Winne wtorki: Alto Adige

Udostępnij ten post

Lubimy Winne Wtorki 🙂 za każdym razem mamy bowiem okazję zdegustować wina również z rzadziej penetrowanych przez nas winiarsko regionów. Tak też było tym razem. Mariusz z Pisane winem zaproponował Alto Adige, więc w tym tygodniu bardzo północne Włochy. Nie jest łatwo znaleźć odpowiednią butelkę, a jeśli coś się udaje, to są to jednak wina drogie. W przeszłości podjęliśmy kilka nieśmiałych prób kontaktu z winami tego regionu podczas pobytu w Trentino, kiedy mieszkaliśmy w Rivie na północnym brzegu Gardy. Nie zapisały się jednak jakoś istotnie w naszej pamięci. Później już bardziej świadomie degustowaliśmy świetne wina J. Hofstattera dostępne u Mielżyńskiego oraz uczestniczyliśmy w degustacjach promocyjnych regionu Sudtirol/Alto Adige, gdzie oprócz win próbowaliśmy w różnych konfiguracjach sztandarowych produktów – Specku i jabłek. Wina z Górnej Adygi zawsze kojarzyły nam się z Pinot Nero, Lagrien (typowej odmianie z regionu np. ostatnio piliśmy i polecamy Lagrein Alto Adige DOC 2010, Peter Zemmer )a z białych odmian – Gewurztraminerami, czy Pinot Grigio.

Pierwszym degustowanym – choć nie w domowych okolicznościach, tylko w restauracji Winkolekcja – było Pinot Noir Sudtirol – Alto Adige DOC 2011, Alois Lageder . Cena w Winkolekcja na półce 85 PLN. Lageder to jeden z najbardziej znanych producentów regionu. Mocno polecany przez wiele przewodników – tym bardziej mieliśmy ochotę sprawdzić (jakiś czas temu piliśmy podstawowe wina z serii Riff i nie byliśmy zawiedzeni). Degustowany Pinot dojrzewał w dużych beczkach ze sławońskiego dębu 15 miesięcy. W kieliszku prezentował się z jednej strony typowo, ale z drugiej jednak miał coś więcej. Pięknie przezroczysty, raczej jaśniejszy, w wiśniowym, a nawet ciemno różowym kierunku. Błyszczący – bardzo ładny. Nos z początku trochę ziemisty i ceglany. Owoc z tyłu, ale w pierwszym ataku taki trochę „zimny” – musi się otworzyć. W ustach wyczuwalna jest dosyć wysoka kwasowość – niedojrzałych wiśni i poziomek. Potem jednak się trochę uspokaja na korzyść delikatnie słodkich niuansów w średniej długości końcówce. Wino zdecydowanie lekkiej budowy, przyjemne, musi jednak chwile odetchnąć abyśmy je docenili. Soczyste, chcemy wziąć kolejny łyk, ale w żadnym stopniu nie efekciarskie. 88/100

Pinot Noir degustowaliśmy z pasztetem z kurzych wątróbek z dwiema konfiturami z czerwonej cebuli i truskawkowej, a także z pierogami nadziewanymi gęsim rillettes z plastrami pieczonego buraka. Ciekawe połączenie z pasztetem – bez dodatków było po prostu w porządku, z konfiturą z truskawek nie za bardzo, ale przy połączeniu pasztetu i konfitury cebulowej było już świetnie – Pinot stał się bardzo owocowy i jeszcze bardziej słodki w końcówce co super zagrało. Do gęsiny – klasycznie, wszystko na swoim miejscu 🙂

Drugą butelką degustowaną już po Winniczkowemu razem z daniem przyrządzonym w domu jest różowe wino z apelacji Vallagarina od producenta Eugenio Rosi. To już mocne południe Trydentu, wino więc nie do końca zgodne z tematem, to bowiem nie jest dokładnie Alto Adige. Pozostajemy jednak cały czas na terenie Dolomitów, a jedno wino zgodne z tematem już zdegustowaliśmy, więc nie wahaliśmy się. Jedyne, co początkowo nas odstraszało, to cena: 75 PLN. Zniżka wzmocniła jednak nasz apetyt na to wino 🙂 Eugenio Rosi to ciekawy producent, bardzo znany z wina produkowanych z podsuszanych gron lokalnego szczepu Marzemino. Inne czerwone produkowane są z odmian międzynarodowych, tak jak nasze Rosato, które jest kupażem Cabernet Sauvignon i Merlota. Co ciekawe dodawane są jeszcze wytłoczyny po produkcji win białych, aby – jak czytamy na stronach importera Vini e Affini – „wzbogacić i ustabilizować kolor wina oraz zwiększyć taniczność”.

