Winne wtorki: Pinot Noir z Nowej Zelandii III

Dziś pierwszy raz od Mikołajek pojawiamy się w Winnych Wtorkach. Wino kupiliśmy już jakiś czas temu, znając dzisiejszy temat, ale tak nam się pomieszało, że większy tekst, który będzie niedługo na temat walentynkowych degustacji, trochę nam przesłonił dzisiejszego Pinota. Bo właśnie dziś temat zgłoszony przez Mariusza z Pisane Winem – Pinot Noir z Nowej Zelandii. Bardzo dobry temat, bo Kuba z Czerwone czy białe będzie miał pole do popisu i spokojnie będzie mógł znaleźć wino w każdym sklepie. Jednak jak go znamy przygotuje pewnie jakąś kiwi-niespodziankę.
A u nas wino z Marks&Spencer. Pinot Noir Nelson 2015, Seifried Estate . Stało się naszym łupem, gdyż ciągle mamy w pamięci ich Malbeca . Generalnie, Malbec to nie jest szczep popularny w Nowej Zelandii, a jednak wino z Nelson zrobiło na nas duże wrażenie swoją nieoczywistością. Nie mogliśmy się wiec powstrzymać przed degustacją już jak najbardziej pełnoprawnej odmiany antypodów – Pinot Noir. Z kontretykiety dowiadujemy się, że wino dojrzewa w baryłkach z francuskiego dębu 12 miesięcy. Kosztuje 49 PLN. Kolor ciemno malinowo-wiśniowy. Ogólnie ciemne jak na Pinota, ale pięknie przezroczyste i głębokie. Nos malinowy z żurawinową, kwaskową nutą. Świeży, przyjemny, lekko tytoniowy. Usta o średniej (+) kwasowości. Delikatna, ściągająca tanina, trochę dymu i miks owocowy. Głównie świeże, niezbyt dojrzałe śliwki razem z bardzo dojrzałymi malinami. Odświeżająca, całkiem długa końcówka. Bardzo dobry, trochę „inny” Pinot za rozsądne (w kontekście szczepu i pochodzenia) pieniądze. Warto. 89/100
Porównajcie inne recenzje, bo chyba część blogerów kupiła to samo wino 🙂 jak zwykle szukajcie pod linkami:
Do następnego!
A&W