Wytrawne madery z ABC Wina

Udostępnij ten post

Choć madery to jedne z najciekawszych wzmacnianych win, to jednak znacznie ustępują one popularnością porto, czy sherry. A czy wiecie, że na tej wyspie powstają również wina wytrawne, niewzmacniane? Do niedawna moja wiedza w tym zakresie była niemal wyłączenie teoretyczna, ale po kolejnej degustacji poprowadzonej przez Michała Gawłowskiego z ABC Wina zdobyłem nieco więcej praktyki.

Czas wielkości i upadku

Jak wspomniałem, dziś madery nie cieszą się wielką popularnością, ale miały one chwile prawdziwej wielkości. Zacznijmy jednak na początku…

Sama wyspa została odkryta przez Portugalczyków w 1416 roku. Żeglarze z tego kraju, eksplorując wówczas północno-zachodnie wybrzeża Afryki zostali zagnani w okolice Madery przez sztorm. Gdy pogoda się polepszyła ich oczom ukazała się Ilha da Madeira, a więc „zadrzewiona wyspa”. Nazwa wzięła się od charakterystycznej dla Madery (ale i Azorów) formacji roślinnej lasów wawrzynolistnych, które zachowały się tutaj od czasów trzeciorzędu. W kolejnych wiekach niestety znaczną ich część wycięto pod uprawy trzciny cukrowej, czy właśnie winorośli. Dziś ich pozostałości są chronione i wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Prawdziwy rozwój wyspy (i miejscowego winiarstwa) nastąpił w połowie XVII wieku, gdy Madera stała się ważnym punktem na morskich trasach do Ameryki Południowej i Indii. Aby miejscowe wina nie zepsuły się podczas morskich podróży w upalnym, podrównikowym klimacie dodawano do nich winiak albo spirytus. Jednocześnie zauważono, że po takiej podróży i wystawieniu na wysoką temperaturę wino zyskuje na głębi i złożoności.

Tak właśnie powstała madera, a więc wino wzmacniane, a następnie podgrzewane (w beczkach wystawianych na działanie słońca, albo bardziej przemysłowo w stalowych zbiornikach zwanych estufa).

Złote czasy madery to XVIII i XIX wiek, gdy praktycznie wszystkie rodzaje win wzmacnianych święciły triumfy. Niestety po II wojnie światowej, w czasach reżimu Salazara, problemy gospodarcze Portugalii tym bardziej uwidocznił się na pozostającej zawsze trochę z boku Maderze, a sytuacji nie pomagał globalny trend odwrotu konsumentów od win wzmacnianych. Trzeba przy tym zaznaczyć, że winnice na wyspie są bardzo rozdrobione, 450 ha jest we własności 1200-1700 winogrodników (dane nie są tu spójne). Od zawsze więc na Maderze istniało kilka wielkich winiarni, które skupowały grona, jednak bez kapitału nie miały one jak się rozwijać.

Dziś sytuacja dalej nie jest różowa. Na wyspie działa zaledwie 9 producentów butelkujących madery. Próbując jakoś odnaleźć się w obecnej sytuacji rynkowej zostali też oni niejako zmuszeni, aby swoje portfolio poszerzyć o wina niewzmacniane.

Problemy z wilgotnością

Wydawać by się mogło, że łagodny klimat Madery jest stworzony dla uprawy winorośli, ale nic bardziej mylnego. Największym problemem jest duża wilgotność, która nasila presję chorób grzybowych, które mogą dotykać winorośle. To dlatego na wyspie trudna jest uprawia organiczna, czy biodynamiczna, używanie środków chemicznych jest tu niemal koniecznością. Dodatkowo bardzo łagodne zimy ze średnią temperaturą dochodzącą nawet do 20 stopni sprawiają, że winorośle gubią swój naturalny cykl roczny, gdy właśnie zima jest dla nich czasem odpoczynku.