A więc Riflesso Rosi Rosato Vallagarina IGT 2012, Azienda Agricola Eugenio Rosi po otwarciu kapsla (tak, tak takiego jak z butelki piwa) zwykłym otwieraczem wylądowało w naszych kieliszkach. Kolor naprawdę okazał się imponujący. Mocno różowy, trochę landrynkowy, ale jakieś takie ciemne refleksy nadawały mu klasę. Naprawdę super. Nos dyskretny i elegancki, dużo dojrzałych poziomek, lekko słodkawy, ale świeży. Rozwija się powoli w stronę bardziej truskawkowych nut. Pierwszy łyk i pierwsze wrażenie – rabarbar i nuty herbaciane. Bardziej owocowa końcówka – truskawki i czerwone porzeczki. Znowu delikatnie słodkie nuty nie pozbawiają wina znakomitej rześkości. Pomimo niskiej kwasowości, świetna równowaga. 89/100 Cena rzeczywiście odlotowa, ale wino również – bardzo nam się podobało.

Różowe wybraliśmy też dlatego, że do wina przygotowaliśmy klopsiki cielęce w wywarze lub w sosie pomidorowym – do wyboru. Wydawało się, że róż da radę w dwu odsłonach. Tak się też stało 🙂 Zacznijmy od klopsików, które są wariacją na temat tradycyjnej, górskiej kuchni Trentino/Alto Adige.

Najpierw przygotowujemy wywar. W garnku umieszczamy pokrojone na duże kawałki dwie obrane marchewki, jedną podzieloną na pół cebulę bez skórki, podzielone na trzy części ramię selera naciowego, liść laurowy, 10 ziarenek czarnego pieprzu, kilka gałązek świeżego tymianku (jak nie macie, to duża szczypta suszonego) i 10-15 dag plaster boczku wędzonego. Zalewamy 2 litrami wody, doprawiamy solą i gotujemy na małym ogniu 1 godzinę i 15 minut. W tym czasie przygotowujemy mięso na klopsiki. 10-15 dag czerstwej bułki zalewamy małą szklankę mleka i rozdrabniamy widelcem, aż powstanie jednolita masa. Dodajemy gorące masło, mielone mięso cielęce (najlepiej łopatkę), posiekaną pietruszkę, 2 małe jajka, dużą szczyptę gałki muszkatołowej, sól oraz pieprz i dokładnie mieszamy. Formujemy klopsiki wielkości orzechów włoskich i obtaczamy je w mące. Następnie odcedzamy warzywa zachowując wywar i boczek. Wywar wraca w garnku na palnik. Teraz wkładamy klosiki do wywaru i gotujemy na małym ogniu 20 minut. Boczek kroimy w słupki. Klopsiki podajemy z łyżką wywaru okraszone boczkiem lub dobrze odcedzone w sosie pomidorowym (na podsmażoną cebulę na oliwie z oliwek wrzucamy puszkę pomidorów – rozgniatamy, doprawiamy solą oraz pieprzem i gotujemy na bardzo wolnym ogniu około 1 godziny) z dodatkiem tartego Parmezanu czy Grana Padano.

Riflesso Rosi Rosato Vallagarina IGT 2012, Azienda Agricola Eugenio Rosi to był bardzo dobry strzał. Do klopsików w pomidorowym – świetnie odświeża i rzeczywiście dobrze gra z pomidorami (mięso tu jest trochę tłem). Nie spodziewaliśmy się tu takiego sukcesu – a jednak! Przy wywarze wino jest trochę obok, co prawda nie przytłacza w żaden sposób owocem, czy słodyczą, ale nie ma tu jakiejś synergii. Dopiero przy kęsie cielęciny robi się już dużo lepiej i dobrze wychodzą nuty czarnego pieprzu z klopsików , co działa zaostrzająco.

Fajne te Winne wtorki – tylko drogie cholernie… 🙂 Ale tak już chyba z tymi winami z Górnej Adygi i Trydentu musi być. Albo taniej i średnio (Mezzacorona czy Cavit) albo płacimy i jest nad czym się zastanowić w kieliszku. Tak więc z uwagi na cenę niestety nie za często będziemy próbować, ale wina dzisiaj degustowanych producentów zaciekawiły nas na tyle, że z pewnością do nich wrócimy.

A&W

Alto Adige pili we wtorek również: