Wstęp do Grecji – Atlantis Estate Argyros Santorini 2013

Udostępnij ten post

10960881_10203835974212250_1650371511_oGrecja nie ma ostatnio dobrego flow. Kolejne zawirowania polityczne, kontrowersyjne decyzje i zapowiedzi sprawiają, że Grecy znów stają się „czarnymi owcami” UE. Wino jest jednak ponad podziałami i poza polityką. Tak się składa, że niedługo będziemy mieli okazję bliżej poznać greckie wina. Do tej pory nasza przygoda z butelkami z tego kraju skupiła się bardziej na Metaxie, niż na winach. Dlatego by wprowadzić się w ten południowy klimat, sięgnęliśmy po pozycję o której słyszeliśmy pochlebne opinie.

Degustujemy Atlantis Estate Argyros Santorini 2013, do kupienia w Marks&Spencer w cenie 49,99 zł. Santorini, wulkaniczna wyspa leżąca w archipelagu Cykladów jest jedną z wizytówek Grecji. W niezliczonej ilości filmach, wizytówkach i materiałach reklamowych można znaleźć charakterystyczne biało-niebieskie domki jaśniejące w blasku zachodzącego słońca. Tak się składa, że wulkaniczna gleba stanowi również świetne podłoże do uprawy winorośli. W celu ochrony przed silnymi wiatrami są one przycinane w charakterystyczny kształt koszyka. Estate Argyros to jeden z czołowych producentów na Santorini. Rodzina zaczynała w 1903 roku od 5 hektarów winorośli, a dziś już czwarte pokolenie uprawia 65 hektarów. Atlantis to jego podstawowa seria butelek, produkowana w trzech wariantach: red, white, rose. Wersja biała powstaje jako kupaż trzech lokalnych odmian – Assyrtico (90%), oraz po 5% Aidani i Athiri. Ten pierwszy szczep to prawdziwa miejscowa gwiazda, nadaje się do starzenia w beczkach i w efekcie potrafi dać długowieczne, pełne niuansów wino.

W kieliszku Atlantis to wino o bardzo jasny kolorze, białego złota z delikatnymi słonecznymi refleksami. Po butelce z południa Europy spodziewać się można potęgi owoców, a tutaj jest wręcz przeciwnie. Dominują nuty siana, oliwek, ziół, a nawet kaparów czy alg. W ustach niska kwasowość, na pierwszy plan wysuwają się ponownie zioła może jedynie delikatnie skropione sokiem z cytryny. Finisz jest długi, mineralny i lekko słonawy.

Robert: Nie wiem na ile to kwestia autosugestii, a na ile prawdziwe odczucie, ale to wino smakuje mi właśnie wulkanicznie. Trudno doszukać się w nim takich czysto owocowych nut, ale mineralność i słoność stanowią o jego nieszablonowym a przez to wyjątkowym uroku.

Marta: Wracają wspomnienia. Co do samego Santorini nadal uważam, że jest przereklamowane: wygórowane ceny hoteli, VIP-owskie osiedla i ilość ekskluzywnych restauracji nie zachęca do dłuższych odwiedzin. Podczas mojej przygody z Grecją, Santorini traktowałam jako przecenioną, choć bez wątpienia urokliwą ozdobę i zawsze będą ją polecać na weekendowy wypad (jeśli się jest na wakacjach w okolicach wyspy). Dziś żałuje, że nie poznałam tego miejsca wcześniej od winiarskiej strony. To pierwsze bardzo miłe spotkanie z winami z tej wyspy. Przyjemnie lekkie, mineralne, z wyczuwalną ekspresją wulkanicznego podłoża która towarzyszy od początku do końca. Polecam.


Podsumowanie:

ZaBardzo ciekawe, nietypowe, złożone.

PrzeciwNie dla fanów mocnego owocu.

Ocena – bardzo dobre.