziliśmy ten czas. Naszym blogowym bliźniakom 🙂 Marcie i Robertowi z Naszego Świata Win (You know who you are!), Dominice z Nóź i Widelec (która też łączy wino z kuchnią, choć więcej u niej kuchni 🙂 ), Irkowi Blurppp Wisowi, który zdążył całe szczęście wpaść z Krakowa na choć ¾ dnia. A także młodzieży z Enowersytetu – bądźcie ciekawi wina i nie poddawajcie się 🙂 Dziękujemy Olafowi za wsparcie techniczne foto 🙂 Dziękujemy wszystkim osobom obecnym i żałujemy, że nie zdołaliśmy ze wszystkimi pogadać. Wojtkowi Bońkowskiemu za organizacje i Lidlowi za sponsoring tego wydarzenia. Do zobaczenia za rok! My będziemy!
A&W