Wina dla kosmitów (Riesling, Garnatxa, Bordeaux)

Udostępnij ten post

Tym razem szykując winno-wtorkową tematykę, Robert Szulc (Winiacz) popuścił wodze fantazji i postanowił, abyśmy wytypowali butelkę jaką poczęstowalibyśmy przybyszów z innej planety, by pokazać im jakie wspaniałości rodzi nasza Ziemia. Początkowo wydawało się nam, że nie będziemy mieli problemów z doborem odpowiedniej pozycji. W zanadrzu mamy nasze ulubione koniki, takie jak Riesling, czy Nebbiolo, ewentualnie Sangiovese, albo Grüner Veltlinera. Gdy jednak zaczęliśmy się głębiej zastanawiać, pojawiły się w naszych głowach wątpliwości. O ile wspomniane odmiany dają świetne wina, to może jednak przybyszom z gwiezdnej przestrzeni należałoby pokazać szczepy bardziej rozpowszechnione na świecie, reprezentatywne dla większej ilości krajów czy regionów. Czy w takim wypadku nie należałoby wybierać wśród Caberneta Sauvignon, Merlota, czy Sauvignon Blanc lub Chardonnay? Ostatecznie postanowiliśmy połączyć jedno z drugim.

Choć ojczyzną produkcji wina jest najprawdopodobniej któryś z krajów kaukaskich, to chyba nigdzie indziej nie wrosło ono tak w codzienne życie i kulturę jak właśnie we Francji. To tutaj w XIX wieku powstały pierwsze oficjalne klasyfikacje winiarskie, to wina z Francji zajmują z reguły najwyższe miejsca jeśli chodzi o najwyższą cenę pojedynczych butelek. Jednak dla naszych gości z kosmosu nie będziemy proponowali żadnego DRC, Latoura czy innego Petrusa, jeszcze by ich nie zrozumieli, z „rąk” wytrącili a jednak szkoda poświęcać takie wina. Poszukamy więc dla nich tańszych zamienników (prawie jak w aptece). Spośród win białych nie mogliśmy się powstrzymać przed zaproponowaniem Rieslinga. Choć wciąż na pierwszym miejscu naszego prywatnego rankingu znajdują się wina z tej odmiany powstające w Niemczech (w kolejności Rheingau, Mozela, Nahe, Rheinhessen, Palatynat), to ostatnio coraz szersze uśmiechy zaczęły wywoływać butelki z Alzacji. Tak się stało w przypadku Ziegler-Mauler Alsace Grand Cru Riesling Schlossberg Les Murets 2014 (59,99 zł, Auchan). Schlossberg to przepiękne granitowe zbocze górujące nad miasteczkiem Kientzheim, na którym znajdziemy 80 hektarów winorośli rozmieszczonych na wysokości od 230 do 400 metrów. To znane grand cru jest obsadzone w przez Rieslinga (76% powierzchni upraw) ale i Pinot Gris, Muscata i Gewurztraminera. Próbowane przez nas wino to przykład Rieslinga w barokowym, bogatym stylu. W nosie gęste, z nutami propolisu, rozpuszczonego na patelni masła i moreli. Na podniebieniu jeszcze młode, z mocno zarysowaną, papierówkową, ale i elegancką kwasowością. Sama byłaby odrobinę zbyt agresywna, ale została zaokrąglona wyraźnie zaznaczonym cukrem resztkowym. Struktura jest poważna, warto potrzymać je jeszcze przez kilka lat, gdyż ewidentnie ma potencjał, aby się rozwinąć. Świetna relacja ceny do jakości, mamy tu wino klasy niemieckich Erste Lage, w cenie pewnie co najmniej dwukrotnie niższej. Czyli jedną butelkę można naszych gościom otworzyć teraz, drugą niech wezmą na swoją planetę. Bardzo dobre-.