Wulkaniczne terroir

Madera ma wulkaniczne pochodzenie, powstała ona jako efekt wielowiekowych wypływów lawy z dna Atlantyku. Stąd skałę macierzystą jest tutaj granit, ale najcześciej przykryty dość sporą warstwą humusu. Bujna roślinność przekłada się bowiem na odkładanie się na ziemii sporej warstwy szczątków organicznych. Gleba ta jest więc dość żyzna, co znów jest niekoniecznie dobre dla winorośli. Lepsze wina zwykle powstają w miejscach, gdzie winne krzewy muszą walczyć o składniki odżywcze.

Spróbowane wina

[w degustacji wziąłem udział na zaproszenie organizatora]

Barbeito Frasqueira Sercial 1995 (60 EUR – za Michałem podajemy ceny, po których kupił on butelki)

Choć tematem miała być wytrawna i niewzmacniana madera, to zaczęliśmy od klasycznego przykładu wina wzmacnianego, od jednego z najbardziej rozpoznawalnych (i robiących dobrą robotę dla promocji win z wyspy) producenta. Ta madera dojrzewała w beczkach co najmniej 19 lat, a kolejne dodatkowe 5 lat spędziła w wystawionych na słońce dużych słojach, by do butelek trafić w 2020 roku. Technicznie mamy tutaj 19,13% i 44 g cukru, ale sercial to oznaczenie na odmianę i najbardziej wytrawne wersje madery (tu przekłada się to na 9,17 g kwasu). Powstały ledwie 153 butelki tego wina.

Piękny aromat spod znaku suszonych fig, śliwek i rodzynek. Do tego pojawiają się przyprawy piernikowe, ale też sporo alkoholu. Usta mimo wspomnianego poziomu cukru wydają się do cna wytrawne, smakując ponownie figami, ale też suszonymi jabłkami i pomarańczą ze skórką nabijaną goździkami. Kwasowość jest świetna, sprawia, że całe wino jest bardzo ożywcze i energetyczne. Wielowymiarowe, nabierające nowych barw z każdym zanurzeniem nosa w kieliszku i wzięciem kropli na język. Znakomite+ (94/100).

Ilhla Blanc de Noirs 2019 (25 EUR)

Autorką tego wina jest Diana Silva, która nie posiada swoich winnic, ale skupuje grona od innych dużych miejscowych graczy. Mamy tutaj wino z odmiany tinta negra, a więc najpopularniejszej odmiany na wyspie, bardzo plennej i służącej niegdyś jako „wypełniacz” większości masowej produkcji mader. Tutaj Diana postanowiła przefermentować ten ciemny szczep do białego wina (bez maceracji skórek).

Całkiem aromatyczne, pachnące ziołami, woskiem, skórką z cytryny. Usta z raczej umiarkowaną kwasowością, ponownie woskowe, ale pojawiają się też jabłka, melon i cytryny. W finiszu znajdziemy zaś słoność i nawet trochę garbników. Przyjemne, ale jednak tej kwasowości trochę brakuje. Dobre (87/100).

Barbeito Vinhas do Lanço Verdelho 2020 (25 EUR)

Przeszliśmy do bardziej szanowanej odmiany, jaką jest verdelho. Tutaj owoce wyciśnięto prasą pneumatyczną, fermentacja miała miejsce w stalowych zbiornikach, ale potem około 1/3 wina trafiła do neutralnych, używanych francuskich beczek.

W zapachu skryte, delikatne, jedynie lekko melonowe. Za to na podniebieniu ze słoneczną, ciepłą owocowością, pojawia się wosk, ale też wanilia i orzechy (aż trudno uwierzyć w tę neutralność beczek). Nad wszystkim unosi się kwarcowy duch wulkanicznej gleby i wszystko by się w sumie zgadzało, gdyby nie kwasowość, która jest tutaj zdecydowanie mało zintegrowana, odklejając się. Dobre+ (88/100).

