Klasyki z Francji w Winkolekcji

Uwielbiamy smak Sangiovese, kochamy Nebbiolo, a czasem i proste Dolcetto znaczy dla nas więcej niż butelka dobrego wina z innego kraju. Jeśli do tego dodamy rzeszę lokalnych odmian, wspaniałe białe wina z Alto Adige, Vermentino, Verdicchio czy Fiano, to nie dziwcie się, że nasz niedawny dwutygodniowy pobyt w Italii był dla nas cudownym doświadczeniem. Jednak z drugiej strony cenimy sobie różnorodność, po kilkunastu dniach tęskniliśmy do iskrzącej kwasowości Rieslingów, czy (o zgrozo) win z Francji. Po powrocie do Warszawy musieliśmy trochę odetchnąć od Półwyspu Apenińskiego. Dlatego zaproszenie na degustację klasycznych win z Francji zorganizowaną przez Winkolekcję przyjęliśmy z dużą radością.
Tym razem Sławek Chrzczonowicz miast skupiać się na jednym regionie, zabrał nas w podróż wzdłuż i wszerz Francji, aby przybliżyć butelki, na których wyrosła francuska kultura winna. Trzeba bowiem przyznać, że choć wino pierwszy raz zostało wyprodukowane kilka tysięcy lat temu w innym regionie świata (do dziś toczy się spór, czy stało się to w Gruzji, Armenii, czy w jeszcze innym kraju), to jednak Francja wiele zrobiła, aby je „usynowić”. Prawda jest też taka, że chyba w żadnym innym kraju kultura picia wina i łączenia go z jedzeniem, stapiania z codziennym życiem nie osiągnęła takim rozmiarów i powszechności.
Winiarską Francję można podzielić na cztery regiony. Na północnym-zachodzie duży wpływ ma klimat atlantycki. Dlatego jest to miejsce, gdzie dobrze sprawują się szczepy odporne na wilgoć. Winnice rozłożone są wzdłuż najdłuższej francuskiej rzeki, Loary, a główne z uprawianych tu odmian to Melon de Bourgogne, Sauvignon Blanc, Chenin Blanc, Cabernet Franc, Gamay i Pinot Noir. Jako reprezentanta Loary (bardzo zresztą różnorodnej jeśli chodzi o style produkowanych win) spróbowaliśmy La Croix au Garde Sancerre 2015 (105 zł). Sancerrre, leżące na lewym brzegu, na pagórkowatym terenie zdominowanym przez gliniasto-wapienne, żwirowe i krzemienne gleby, charakteryzuje się ciepłymi latami i mroźnymi zimami. Nasza pozycja miała chłodny, zielony i roślinny nos. Część wina fermentowała w beczkach i te pochodzące od kontaktu z dębem nuty czuć w ustach, w postaci delikatnie maślanego posmaku. Do tego mamy trochę akcentów ziołowych (bazylia), ale i kwiatowych. Lekkie, zwiewne, choć bez większej głębi. Dobre+.
Pozostając na północy, ale idąc dalej na wschód trafiamy do miejsca, gdzie zaczynają dominować szczepy lepiej przystosowane do suchego, kontynentalnego klimatu. Najpierw udajmy się do Alzacji. Ten region leżący nieopodal granicy z Niemcami (i zresztą przez setki lat będący terenem wydzieranym sobie przez oba państwa), na przedgórzu Wogezów, słynie głównie z białych odmian – Riesling, Pinot Blanc, Pinot Gris, Sylvaner, Muscat, Gewurztraminer. Do tego spotyka się tu również Pinot Noir, ale w wersjach mniej dojrzałych, bardziej zielonych niż w przypadku win powstających z tej odmiany w Burgundii. Co ciekawe, Alzacja to najbardziej suchy region Francji (wyprzedza nawet Prowansję), wszystko za sprawą wspomnianego górskiego łańcucha który zatrzymuje większość płynącej tu wilgoci. Stąd częste burze nad Wogezami nie przekładają się na opady w leżących niżej winnicach. Problemem Alzacji jest postępujące ocieplenie klimatu i idący za tym coraz wyższy poziom cukru w winogronach. Winiarz ma wybór, albo przefermentować całość słodyczy w alkohol ryzykując, że osiągnie on poziom 14-15% (co dla Rieslinga jest już nie do udźwignięcia), albo musi pozostawić w winie cukier resztkowy. Większość decyduje się na drugi wariant, ale poziom cukru resztkowego w winach z Alzacji jest bardzo różnorodny i czasem trudny do przewidzenia. Andlau Riesling Alsace 2o14 (75 zł) reprezentuje styl przez nas bardzo lubiany, można powiedzieć minimalistyczny. Owoc ustępuje miejsca chłodnej, skalistej mineralności. W ustach dominują akcenty cytrynowe, a kwasowość jest w przyjemny sposób złamana delikatnym cukrem i goryczką w finiszu. Przyjemne, lekkie i odświeżające wino. Bardzo dobre-.
Pozostając w północno-wchodnim regionie Francji, z Alzacji przenosimy się nieco bardziej na zachód i delikatnie na północ, zatrzymując się w Chablis. Co ciekawe, ten region winiarsko zaliczany do Burgundii, przez wieki historycznie kojarzony był raczej z Szampanią. Chablis to miejsce, gdzie rządzi jeden władca – Chardonnay. Daje wina niepodobne do pochodzących z innych miejsc (może poza Alto Adige) – kwaskowe, mieneralne, strzeliste – tak różne od beczkowego stylu, który trochę niesłusznie bywa kojarzony z tym szczepem. Kluczem do zrozumienia tego mineralnego potencjału, który niosą w sobie butelki z Chablis jest przyjrzenie się dominującej tu glebie. Jest to margiel kimerydzki, licząca sobie około 180 milionów lat mieszanka gliny, wapienia i przede wszystkim skamieniałych skorupiaków (kiedyś było to dno morza). Na takich pokładach leżą wszystkie Premier Cru (79) oraz Grand Cru (7), a także winnice z podstawowej apelacji Chablis (różnią się one jednak ekspozycją, nie tak dogodną jak wyżej postawieni bracia). Christian Moreau Chablis 2015 (89 zł) pachnie zielonymi jabłkami, skórką z cytryny i limonką. W smaku z łagodną kwasowością, mineralnym tłem i pikantnym finiszem. Gdy wino się ociepliło pojawiły się również nuty brzoskwiniowe. Bardzo dobre-.
Jeszcze bardziej na północ od Chablis leży Szampania, ojczyzna najbardziej znanego na świecie musującego wina. Ten płaski region wystawiony jest na wiatry wiejące znad Kanału La Mache, a roczna średnia temperatura to jedynie 9 stopni Celsjusza. Nigdyś było to najdalej na północ wysunięte miejsce, w którym rósł Chardonnay (obecnie szczep ten można spotkać jeszcze dalej, nawet w Wielkiej Brytanii). Długo produkowano tu wina spokojne, jednak szybko zauważono, że miejscowe drożdże mają tendencję do prowadzenie drugiej fermentacji już po zabutelkowaniu. Początkowo traktowano to jako wadę, a winiarze zżymali się na problemy jakie powodują wybuchające nagle butelki. Dopiero w XVII wieku z tego „defektu” postanowiono zrobić atut. