Winny Bułgar – degustacja

Udostępnij ten post

W ciągu ostatnich dwóch lat Bułgaria zanotowała olbrzymi wzrost zainteresowania turystycznego ze strony Polaków. Wiadomo, że  w głównej mierze jest to spowodowane niepewną sytuacją geopolityczną dotyczącą wielu krajów, które dotychczas zajmowały wyższe miejsca na liście wakacyjnych destynacji naszych rodaków. Tym niemniej dla tego bałkańskiego kraju jest to okazja, z której zamierza skorzystać. Pytanie (jak nam się wydaje raczej retoryczne), czy z wakacyjnych wojaży Polacy wrócą również z większą wiedzą jeśi chodzi o bułgarskie wina? Bo o ile trafiają one nad Wisłę szeroką strugą, to podobnie jak w przypadku choćby win z Mołdawii, zwykle są to butelki zapełniające dolne półki marketów, a kraj ten ma do zaoferowania znaczenie więcej.

Przekonać się o tym mogliśmy podczas degustacji zorganizowanej przez importera Winny Bułgar, którą w Ambasadzie Bułgarii poprowadził Sebastian (Zdegustowany) Bazylak. Wbrew temu, co może się wydawać, winiarstwo w tym kraju to nie wymysł komunizmu, a czasów trackich. Rzymianie, którzy podbili te obszary w II wieku natknęli się już na całkiem dobrze rozwiniętą kulturę winiarską. Kolejnym impulsem było przyjęcie przez chanów Bułgarii chrześcijaństwa, co spowodowało napływ zakonów prowadzących skrupulatne zapiski dotyczące poszczególnych winnic, roczników i uprawianych odmian. Niestety już pod koniec XIV wieku Bułgaria popadła pod panowanie Imperium Osmańskiego, które choć nie zabraniało produkcji wina, to jednak obłożyło je wysokim podatkiem. Dopiero po ponownym odzyskaniu wolności, w Bułgarii nastąpił renesans winiarstwa, który trwał aż do czasów II wojny światowej. Po jej zakończeniu Bułgaria trafiła w sferę wpływów ZSRR, który postanowił, że kraj będzie (znów podobnie jak Mołdawia) zaopatrywał w wino radziecki rynek. Niestety, doprowadziło to do powstania potężnych kombinatów produkujących hektolitry podłych trunków. Dopiero po 1989 roku, a tak naprawdę po wejściu Bułgarii do Unii Europejskie, rozpoczęła się powolna droga ku odbudowaniu winiarskich tradycji, tym razem jednak w duchu nowoczesności.

Obecnie ogólna powierzchnia upraw to ponad 62 tysiące hektarów, jednak gospodaruje na niej zaledwie 225 producentów. Kraj podzielony jest na 5 regionów winiarskich: Nizina Naddunajska, Morze Czarne, Dolina Róż, Dolina Strumy oraz Nizina Tracka. Najpopularniejsze czerwone odmiany to autochtoniczne szczepu Marvud, Melnik oraz Gamza (Kadarka) z czerwonych, a także Dimyat oraz Misktt Cherven.

O tym, że wina z Bułgarii są w Polsce popularne najlepiej świadczy fakt, że frekwencja na degustacji była tak duża, że kilka butelek skończyło się, zanim udało mi się do nich dostać. Na przyszłość importer powinien jednak lepiej zorganizować wydarzenie pod względem organizacyjnym, gdyż poza wspomnianymi tłumami drugim problemem była nieodpowiednia temperatura win. Rozumiemy, że temperatura sięgała ponad dwudziestu stopni, a w trakcie prezentacji prowadzonej przez Sebastiana przeszło oberwanie chmury, ale próbowanie zarówno czerwonych jak i niektórych białych win, które miały temperaturę otoczenia (sporo ponad 20 stopni Celsjusza), naprawdę nie służyło rzetelnej ich ocenie.

Poprawne okazało się Chateau Burgozone Gold Sauvignon Blanc 2014 (47 zł), a byłoby jeszcze lepsze, gdyby beczka nie była aż tak nachalna. Owoc był przykryty prze nuty waniliowe i maślane. Jest też nieco ananasa, ale kwasowość mogłaby być nieco wyższa.Tak świeżą odmianę jak Sauvignon szkoda zabijać dębem. Średnie+. Targovishte Muscat 2015 (34,50 zł) był dość typowy, choć odrobinę oranżadowy i kwiatowy. To tego ma ładną kwasowość i choć ogólnie jest to dość proste wino, to jednak na taras powinno się nadać. Dobre-. Najlepszym z białych okazał się być Targovishte Warnenski Misket 2015 (34,50 zł), w którym pierwsze skrzypce grała skrząca się, bardzo intensywna kwasowość. Ciała nie było za wiele, ale można było doszukać się nieco nut jabłkowych i ponownie kwiatowych. Dobre.

Ciekawiej zrobiło się gdy przeszliśmy do win czerwonych. Co prawda Pomorie Pentaram Pinot Nor 2014 (36,50 zł) poza nutami wędzonymi, żywicznymi i dymnymi miał trochę za mało owocu i ciała oraz za suche taniny, stąd oceniamy je jako średnie+. Za to już Pomorie Cabernet Sauvignon Special Reserve 2013 (45,50 zł) miał w sobie spory ładunek liści czarnej porzeczki, zielonej papryki i żwiru. Można się jedynie przyczepić do nieco zbyt wątłej, rozwodnionej struktury. Dobre.

Jeszcze lepsze okazało się Chateau Burgozone Gold Cabernet Franc 2012 (49 zł), w którym mamy mocny owoc spod znaku śliwki podkręcony przez akcenty wędzony. Koncentracja jest solidna, mamy też sporo kwasowości i ładne, nienachalne taniny. Dobre+. Dość podobne w wyrazie było Chateau Burgozone Collection Phillipe Cabernet Sauvignon Merlot Syrah 2012 (63 zł). Ponownie mieliśmy do czynienia ze śliwkami, tu pojawiało się dodatkowo nieco nut balsamicznych, a nawet dym i smoła. W ustach bardzo palone, z akcentami ogniskowego węgla. Butelka ewidentnie dla fanów takich mocno beczkowych win. Dobre-.

Najlepszym winem wieczoru okazało się Angelus Estate Young Stallion 2013 (57 zł), a więc kupaż Caberneta Sauvignon, Merlota, Caberneta Franc i Syrah. Przede wszystkim imponowało na tle reszty próbowanych butelek naprawdę elegancką kompozycją. Mamy ładną likierową owocowość, ale i odrobinę wędzonki, igliwia i jagód. Jest też ładna kwasowość, ale i potężne, solidne, zarysowane taniny. Bardzo dobre-.

Winiarze z Bułgarii mają jeszcze do odrobienia niejedną lekcję, ale pierwsze jaskółki pozytywnych zmian widzimy juz na horyzoncie. Nie są to jeszcze wina wybitne, ale prezentują niezłą jakość w relacji do ich ceny, a to już dobra podstawa do dalszej ewolucji.