Barbeito Verdelho Reserva 2017 (35 EUR)

Zostajemy przy tym samym producencie i odmianie, ale zmienia się sposób winifikacji. Tutaj fermentacja ma miejsce w stali, a dalsze dojrzewanie odbywa się w używanych beczkach z francuskiego i węgierskiego dębu przez 12 miesięcy. W składzie znajdziemy niewielki dodatek 9% odmiany sercial.

Pachnie jabłkową skórką, ziołami i skórką z cytryny. Usta ciekawe, niemal bez owocu, zbudowane wprost na wulkanicznym, mineralnym szkielecie. Z wysoką kwasowością, ale też zielonością, niedojrzałością. Koncept ciekawy, ale wykonanie pozostawia trochę do życzenia. Dobre- (86/100).

Barbeito & Rocie A Meias Ânfora 2020 (37 EUR)

Tutaj mamy kooperatywę Barbeiro i producenta z Alentejo, którzy specjalizuje się w winach dojrzewających w amforach. Ponownie jest to głównie verdelho, tym razem uzupełnione o 8% sercial. Owoce są macerowane przez 2 dni na skórkach, a po fermentacji w stalowych zbiornikach wino dojrzewa w amforach.

Z ładnie aromatycznym nosem, początkowo nawet lekko bananowym, potem pojawia się więcej pomarańczy, jabłek i ziół. Usta też ziołowe, z nutami słodkich brzoskwiń i surowym, pieprznym, garbnikowym finiszem. Trochę szorskie, ale w gruncie rzeczy ciekawe, intrygujące wino. Mocna kwasowość wieńczy dzieło. Bardzo dobre+ (91/100).

Madeira Wine Company Atlantis Verdelho Reserve 2018 (51 EUR)

Kolejny z dużych producentów, który ma duże znaczenie dla historii madery, ale i sporo zasług w niedawnych czasach, bowiem w 1992 roku wyprodukował pierwsze niewzmacniane wino na wyspie. Wino dojrzewało przez 9 miesięcy w 500-litrowych beczkach z francuskiego dębu, z regularnym wzburzaniem osadu, a potem przez tyle samo czasu na osadzie w stalowych zbiornikach.

W nosie najpierw ciemne, dymne, zapałkowe, sporo też tu orzechów, popcornu i wanilii – jednym słowem beczka, ale pierwszorzędnie użyta. Na podniebieniu bardzo zawarte, naprężona, z wyrazistą, cytrynową kwasowością, i delikatnie maślanym wykończeniem. Może trochę międzynarodowe, ale świetne zrobione. Znakomite (93/100).

Barbeito Branco de Laje Sercial 2019 (45 EUR)

Zostawiamy verdelho i przechodzimy do ostrego jak brzytwa, kwaskowego serciala. Zaczęliśmy od wersji dojrzewającej rok we francuskich beczkach, gdzie kwas ma słuszne 8,28 g.

Całkiem aromatyczne, o wyraźnie wulkanicznym, dymno-mineralnym zapachu. Na języku surowe, trochę zredukowane, z mało wyczuwalnym owocem, zdominowane przez mocną, ale w sumie dobrze wtopioną kwasowość. Wyciągnięte do granic możliwości, finisz jest bardzo długi, ten kwas za nic nie chce nas opuścić. Bardzo dobre- (89/100).

Herdade do Portocarro Partage Sercial 2019 (35 EUR)

Na chwilę przenieśliśmy się na kontynent, do produnleta zlokalizowanego na pograniczu regionów Setubal i Alentejo. To nietypowy sercial, bo mamy coś w stylu rieslinga Kabinetta, a więc 17 g cukru i 9,5 g kwasu, dodatkowo wino dojrzewało w beczkach.

W nosie to właśnie beczka jest na pierwszym planie pod postacią akcentów orzechowo-waniliowych. Ale znów widać w użyciu tego dębu sporo jakości. Usta z nutami poobijanych jabłek (ten element bardzo przypominał mi wina tokajskie), soczyste i zdecydowanie kwaskowe. Nie dałbym tej pozycji więcej niż 10 g cukru, jest on praktycznie w ogóle niewyczuwalny, to kwas rządzi. Młodziak, wróciłbym do niego za 4-5 lat. Znakomite- (92/100).

