Wina, których nikt nie kupuje – ciekawi jakie?

Udostępnij ten post

IMG_6684Są takie wina, które mimo absolutnie niezaprzeczalnych walorów smakowych nie cieszą się powodzeniem wśród konsumentów. Powodów takiej sytuacji może być kilka. Być może to kwestia mało rozpoznawalnego regionu, nieoczywistego szczepu, niekonwencjonalnych metod produkcji. Wiadomo, że lubimy to co znamy i nam smakuje. Dlatego zamiast wydawać kilkadziesiąt złotych (a czasem więcej) na nieznaną butelkę, trzymamy się kurczowo sprawdzonych pozycji. I tu pojawia się pytanie: czy przez to nie dajemy sobie szansy odkrycia prawdziwych perełek?!

Każdy importer-pasjonat ma na pewno kilka „win, których nikt nie kupuje” w swoim portfolio. Mimo niekorzystnych rokowań utrzymują je na półkach albo przez sentyment dla winiarza, albo z powodu ciepłych wspomnień, czy też po prostu wielkiej miłości do danej etykiety. Nieco więc na przekór i z przymrużeniem oka Sławek Chrzczonowicz, w ślad za szeroko komentowanym artykułem opublikowanym na Winicjatywie, zorganizował w Winkolekcji degustację właśnie pod tytułem – „Wspaniałe wina, których nikt nie kupuje”. Na zaproszenie importera zdarzyła się wyjątkowa okazja by zmierzyć się z tym wyzwaniem.

Casa Marin Miramar Riesling Chile 2012 (109 zł) – rozpoczęliśmy od Chile. Mylili się jednak ci, którzy myśleli, że w kieliszkach znajdziemy flagowy szczep tego kraju: Carménère. To nie był dzień tak oczywistych wyborów. W ciemno z łatwością wino można by pomylić z dobrej klasy niemieckimi odpowiednikami. W nosie z jednej strony naftowe, ale z intensywnym dodatkiem miodu i cytrusów. Usta żywe, charakternie kwaskowe. Jest obecna chłodna skalistość i mineralność, ale ramę wkomponowane są ciepłe akcenty owoców. Bogate, ale i czyste. O doznaniach porównywalnych do spaceru na okraszonej poranną rosą wiosennej, upstrzonej kwiatami łące. Bardzo dobre. 

Domaine de Torraccia Blanc 2013 (69 zł) – nie po raz pierwszy miałem okazję próbować win od tego korsykańsiego producenta (pierwsze spotkanie miało miejsce na Wielkiej Wiosennej Degustacji, ale i przy okazji degustacji „Wina z wysp„). Wtedy smakowało najmniej z całej trójcy (Blanc, Rosé i Rouge). Jednak teraz to był jego dzień. Mamy tu 100% odmiany Malvasia (ale pod tą na Korsyce ukrywa się Vermentino). W nosie zdecydowanie ziołowe, a w ustach o lekko gęstej, oleistej strukturze. Niezbyt intensywne, z gorzkawo-ziołowym finiszem. To wino bardziej użyteczne kulinarnie niż takie, które chciałoby się sączyć solo. Dobre+.

IMG_6674Mas de Daumas Gassac 2012 (199 zł) – producent z Langwedocji zaskakuje sposobem winifikacji, bowiem użyto tu ponad dwadzieścia szczepów. Główne to Viognier (ok. 37%), Chardonnay (17%), Chenin Blanc (15%) oraz Petit Manseng (15%). Nie było beczkowane, podczas produkcji użyto tylko stali. To chyba najbardziej kontrowersyjna z białych butelek. W nosie o akcentach kiszonki i wody z ogórków. Później się oczyszcza i dochodzi więcej ziół. Usta dla odmiany lekkie, kwiatowe i cytrynowe. Z delikatną, nienachalną kwasowością. Ciekawe, nieszablonowe, bardzo dobre.

