Z kieliszkiem przez Barolo – część druga

Zgodnie z obietnicą wracamy do Barolo i do degustacji, w której uczestniczyliśmy podczas III Zlotu Winnej Blogosfery. W poprzedniej części przypomnieliśmy Wam podstawowe fakty na temat apelacji, opowiedzieliśmy o sporze tradycji z moderną oraz rozpoczęliśmy wędrówkę po poszczególnych gminach w których produkuje się to królewskie wino. Dzisiaj kontynuujemy tę podróż.
Drugą część rozpoczniemy w Castiglione Falleto. Miasteczko leży pomiędzy Barolo na zachodzie, a Serralungą na wschodzie. Jeśli chodzi o areał winnic zajmuje zaledwie szóste miejsce w apelacji, jednak pozycja ta zdecydowanie nie odpowiada klasie pochodzących stąd win. Są dość zróżnicowane, ale tradycyjnie uważa się, że aromatyczne, lekkie, finezyjne, powietrzne i z łagodnymi jak na Barolo taninami.
Jako przykład posłużyło nam Cavallotto Barolo Brico Boschis 2011 (Kondrat, 235 zł). Dla nas było one o tyle ciekawe, że w kwietniu otworzyliśmy przywiezioną z Włoch butelkę tego wina z rocznika 2007. Mogliśmy więc porównać sobie te pozycje. Młodzieniec z 2011 roku pachniał kwiatami, wiśniami z dodatkiem szczypty malin. W ustach rzeczywiście dość lekkie, rozłożyste, mające w sobie dużo przestrzeni mimo tak młodego wieku. Dopiero w finiszu dopadają nas silne, żwirowe taniny. Bardzo dobre+.
Następnie udaliśmy się na południe, do leżącego tam Monforte d’Alba. Charakterystyczna dla tego miasteczka jest konsolidacja winnic w zaledwie dziesięć cru, co jest liczbą stosunkową małą, biorąc pod uwagę, że jest to druga po La Morra gmina jeśli chodzi o obszar upraw (w La Morra wyodrębniono przykładowo aż 39 cru, a w dwa razy mniejszym Castiglione 20). To właśnie z Monforte pochodzą najbardziej skoncentrowane, najpotężniejsze Barolo. Bussia to najbardziej znane cru w gminie, ale przy tym bardzo duże, bo obejmujące prawie 300 hektarów. Dlatego pochodzące stąd wina mogę mieć różnych charakter i nierównomierną jakość.
Na szczęście trafiła się nam pozycja od jednej z największych gwiazd Monforte – Aldo Conterno Barolo Bussia 2011. Czegóż w tym winie nie było? Na pewno można było odnaleźć jagody, porzeczki, leśną ściółkę i akcenty mentolowe. Usta gęste, tłuste, na granicy przeładowania, ale utrzymane w ryzach przez kwasowość i taniny. Bardzo dobre+.
Leżąca na wschodniej granicy apelacji Serralunga d’Alba to miejsce narodzin Barolo najbardziej obfitych w taniny. Zwykle potrzebują najwięcej czasu, aby pokazać pełnię klasy. Po latach rozkwitają za to bogactwem aromatów i niespotykaną głębią smaków. Odpowiada za to charakterystyczna bogata w wapień helwecka gleba.
Massolino Barolo Margheria 2o11 pochodzi z cru zlokalizowanego na zachodnich stokach wzgórza ciągnącego się przez Serralungę. Tutaj daje o sobie znać potęga tanin. Usta na razie są przez nie zupełnie zdominowane. Jeśli dodamy do tego mocną kwasowość, to wychodzi nam naprawdę trudna mieszanka. Jednak w nosie pojawiają się już pierwsze przebłyski owocu w postaci jagód i dojrzałych śliwek. Wino z potencjałem, ale do odłożenia na 5-6 lat. Bardzo dobre.
Bartollo Mascarello, będący wielkim tradycjonalistą, zasłynął swojego czasu etykietą na której umieścił bardzo mocne przesłanie – „No barrique No Berlusconi”. Jego Bartolo Mascarello Barolo 2011 pachnie dojrzałym, ale wciąż świeżym owocem pod postacią truskawek i malin. Po chwili pojawiają się również nuty kwiatowe. W kieliszku ma jasny, soczysty kolor. Po spróbowaniu byliśmy pod wrażeniem precyzyjnej, naprężonej struktury tego wina. Piękna etykieta, już teraz znakomita-, a przecież jest zaledwie na początku swojej drogi.
O tym jak świetnie rozwijają się wina z Serralungi przekonała nas pozycja od kolejnego z wyznawców tradycyjnej szkoły – Giacomo Conterno Barolo Cascina Francia 2005. Francia to cru leżące niemal na samej południowej granicy gminy, charakteryzujące się zachodnią ekspozycją, bardzo dobrym nasłonecznieniem i ale delikatnie niższymi temperaturami w porównaniu do okolicznych wzgórz. Wino pachnie anyżem, wiśniami, dojrzałymi śliwkami. W ustach ostre, pieprzne taniny, ale i niebywała czystość owocu. Ta gra, siłowanie się soczystości i tanin to największa zaleta tej butelki, po której nie widać, że ma 11 lat. Drugie tyle jest spokojnie przed nią. Arcydzieło-.
Na sam koniec degustacji dostaliśmy to na co czekaliśmy – Giacomo Borgogno Barolo Riserva 1964. O potencjale Barolo jeśli chodzi o starzenie wiele się mówi, jednak zdecydowana większość posiadanych przez nas butelek to póki co młodzieniaszki. Stąd byliśmy niezmiernie ciekawi jak zaprezentuje się ta 52-letnia etykieta. Już samo jej otwarcie było prawdziwym wydarzeniem, a Wojtek Bońkowski podszedł do wina z atencją i odpowiednią powagą, przy okazji przeprowadzając szybki kurs otwierania starych win. Gdy w końcu mieliśmy okazję się nad nim pochylić ukazało nam zapach przywodzący na myśl zakurzoną piwnicę. Do tego pojawiły się nieuniknione przy tak starym winie nuty utlenienia. W ustach za to znacznie bardziej żywe, na początku kawowo-tostowe, później otwierając się w kierunku suszonych owoców. Finisz miękki, ale nie utleniony. Wino może nie żwawe, ale starzejące się z godnością i dostojnie. Bardzo dobre+.
Trzynaście spróbowanych Barolo przeprowadziło nas przez meandry tej apelacji, pokazało różne style i rodzaje produkowanych butelek. Nam zaś wyostrzyło apetyt na kolejną wizytę w tym regionie… Już wkrótce przyjdzie na nią czas.