Riesling z USA i z… Biedronki – czy to dobre połączenie?

Wina z USA… Na dźwięk tych słów, od razu wpada nam do głowy jedno skojarzenie – Kalifornia. Ale nie martwcie się, wcale nie mamy na myśli popularnych butelek o wdzięcznie brzmiącej z włoska nazwie, a raczej takie frazy jak Sonoma czy Napa. Mimo, że od czasu do czasu wpadają w nasze ręce materiały dotyczące tych win, to jednak prawda jest taka, że rzadko pijamy butelki zza Atlantyku. Okazja, aby nieco poprawić statystykę pojawiła się wraz z kolejną edycją Winnych Wtorków, gdy Kuba Jurkiewicz z Czerwone czy białe (który niedawno zapowiedział, że nieco ogranicza swoje blogowanie – mamy nadzieję, że jeszcze zmieni zdanie, bo byłaby to wielka strata dla winiarskiej blogosfery), zaproponował nam opisanie Rieslingów z Nowego Świata.
W Stanach Zjednoczonych nasz ukochany biały szczep jest oczywiście uprawiany, choć popularnością nie dorównuje Cabernetowi Sauvignon, Chardonnay, Pinot Noir, czy Zinfandelowi. Najlepsze miejsca dla niego leżą w regionach chłodniejszych niż gorąca Kalifornia. Jednym z nich jest Finger Lakes (swojego czasu dzięki Winiaczowi mieliśmy okazję spróbować dwóch pochodzących stamtąd butelek), a drugim stan Washingot, leżący nad Pacyfikiem, przy granicy z Kanadą. Winnice zlokalizowane są tutaj głównie w głębi lądu, w dolinach rozlokowanych na wschód od przechodzącego przez środek stanu górskiego łańcucha Gór Kaskadowych. Potężne szczyty chronią winorośle przed masami wilgotnego powietrza znad Pacyfiku, sprawiając, że panuje tu niemal półpustynny klimat. Winogrona nie byłyby w stanie dojrzewać bez sztucznego nawadniania, które jest możliwe dzięki bliskości rzeki Colombia. Początkowo Washington zasłynął dzięki swoim Merlotom, Cabernetom i Syrah, ale ostatnia dekada to zwiększająca się popularność białych szczepów, które pod względem obszaru upraw dorównały już swoim czerwonym krewniakom. Riesling zajmuje ok. 2,5 tysiąca hektarów upraw (na 20 tysięcy hektarów winnic w całym stanie) i uznawany jest za odmianę, która bardzo dobrze sobie radzi w miejscowym klimacie, choć zaznaczyć też trzeba, że wciąż popularniejszy pozostaje Chardonnay. W stanie uprawiane są również Sauvignon Blanc, Pinot Gris oraz Sémillon.
Centrum Wina zdecydowało na sięgnięcie po wino od lokalnego potentata, koncernu Ste Michelle Wine Estates, w którego rękach jest nawet jedna trzecia miejscowych winnic. Poza masą codziennych, prostych butelek jednym z ciekawszych projektów firmy jest współpraca z czołowym winiarzem znad Mozeli, Ernstem Loosenem, czego efektem jest seria etykiet oznaczona jako Eroica Riesling. Chateau Ste Michelle Riesling 2015 (zakupione w promocyjnej cenie 52,49 zł, cena regularna 74,99 zł) został wyprodukowany z owoców z różnych winnic z Colombia Valley. Podczas winifikacji pozostawiono w nim nieco cukru resztkowego (w próbowanym przez nas roczniku 2 gramy na litr).
W nosie pachnie jabłkami, a do tego dostrzegamy nieco gruszek, mirabelek i delikatną mineralność. Cukier resztkowy jest wyczuwalny i niestety Riesling ten nie ma kwasowości swoich europejskich braci, która ładnie by go równoważyła. Przez to całość wydaje się dość płaska i oranżadowa. Nie ukrywamy, że spodziewaliśmy się czegoś ciekawszego, a tutaj mamy butelkę, którą co prawda można wziąć na imieniny do cioci, ale u osób lubiących Rieslingi z Niemiec, czy Austrii nie wywoła ona szybszego bicia serca.
Podsumowanie:
Za – przyjemny nos.
Przeciw – zbyt wyraźny cukier, brak równowagi, cena.
Ocena – średnie+.
P.S. Mieliśmy zakończyć post na tym raczej smutnym podsumowaniu, ale traf chciał, że w nasze ręce wpadł Riesling, który obecnie można znaleźć w Biedronce. Nie mieści się on co prawda w dzisiejszym temacie, ale co tam… Weingut Hagn Riesling Classic Niederösterreich 2016 (29,99 zł), to pozycja od raczej nieznanego producenta z Dolnej Austrii, który daje nam jednak więcej frajdy niż opisywana butelka z USA.
Zapach jest mniej ekspresyjny niż u poprzednika, ale i bardziej ułożony. Na pierwszym planie mamy nuty mokrej od rosy trawy, melona i ziół. W smaku bardzo świeże, przyjemnie orzeźwiające. Koncentracja raczej niska, również kwasowość mogłaby być nieco bardziej wyrazista, ale ogólne wrażenie jest pozytywne i potwierdza zasadę, że w przypadku win z Austrii, nawet z tych niższych rejestrach cenowych bardzo trudno o wtopę. Przyjemne, codzienne wino, które przy takich temperaturach jakie mieliśmy w weekend stanowiłoby idealnego kompana. Dobre+.
Warto też zaznaczyć, że cena tego Rieslinga przy zakupie detalicznym bezpośrednio od producenta to 7,80 eur, tak więc biedronkowe 29,99 zł jest naprawdę atrakcyjnym przełożeniem tego na polski rynek. Szkoda tylko, że butelki walają się na najniższych półkach sklepów tej sieci, bo to jedno z lepszych dyskontowych win w ostatnich miesiącach. Wiemy, że nieuczciwe byłoby proste porównywania wina z USA i Austrii (choćby koszty transportu robią sporą różnicę). Jednak z drugiej strony jeśli mielibyśmy głosować portfelem, to wybór w tym przypadku byłby oczywisty.
Pozostali blogerzy wybrali zaś:
Winiacz – Nową Zelandię (choć wspomina też o USA)
Czerwone czy białe – również (a to zaskoczenie) wybrał tę wyspę