Winne wtorki: Malbec

Dziś, po przerwie, jaką mieliśmy dwa tygodnie temu, zapraszamy na Winne Wtorki. Wracamy zwarci i gotowi na nowe doznania smakowe. Tym razem bohaterem jest Malbec. Ten obecnie narodowy szczep Argentyny, znany był wcześniej jako jeden z sześciu dopuszczonych do kupażowania w Bordeaux. We Francji jednak najwięcej Malbeca uprawia się w Cahors, czyli regionie leżącym w południowej części Masywu Centralnego, stąd też pochodzi nasza pierwsza butelka. Les Terrasses Malbec Cahors 2008, Rigal. Strona internetowa producenta jest bardzo trudna do znalezienia, a i sama nie dostarcza zbyt wielu wiadomości. Dowiadujemy się z niej, że Malbec jest kupażowany w przypadku tej butelki z 20 % dodatkiem Merlota. Pada również hasło „touch of wood”, więc można się domyślać, że jakąś beczkę widziało. Po otwarciu i nalaniu do kieliszków dostajemy bardzo ciemny, jeżynowy kolor. Wino nie jest przezroczyste, raczej półmatowe. Ogólnie pierwsze wrażenie raczej średnie. Nos słodko duszny z dodatkiem pieprzu. W ustach niesamowicie pikantne i nawet w pierwszym wrażeniu dosyć pełne. Dużo borówek. Końcówka nawet niezłej długości z goryczkowo-czekoladowym finiszem. Ciężkawa pudrowa faktura. 84/100 Nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że najlepszym określeniem tego wina jest słowo: „średni”. Właściwie wszystko poprawne, ale nie ma błysku w żadnym aspekcie. Średnie. Cena 30 PLN.
Jeśli pierwsza z degustowanych butelek była z Cahors, to druga musiała być z Argentyny – Finca La Escondida Reserva Malbec 2010, Andean Vineyards. Kupiona tak jak pierwsze wino w Leclerc’u, w tym przypadku cena 36 PLN. Kolor klasycznie ciemny, pięknie przezroczysty, gęste. Nos słodkawo-fiołkowy, macerowane owoce. Nie tracił jednak świeżości. Usta śliwkowe, gęste, widać beczkę (producent mówi o 12 miesiącach), ale owoc również pozostaje w równowadze. Kwasowość dosyć wątła. Akcenty różano-wiśniowe. Średniej długości końcówka. 86/100 Zupełnie udana butelka, pewnie znajdą się malkontenci, że oczywiste, że typowy owoc, że w ciemno można obstawiać, że to Argentyna itp. Jednak naprawdę niezłe wino, o świetnej pijalności. W swojej cenie jak najbardziej w porządku.
Nikogo nie trzeba przekonywać, że do Malbeca doskonale pasuje wołowina. Najbardziej – krwiste steki z rusztu z przypieczonymi brzegami. O antrykocie wołowym już jednak pisaliśmy jakiś czas temu, a tym razem mieliśmy ochotę przetestować Malbec’i do „starych ciuchów” – czyli Ropa Vieja! To danie Karaibskie, bardzo popularne na Kubie, mające jednak swe korzenie na Wyspach Kanaryjskich. To długo gotowana wołowina podawana w pomidorowo-paprykowym, pikantnym sosie. Mięso jest tak długo gotowane, że rozpada się albo można je z łatwością rozdzielić widelcem na kawałki wielkości kęsa. Często dodawane do tej potrawy są resztki z poprzedniego dnia. Z reguły używa się wołowiny, jednak można spotkać wersje mieszane. Jeśli chodzi o sam przepis to jest go z pewnością dziesiątki, my pokażemy jedną z wersji – w 100% udaną 🙂
Danie jest niestety pracochłonne i zabiera trochę czasu, ale przygotowując je na niedzielny obiad można przygotować go więcej i zjeść w następne dni. A wtedy jest nawet lepsze. Rozpoczynamy od ugotowania wołowiny. Potrzebujemy mięsa typowo rosołowego, czyli mostka, łaty, szpondra; zalewamy je wodą, po czym dodajemy marchew, cebulę, seler naciowy, sok z jednej limonki, kilka ziaren czarnego pieprzu, łyżeczkę suszonego oregano i pół łyżeczki nasion kminu rzymskiego. Gotujemy mięso na wolnym ogniu przez ok. 1,5-2,0 godziny. Po ugotowaniu wyjmujemy mięso z wywaru, rozdzielamy widelcem na małe kawałki, wyrzucając elementy kości czy tłuszczu i odkładamy na bok do ostygnięcia. Przecedzamy wywar i redukujemy do około 600 ml. W tym czasie na patelni smażymy czerwoną cebulę na oliwie, dodajemy 2 pokrojone w paski kolorowe papryki. Przesmażamy dalej i dokładamy zmiażdżony czosnek, posiekaną papryczkę chilli, sproszkowany kmin rzymski i szczyptę cynamonu. Smażymy, ciągle mieszając, aż przyprawy rozpuszczą się w oliwie na patelni. Dodajemy pomidory z puszki, łyżkę przecieru pomidorowego i około 600 ml wywaru (jeśli nie zdąży się Wam zredukować to po prostu tego co został po gotowaniu mięsa w ilości 500-600ml). Redukujemy sos pomidorowy na wolnym ogniu około 1 godziny lub do uzyskania gęstości sosu do spaghetti. Dodajemy mięso i gotujemy jeszcze chwilkę. Podajemy z ryżem i posypujemy posiekana kolendrą.
Gęsty sos, dużo przypraw, pikantne chilli, mięso z charakterem i jeszcze świeżość kolendry – co na to wina? Les Terrasses Malbec Cahors 2008, Rigal kompletnie nie poradził sobie z taką ilością aromatów. Ropa Vieja zabiła to wino. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że przepijanie kolejnych kęsów dania tym winem nie różniło się niczym od wody mineralnej – było wodniste i płaskie. Na szczęście Finca La Escondida Reserva Malbec 2010, Andean Vineyards sprostało świetnie zadaniu. Było mocne i z charakterem. Stawało do dania jako równorzędny partner. Owoc i lekka słodycz równoważyła pomidorowo-ostre akcenty chilli. Było naprawdę dobrze! Tak dobrze, że po zjedzeniu kolacji w niedzielę, nie mogliśmy doczekać się kolejnego spotkania z tym daniem