Winne Wtorki – dobór wina do rolady wołowej

Udostępnij ten post

Musimy przyznać, że Sławek Sochaj wybierając temat kolejnego Winnego Wtorku sprawił nam dużą frajdę. Zdecydował się na temat niełatwy i wymagający większego niż zwykle wysiłku. Poprosił, żebyśmy dobrali wino do rodzinnej potrawy lub przysmaku. Od teoretyzowania zawsze lepsza jest praktyka, dlatego postanowiliśmy pokusić się o przygotowanie dania i spróbowania go z daną butelką.

Jeśli uważnie śledzicie naszego bloga pewnie wiecie, że dorastaliśmy w okolicach Zielonej Góry i tam mamy najbliższe rodziny. Kuchnia lubuska jest swoistą mieszanką tradycji przywiezionych przez kolejne pokolenia zasiedlające Ziemie Odzyskane po II wojnie światowej oraz pozostałości panującej tu wcześniej kuchni niemieckiej. Dlatego gdy w jednej miejscowości tradycyjnie jada się potrawy litewskie, mieszkańcy wioski obok przygotowują dania kuchni galicyjskiej. Nie spotkaliśmy się z jakąś uniwersalną, typową, wszędzie jadaną potrawą. Dlatego postanowiliśmy, że ugotujemy danie z Górnego Śląska, z którego pochodzi rodzina Roberta.

Historia jego rodziny jest bardzo ciekawa. Rodzice stanowią bardzo nietypowy i jeszcze kilkadziesiąt lat temu niezmiernie rzadko spotykany mariaż Górnego Śląska z Zagłębiem. Mama pochodząca z Tarnowskim Gór spotkała tatę (z rodziny mieszkającej w Strzemieszycach pod Dąbrową Górniczą, a oryginalne wywodzącej się z Małopolski) na studiach. Niezrażeni stereotypami, zakochali się w sobie i pobrali. W międzyczasie, na początku lat 80-tych, gdy rodzice jeszcze studiowali, rodzina taty przeprowadziła się do Zielonej Góry. Po studiach również rodzice znaleźli pracę w dawnym województwie zielonogórskim, gdzie Robert przyszedł na świat i gdzie spędził swoje dzieciństwo.

W jego rodzinnym domu królowały potrawy przywiezione ze Śląska. Jak opowiada, w dzieciństwie na obiad jadało się często żur, karminadle, panszkraut, rolady, do tego oczywiście kluski śląskie i modrą kapustę. Na niedzielny deser mama smażyła oponki. My postawaliśmy właśnie na tradycyjne połączenie wołowych rolad nadziewanych boczkiem, cebulą i ogórkiem kiszonym, z dodatkiem klusek i kapusty.

_DSC4880Biorąc pod uwagę mięso wołowe, zawiesisty sos i dodatki zdecydowaliśmy się oczywiście na poszukanie idealnego połączenia wśród win czerwonych. Jako, że w międzyczasie degustowaliśmy również wina dostępne w nowej ofercie Biedronki i Intermarché na pierwszy ogień postanowiliśmy sprawdzić ich połączenie z przygotowaną potrawą.

Pasquier Desvignes Beaujolais 2014 (18,99 zł)  totalnie zginęło w starciu z potrawą, lekkie Gamay nie było w stanie udźwignąć ciężaru dania. Nieco lepsze okazało się Château Capville Blaye Côtes de Bordeaux Cuvée Prestige 2012 (29,99 zł). Choć pojawiła się gorzkawa nuta, bo złagodniały taniny i w finiszu wyszło więcej owocowości. Dalej przyszła kolej na Bergerac Le Coin aux Cèpes 2013(16,99 zł). Tutaj wino nie wnosiło nic do potrawy, ale i nie przeszkadzało. Z marketowych pozycji najlepiej poradziło sobie Côtes du Rhône La Gibecière 2013 (16,99 zł). Stanowiło bardzo dobrego towarzysza, nie zginęło, ani nie zdominowało. Pokazał się ładny owoc, choć dalej butelka stała nieco obok dania.

_DSC5668Na koniec zestawiliśmy danie z winem, które chodziło za nami odkąd padł pomysł na przygotowanie rolad. Nalaliśmy do kieliszków G. D. Vajra Langhe Rosso 2012 (Vini e Affini) i to był strzał w dziesiątkę. Ten kupaż Nebbiolo, Barbery, Dolcetto, Freisy, Pinot Noir i Albarossy opatulił potrawę swoim delikatnie słodkawym ciałym. Zwłaszcza z czerwoną kapustą stanowiło to dobre połączenie. Samem mięsu dodał świeżości i złagodził ciężkawy sos. Jednym słowem połączenie było idealne, a ta butelka (spróbowana na IV Kiermaszu Winicjatywy) po raz kolejny pokazała swoją klasę.