Winnica Hiki – udany debiut

Dwa tygodnie temu w naszej rodzinnej Zielonej Górze odbyło się jak co roku Winobranie. Z zaciekawieniem i zainteresowaniem obserwujemy jak ewoluuje ta impreza. Od przaśnego festynu, gdzie jedynym winem do zdegustowania (się) były bezimienne, sprzedawane w plastikowych kubkach napoje, po dzisiejszą imprezę, gdzie lubuskie wino odgrywa w końcu zasłużoną pierwszoplanową rolę. Nie chodzi tu tylko o konkurs, który odbywa się przy tej okazji, ale o wystawione na rynku stanowiska, gdzie można spróbować win od wielu czołowych lokalnych producentów.
Winobranie stało się też okazją do poznawania lubuskiego (w końcu najpiękniejszego polskiego województwa) i lokalnych przysmaków. Temu zamysłowi towarzyszy też powstały Lubuski Szlak Wina i Miodu. Przyznajemy się, że ostatnio bardzo nas natchnął do tego, by korzystając z możliwości rodzinnych stron, odwiedzać tak bliskie nam winnice. Naszą wyprawę zaczęliśmy od odwiedzin jednego z najgłośniejszych tegorocznych debiutów – Winnica Hiki.
Przed przyjazdem (winnica zlokalizowana jest w miejscowości Bycz, nieopodal Bytomia Odrzańskiego) zastanawialiśmy się skąd tak ciekawa i łatwa do zapamiętania nazwa. Rozwiązanie tej zagadki okazało się w gruncie rzeczy bardzo proste. Pochodzi od nazwiska jej właścicieli. Władysław jest wspaniałym gospodarzem, z chęcią dzielącym się swoją wiedzą i opowiadającym o pasji do winorośli. Do tego wyraźnie widać, że pasja ta idzie w parze z chęcią nieustannego poszerzania wiedzy, a to poprzez udział w rozmaitych szkoleniach i kursach, podczas różnorakich wyjazdów do innych winiarskich krajów, czy dzięki fachowej literaturze. Tu nic nie jest przypadkowe.
Niezwykle klimatyczne miejsce, oparte o włoski charakter uroczego domu. Wszechotaczająca zieleń i kwiaty, przestrzeń i zwierzęce pupile, na którymi opiekę roztacza najmłodszy członek rodziny – sprawia, że z wielkim podziwem wsłuchiwaliśmy się w opowieści prawdziwego pasjonaty i jego żony Kasi.
Po posadzeniu pierwszych krzaków, Władek spokojnie odczekał osiem lat, nim zabutelkował pierwsze wino. Gdy inni winiarze spieszą się, aby jak najszybciej wypuścić na rynek pierwszą partię butelek, on wolał poczekać, aż winorośle będą rzeczywiście na to gotowe. W międzyczasie postarał się wybrać szczepy, które najlepiej spiszą się w miejscowym siedlisku. Na razie królem, w kategorii szczepów białych jest Riesling, a jeśli chodzi o czerwienie – Cabernet Cortis. Oprócz tego uprawiany jet Solaris, Zweigelt, Dornfelder, Acalon, Pinot Noir. Nas jednak najbardziej zaskoczyła obecność (na razie kilka testowych krzewów) Caberneta Sauvignon. Jak nam zdradził Władek, w tym roku może spróbuje wyprodukować pierwszy rocznik. W przyszłości planowane są dalsze nasadzenia (głównie Riesling, Solaris i Cabernet Cortis).
Już po próbie introdukowania Caberneta Sauvignon widać, że właściciel nie boi się eksperymentowania. Można powiedzieć zresztą, że Władysław po prostu lubi bawić się winem. A to daje niesamowite efekty. Z szelmowskim uśmiechem na twarzy dawał nam do spróbowania kolejne próbki. Najpierw w kieliszkach zagościł Cortis, w dwóch odsłonach, bo i dojrzewający w innych beczkach. Następnie zadziwił nas Riesling z późnego zbioru, dotkniętego szlachetną pleśnią – największy hit tego dnia! – wino pachniało kandyzowanymi owocami, miodem i kwiatami, ale w ustach dalej grało na swojej charakterystycznej kwasowości.
Riesling 2014 – widać, że ten szczep to oczko w głowie Władysława. Wino jest bardzo dopracowane. Z ładnym, słodkawym, lekko landrynkowym nosem, w tonacji cytryn i słodkich jabłek, ale i ziołowym dodatkiem. Usta dobrze balansujące pomiędzy kwasowością, a nieprzesadzoną słodyczą, która tutaj stanowi jedynie dodatek, a nie musi przesłaniać, czy zaciemniać obrazu wina. Dobre+.
Cabernet Cortis Barrique 2013 – ta odmiana to krzyżówka szlachetnego szczepu Caberneta Sauvignon oraz Solarisa. W zamyśle ma dawać wina z stylu tego pierwszego, ale jednocześnie może być uprawiana w chłodniejszym klimacie. Powinna wytrzymać mrozy do -24 stopni Celsjusza. W nosie o wyraźnie porzeczkowym charakterze. Mamy również (zwłaszcza po kilku chwilach w kieliszku) akcenty przyprawowe i pieprzne. Usta o ładnej (jeszcze nie do końca uło
żonej taninie), z dobrym owocem. Można odłożyć co najmniej na kilka kolejnych miesięcy. Dobre+.
Władek powtarza, że jest dopiero na początku winnej drogi. Ta autentyczna skromność, w połączeniu z rzetelną pracą rokuje naprawdę dobrymi wynikami. Wina z Winnicy Hiki są po prostu smaczne, zrobione z doskonałym wyczuciem uprawianego szczepu i znajomością swojego siedliska. Mamy nadzieję wrócić jeszcze do tego miejsca, aby obserwować kolejne wprowadzone przez niego nowinki.
Zainspirowani, tak rozpoczęliśmy lubuski cykl. Po takiej wizycie, bardzo pozytywnie nastawieni, sukcesywnie będziemy odwiedzać kolejne miejsca
Już nie możemy doczekać się kolejnych odwiedzin…!