Domaine de Torraccia Rouge (69 zł) – kolejna ze znanych już butelek z Korsyki. Mamy kupaż Niellucciu (50%), Sciaccarellu (10%), Grenache (30%) oraz Syrah (10%). Najważniejszy element, czyli Niellucciu to nic innego jak znane głównie z Toskanii Sangiovese, które na tej francuskiej wyspie daje wina o zupełnie innym charakterze. Bardzo otwarte, soczyste i od razu pobudzające apetyt. Taniny pojawiają się dopiero w drugim rzucie. Do tego mamy truskawki, maliny, poziomki, ale i elementy korzenne, i pikantne. Dobre+.

Château Musar Jeune 2011 (66 zł) – butelka z emblematycznej libańskiej winiarni, którą niestety nie prowadzi już, nieodżałowanej pamięci Serge Hochar (który zmarł w 2014 roku). Dominuje Cinsault (50%) uzupełniony o Syrah (35%) oraz Cabernet Sauvignon (15%). Ta butelka wprost obezwładnia czystym, soczystym owocem. Są tu wiśnie jagody, ale i płatki kwiatów. Usta przyjemnie skoncentrowane, z lekko podsmażaną owocowością. Bardzo dobre+.

IMG_6668Château Puy Servain Terrement 2012 (64 zł) – na chwilę ponownie wracamy do Francji. Tym razem udajemy się do apelacji Montravel, leżącej zaraz na wschód od Bordeaux. W kieliszkach typowy dla tego słynnego regionu kupaż Merlota oraz Caberneta Sauvignon. Wino w charakterze w oczywisty sposób nawiązuje do swojego słynnego sąsiada. Mamy czarną porzeczkę, posypaną gruboziarnistym pieprzem. Do tego bardzo czyste, owocowe usta (tu dominują wiśnie). Przyjemna kwasowość z pojawiającymi się w długim finiszu taninami. Dobry zamiennik solidnego Bordeaux. Bardzo dobre-.

Quinta do Passadouro 2012 (83 zł) – w Winkolekcji miałem okazję pić białą etykietę tego producenta. Tym razem czas na wersję czerwoną, ze składem opartym na Tinta Roriz, Touriga Nacional oraz Touriga Franca. Przez 18 miesięcy dojrzewało we francuskim dębie. W notesie po pochyleniu się nad kieliszkiem zapisałem „wow!”. Co tu znajdziemy? Na pewno są dojrzałe wiśnie, nuty lakierowe, jagody, leśna ściółka, akcenty skórzane. Jest bardzo intensywny, bogaty i wyrazisty. Usta na razie niestety zdominowane przez mocne, wysuszające taniny. Czułem co prawda przebłyski gęstej, śliwkowej owocowosci, ale wino jest zdecydowanie za młode. Do odłożenia na 2-3 lata, a wtedy powinno powalić nas na łopatki. Póki co dobre+.

IMG_6672Domaine Leon Barral 2010 (109 zł) – przy okazji ostatniej butelki wracamy do Langwedocji, choć tym razem do apelacji Faugères. Butelka od ekscentrycznego producenta, który jak opowiadał Sławek lubi szokować gości (rozdrabniając w dłoniach leżące na winnicy krowie odchody i pokazując jak bardzo ekologiczna jest jego winnica). Wypuszczanie krów pomiędzy rzędy winorośli, to również sposób na dbanie o odpowiednią wysokość trawy. Ta etykieta to Carignan (50%) uzupełniony o Cinsault, Grenache oraz Mourvedre. Na początku w nosie mamy trochę alkoholu, ale po chwili zupełnie znika. Ciągła ewolucja w kieliszku to zresztą cecha charakterystyczna tego wina. Praktycznie każdy łyk smakuje inaczej. Płynnie przechodzimy przez elementy zwierzęce, sierść, świeże mięso po wiśnie, jeżyny, jagody, aż po lukrecję, żywicę i przyprawy. Soczyste i zwarte. Do tego silne, mocne, zbite taniny. Piękne, żywe w kieliszku wino. Znakomite-.

Rozumiem, że nie jestem obiektywny. Rozumiem, że może nie stanowię przykładu typowego konsumenta wina. Rozumiem, że te etykiety czasem nie są tanie. Ale nie potrafię zrozumieć jak można nie kupować tak ciekawy win…