Winne Wtorki w poszukiwaniu słońca – Torre del Falco Nero di Troia 2013

Udostępnij ten post

_DSC4057Temat na tą edycję Winnych Wtorków wybrał Winniczek, proponując na przekór niskim temperaturom ściskających Polskę w mroźnym uścisku, wino z regionu, który kojarzy się nam z latem i ciepłą pogodą.

Tym razem w poszukiwaniu słońca udajemy się na południe Włoch. Choć co prawda panujące tam latem temperatury są ponad nasze siły i do tej pory nie mieliśmy okazji zwiedzić tych regionów Półwyspu Apenińskiego, to jednak wielokrotnie wybieraliśmy Apulię jako kierunek podróży z kieliszkiem w ręku. Słynie ona głównie z produkcji win z trzech czerwonych szczepów – Primitivo, Negroamaro oraz Nero di Troia. Najbardziej znany i popularny w naszym kraju jest bez wątpienia pierwszy z tej trójki. Wielu importerów powtarza, że nie za drogie Primitivo to etykieta, która gwarantuje stałą, wysoką sprzedaż. Nam jednak ostatnimi czasy coraz bardziej zaczyna się podobać Nero di Troia. W przeciwieństwie do wspomnianego Primitivo łączy on w sobie ekstraktywność z wyraźnymi taninami. Zwykle sadzone jest wyżej, a dojrzewa późno (w drugiej połowie października).

Wino, które próbujemy to Torre del Falco Nero di Troia Puglia IGT 2013. Zostało zakupione w Lublinie, gdzie będąc z służbową wizytą przypadkowo natrafiłem na winebar GRONO. Po krótkiej rozmowie, właściciel polecił mi do spróbowania tę pozycję, która jest importowana przez Vininova. Pochodzi od znanego producenta Torrevento, a podczas produkcji nie było starzone w beczkach (jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku Nero di Troia, aby nieco ugładzić intensywne taniny). Jednak dzięki temu udało się zachować czystą ekspresję tego szczepu.

W kieliszku o ciemnym, głębokim, nieprzeniknionym kolorze. W nosie gęste, choć nie idące w owocowym kierunku. Zamiast tego mamy akcenty piżmowe, lukrecję, zioła. W ustach ponownie trudno doszukać się czystego owocu. Co najwyżej mamy trochę wędzonej śliwki. Do tego utrzymana na średnim poziomie kwasowość i pozostające długo na języku taniny. Całość jest jednak dość płytka, ulotna i niezbyt złożona.

Robert: Spodziewałem się czegoś więcej, a tutaj mamy nijakość. Wino jest czyste i poprawne, ale brakuje mu finezji. O ile zapach jest ciekawy i już prawie mnie przekonał, to usta nie zaoferowały stosownej kontynuacji. Rzeczywiście charakter tej butelki przywodzi na myśl ciepły, południowy klimat, ale brakowało w niej charakterystycznego ognistego temperamentu.

Marta: Nie czuję chemii z tym winem… Są takie butelki, które potrafią mnie uwieść od pierwszej chwili. Tym razem machałam kieliszkiem, wąchałam, smakowałam, ale nic nie pomagało. Między mną a winem była jakaś niemożliwa do przebicia tafla szkła. Choć miało w założeniu mnie rozgrzać, czy nawet rozpalić, byłam zimna jak królowa Elżbieta.  


Podsumowanie:

Zagęsty, ciekawy nos.

Przeciwpłytkie i ulotne.

Ocena – średnie.


Pozostali blogerzy poszukiwali słońca w:

Italianizatto sięgnął do wina od tego samego producenta

Winniczki rozgrzewały się przy Dolinie Rodanu

Przy winie dotarł na północ Hiszpanii