António Maçanita dos Profetas Listrão 2021 (65 EUR)

O tym, że António Maçanita to obecnie jedno z najgłośniejszych portugalskich winiarskich nazwisk pisałem już przy okazji relacji z degustacji win z Azorów. Tutaj ten entuzjasta i wizjoner postanowił spróbować swoich sił na niewielkiej wysepce Porto Santo, leżącej niecałe 50 kilometrów na północny-wschód od Madery.

Terroir tutejszych winnic jest zupełnie inny, leżą one na płaskich terenach w południowej części wyspy. Gleba nie ma też pochodzenia wulkanicznego, bowiem Porto Santo to wydźwignięte na powierzchnię dno morza, mamy tutaj więc glebę wapienną i sporo piasku. Odmiana listrão zaś to nic innego jak hiszpańskie palomino, szczep kojarzony dziś głównie z sherry, ale choćby na Wyspach Kanaryjskich odpowiadający również za ciekawe białe wina.

Zbiór miał miejsce w nocy, po czym owoce przetransportowano na Maderę (na Porto Santo nie ma profesjonalnej infrastruktury winiarskiej) i od razu wytłoczono z podziałem na 3 frakcje. Każda trafiła do osobnej baryłki, po czym zmieszano je w różnych proporcjach, przy minimalnym siarkowaniu.

Początkowo znów zapałkowe, redukcyjne, ale potem wychodzi więcej kwiatów, brzoskwiń i cytryn. Usta eleganckie, wybitnie słone i kwaskowe. Wino ma świetną energię, naprężoną strukturę, wciąga w głąb siebie, zasysa wprost naszą świadomość. Dużą klasa. Znakomite (93/100).

António Maçanita dos Profetas Caracol 2021 (65 EUR)

Zostajemy na Porto Santo, ale tutaj mamy zupełnie nieznaną odmianę caracol rosnącą na piaszczystej glebie przypominającej winnice w Colares.

Kolejne z tych niemalże niepachnących win, można doszukać się jedynie odrobiny dymu. Usta mocniej zbudowane od poprzednika, bardziej oleiste, gęstsze, nie tak energetyczne. Nadrabia za to elegancją, ułożeniem, mocną kwasowością i przyjemnym wypełnieniem całego podniebienia. Znakomite- (92/100).

António Maçanita dos Villões Tinta Negra 2021 (27 EUR)

Trzecie wino od António to tinta negra fermentowana spontanicznie, ze sporą ilością nieodszypułkowywanych gron i dojrzewająca przez 8 miesięcy we francuskim dębie.

Pachnące żurawiną, kwaskowymi wiśniami, czereśniami i malinami. Na podniebieniu ziemiste, pieprzne, mocno pestkowe, z trochę zbyt zielonymi, nieugładzonymi garbnikami. Ale ja lubię takie rustykalne, ale przy tym arcysmaczne wina. Bardzo dobre (90/100).

Madeira Wine Company Atlantis Tinto 2020 (18 EUR)

Wracamy na Maderę, ostatnie spróbowane wino przez 6 miesięcy dojrzewa we francuskich beczkach.

W ciemno mogłoby udawać späburgundera z Niemiec. Ładnie dymne, leśne (igliwie, dzikie jeżyny), pieprzne i wiśniowe. W ustach przyjemnie nasycone, z mocnym uderzeniem wiśniowego owocu i dobrymi, żywymi garbnikami. Podobnie jak biały kuzyn jest to wino o międzynarodowym sznycie. Bardzo dobre- (89/100).

Ta podróż uświadomiła mi jak mało wiem o winach z Madery. To był zaledwie początek i pokazanie małego wycinka tego, z czym mamy do czynienia na tej unikalnej winiarsko wyspie.