A co, jeśli kosmici nie gustują w białych winach? Można bym im co prawda spróbować wmówić, że na Ziemi pija się tylko takie, ale po pierwsze chyba nie chcemy zaczynać naszej znajomości od drobnego oszustwa, a po drugie wśród czerwonych win możemy przecież znaleźć ciekawe pozycje. Zaczęlibyśmy od wina bez beczki, będącego czystą esencją owocu, takiego jak Garnatxa de Cérvoles Costers del Segre Vinyes Altes de Garrigues 2015 (69 zł, El Catador). Wino pochodzi z leżącej w głębi Katalonii apelacji Costers de Segre, która jest dość rozproszona i w związku z tym wydzielono w jej ramach kilka podstref: Pallars Jussa, Artesa de Segre, Segria, Raimat, Valls del Riucorb, Les Garrigues oraz Urgell. Wpływa to również na duże zróżnicowanie pochodzących stąd win. Można spotkać zarówno te z białych odmian (część regionu wchodzi też w skład strefy, w ramach której produkuje się Cavę), ciekawe róże oraz wina czerwone ze szczepów lokalnych (głównie Tempranillo, Garnacha, Monastrell) i międzynarodowych (Cabernet Sauvignon, Merlot, Syrah czy Pinot Noir). Próbowane przez nas wino nie dojrzewało w beczkach i zachwyciło piękną, soczystą, wyrazistą owocowością. Mamy tu więc dojrzałe maliny i wiśnie, ale nie skażone przez tak częstą na Półwyspie Iberyjskim wanilię i konfiturę. W ustach przeciwnie, z ładną kwasowością, skoncentrowane, ale wcale nie za ciężkie, zwieńczone odrobiną lekkich tanin. Jakość owocu siłą tego wina jest, możemy parafrazować kto wie, czy nie znanego przez naszych gości Yodę. Bardzo dobre.

Jeśli jednak się okaże, że kosmici mają mocne głowy i wciąż nie chcą wracać do siebie, trzeba sięgnąć po ciężką artylerię. Wracamy więc do Francji i sięgamy po wino z apelacji Pomerol, najsłynniejszej obok Saint-Emilion spośród tych leżących na tak zwanym „prawym brzegu” Bordeaux. Pomerol leży nieopodal miasteczka Libourne (co ciekawe jako jedyna z wielkich bordoskich apelacji nie wzięła swojej nazwy właśnie od nazwy miasta), na dość płaskim terenie, gdzie różnice wysokości wynoszą zaledwie 20 metrów. W ramach apelacji można wyróżnić gleby piaszczyste (głównie na zachodzie i południu) oraz uznawane za lepsze, piaszczysto-gliniaste (na wchodzie, w miejscu, gdzie Pomerol styka się z Saint-Emilion). Co prawda obejmuje ona jedynie 800 hektarów winorośli, ale to właśnie stąd pochodzi wspomniany Château Petrus (najdroższe obecnie wino z Bordeaux, cena ok. 2 tys. eur za butelkę). Tak szaleć jednak nie będziemy i sięgniemy po coś bardziej ekonomicznego – Château Mazeyres 2013 (110 zł, Auchan). W składzie mamy dominującego w apelacji Merlota (76%) uzupełnionego o Caberneta Franc (23%) oraz Petit Verdot (1%). Średni wiek krzewów to 30 lat, a podczas winifikacji wino dojrzewa przez 15 miesięcy w beczkach (40% nowych). Pochodzi z bardzo trudnego rocznika, gdzie deszczowa pogoda wymusiła wcześniejsze zbiory, w innym wypadku owoce zaczęłyby by gnić. W efekcie powstały wina bardzo lekkie, z nikim alkoholem, ale często zielone, niedojrzałe. Zwiewne jest też nasze Château Mazeyres, pachnące delikatnie, malinami i truskawkami. W ustach z koncentracją przywodzącą na myślą raczej Pinot Noir, muślinową fakturą, ale i ładną kwasowością. W posmaku pojawia się nieco pieprznej pikanterii. Dla poszukiwaczy lżejszego oblicza Bordeaux to będzie odpowiednia pozycja. Bardzo dobre-. 

Nie było wstydu, rodzaj ludzki mógłby być dumny z wybranych przez nas butelek. Ale chyba jeszcze ciekawsze byłoby spróbować jakiś alkoholowych specjałów, które przybysze z innej planety mogliby przywieźć ze sobą…

A takie wina pokazaliby kosmitom pozostali uczestnicy:

Zdegustowany

Catalan Delights – debiut w Winnych Wtorkach, witamy serdecznie!

Winiacz

Italianizzato