Winne wtorki: Soave na Święta

Udostępnij ten post

Tak się w tym miesiącu złożyło, że Winne wtorki wypadają zaraz przed świętami Bożego Narodzenia. Stąd dziś odcinek łączony – Winne Wtorki, których bohaterem jest Soave oraz propozycja Wigilijna: smażony sandacz na piernikowym „risotto” z kaszy jęczmiennej z puree marchewkowo-imbirowym . Ponieważ danie mieliśmy ułożone w głowie dużo wcześniej, to połączenie z Soave wynika wyłącznie ze zbiegu terminów. Tym bardziej ciekawe, jakie osiągniemy rezultaty przy tym połączeniu.

Soave to nasze pierwsze kontakty z winem innym niż Sophia czy Klosterkeller 🙂 W pierwszej połowie lat 90-tych butelki najniższych lotów, wypełnione sfermentowanym sokiem z Garganegi 🙂 były powiewem wielkiego zachodniego świata. Picie Soave było trochę nobilitacją a trochę też odskocznią od bułgarskiej produkcji. Pierwsze wakacje we Włoszech i nagle te samo Soave po około 4000 lirów, czyli jakieś 2 EUR za butelkę i świat był piękny 🙂 Były to produkty totalnie mizerne, o wyjątkowo słabej jakości, często sprzedawane w butelkach 1.5 litrowych lub gąsiorkach. Po latach wróciliśmy do Soave już bardziej świadomie, apelacja podniosła mocno jakość, a polscy importerzy poświęcili jej więcej uwagi. Dziś butelki liderów apelacji – Pieropana, Anselmi, Gini, Suavia, czy też tańszych, ale również bardzo solidnych, jak Zenato czy Santi, są dostępne w Polsce. My kupiliśmy butelkę bez specjalnego zastanowienia. Nie znaliśmy jej wcześniej, więc tym bardziej była dla nas niespodzianką. Lenotti to rodzinna firma prowadzona przez ojca i syna. Siedzibę ma na wschodnim wybrzeży jeziora Garda w apelacji Bardolino. Z uwagi na to, iż posiadają winnice w różnych rejonach Veneto, a ponadto – skupują często grona od mniejszych winogrodników – produkują wina od Bardolino przez Valpolicelle, kończąc na najbardziej wysuniętej na wschód apelacji Soave. Dla porządku Soave Classico DOC 2011, Lenotti , znaleźliśmy w sklepie „Winecorner”, cena: 42 PLN. Nie tanio… ale generalnie nieźle. Kolor bardzo jasny, słomkowy, ładny. Nos trochę matowy i kamienisty z dodatkiem cytryny. Jakieś delikatne nuty jabłkowe wybrzmiewają nieśmiało gdzieś z tyłu. Gdy się otworzy i ociepli pojawiają się bardzo delikatne nuty ciasta drożdżowego. W sumie bardzo przyjemny. W ustach trochę słodyczy, jakby delikatnie rodzynkowe akcenty pomieszane z cytrynową bazą, dającą wrażenie bardzo przyzwoitej kwasowości. Trochę aromatów siana pojawia się w średniej długości końcówce. Jest elegancko i solidnie. To Soave wybija się ponad średnią. 87/100

Powiem szczerze, że mamy już dosyć świątecznego karpia. Pieczony łosoś był fajną alternatywą i podobał się w ostatnich latach, ale czas jednak na zmiany 🙂 Nazwa brzmi skomplikowanie – smażony sandacz na piernikowym „risotto” z kaszy jęczmiennej z puree marchewkowo-imbirowym , ale wykonanie zdecydowanie proste! Inspiracją do połączenia piernikowych smaków w kaszy do ryby był świąteczny brunch w hotelu Le Meridien Birstol, na którym byliśmy w któreś z ubiegłych świąt Bożego Narodzenia.

Zaczynamy! Filety z sandacza oczyszczamy pęsetą z ości, doprawiamy solą i pieprzem i odkładamy na bok – będą czekały na swoją kolej. „Risotto” z kaszy jęczmiennej przygotowujemy analogicznie jak z ryżu. W rondelku rozgrzewamy oliwę z masłem, dodajemy drobno posiekaną szalotkę i garść rodzynek. Całość podsmażamy na średnim ogniu, aż składniki będą szkliste. Dodajemy kaszę jęczmienną i smażymy jeszcze kilka chwil. Dolewamy białe wino, najlepiej to mniej wytrawne o większej zawartości cukru resztowego i gotujemy chwilkę, aż odparuje. Dodajemy łyżkę przyprawy do piernika i mieszamy. Dolewamy partiami bulion warzywny i gotujemy powoli kilkanaście minut, aż kasza będzie ugotowana, a risotto będzie miało konsystencję lekko płynną. Gdy już będzie gotowe, dodajemy trochę masła i odstawiamy risotto pod przykryciem na kilka minut. Równolegle gotujemy w delikatnym wywarze warzywnym obrane i pokrojone marchewki, razem z obranym i pokrojonym małym kawałkiem imbiru. Gotujemy kilkanaście minut, odcedzamy (zachowując wywar) i tłuczemy na puree. Na koniec dodajemy masło i całość mieszamy, aż masło się roztopi. Rybę smażymy na oleju roślinnym na nie przywierającej patelni na średnim ogniu kilka minut od strony skóry i potem dosłownie minutę po drugiej stronie. Zdejmujemy z patelni, odkładamy na ogrzany talerz i przykrywamy drugim. Zlewamy olej z patelni i wrzucamy kawałek masła; dolewamy chlust białego wina, trochę wywaru spod marchewki i redukujemy. Następnie dodajemy śmietanę, doprawiamy solą i pieprzem; gotujemy chwilę do uzyskania pożądanej gęstości. Zlewamy na patelnię soki, które wydzieliły się z ryby, mieszamy i jeszcze chwilkę gotujemy. Podajemy rybę na „risotto”, łyżką nakładamy puree marchewkowe i dekorujemy sosem. Naprawdę efektowne danie!

No a na koniec deser – czyli co wyszło ze świąteczno-wtorkowego połączenia? Soave Classico DOC 2011, Lenotti to nie jest partner do naszego dania – smażonego sandacza na piernikowym „risotto” z kaszy jęczmiennej z puree marchewkowo imbirowym. Do ryby zrobiło się bardzo matowe i nawet słone, generalnie nazwijmy to „dziwne”. Do marchewki z imbirem jakby bardziej świeże. Najlepiej było ze słodkawymi nutami piernikowego „risotto”, tam połączenie wypadło najbardziej przyjemnie i bez zgrzytów. Do głowy przychodzą nam na dwie alternatywne możliwości – każda trochę inna, ale z lekką słodyczą. Riesling klasy Spatlese lub na drugim biegunie Cava demi-sec. Poeksperymentujemy 24go!

Przedświąteczne, wtorkowe zmagania z Soave linkujemy poniżej:

Winniczek życzy spokojnych i kulinarno-winnie udanych świąt Bożego Narodzenia oraz oczywiście Mikołaja z obfitym workiem 🙂 Przed nowym rokiem pojawią się jeszcze propozycje na Sylwestra!

A&W