Malbec z Nowej Zelandii

Udostępnij ten post

Dziś z okazji urodzin Kuby z Czerwone czy Białe w Winny Wtorek pijemy Nową Zelandię. Żeby nie było łatwo – dozwolone są wszystkie wina oprócz tych zrobionych z najpopularniejszych nowozelandzkich szczepów – Sauvignon Blanc i Pinot Noir. My natrafiliśmy w Marks and Spencer na Malbeca! Nigdy wcześniej nie widzieliśmy a tym bardziej nie piliśmy Malbeca z Nowej Zelandii. Nawet więcej! Po sprawdzeniu notek degustacyjnych okazało się, że mieliśmy do czynienia tylko z Malbecami z Argentyny i Francji, czyli najbardziej klasycznymi siedliskami dla tego szczepu. A więc degustacja Marks&Spencer Malbec Nelson 2014, Seifried Estate była dla nas kompletną niewiadomą. Za wino zapłaciliśmy 47 PLN.

W kontekście kulinarnym poszliśmy w nurt argentyński i kupiliśmy steaki z roastbeefu sezonowane 3 tygodnie na sucho. Już mieliśmy zabierać się za przygotowywanie dań, jednak coś nas tknęło, żeby wcześniej otworzyć butelkę i spróbować jej zawartości. To była mądra decyzja, gdyż zaskoczenie tym, co znaleźliśmy w kieliszkach było ogromne. Zamiast gęstej, ciemnej cieczy i mocnych, ale zwykle gładkich ust z posmakiem wiśni i gorzkiej czekolady dostaliśmy leciutkie i eleganckie wino. Steaki przydadzą się na kolejny obiad. Ale po kolei.

Nelson jest to region położony na północno-wschodnim krańcu Wyspy Południowej i sąsiadujący z Marlborough. Więcej produkuje się tu jednak win białych niż Pinot Noir. Nasz Malbec powstał u największego wytwórcy win w regionie – Seifried Estate. Jak można wyczytać z kontretykiety „winemakerzy M&S zachwycili się tym winem”, które zostało przygotowane przez Chrisa i Heidi Seifried. Rodzeństwo zastosowało 3 miesięczne dojrzewanie w beczce.

Marks&Spencer Malbec Nelson 2014, Seifried Estate jest jaśniutko malinowego koloru. Super przezroczysty i błyszczący. Nos świeży, pełen czerwonych owoców z pieprzowo-pikantnym dodatkiem i nutą tytoniu. Usta o średniej (+) kwasowości. Dużo owocowych malinowo-poziomkowych aromatów. Tanina raczej na niskim poziomie. Przyprawowa końcówka. Bardzo „soczyste” wino o lekkiej budowie. Aż się chce wziąć kolejny łyk! 88/100 Pijąc tego Malbeca mieliśmy wrażenie, że to Beaujolais. I tu już nie steak był potrzebny tylko talerz wędlin. Kompletnie inne oblicze Malbeca niż to, które znaliśmy do tej pory. Warto się z nim zapoznać, jeśli ktoś lubi lekkie, owocowe wina. Cena nie jest niska, ale to już specyfika nowozelandzkich win.

Dziś więc bez jedzenia, ale za to trafiliśmy na świetną butelkę. Kuba – pijemy Twoje zdrowie – 100 lat!

Do następnego!

A&W

Linki do innych Wtorkowiczów: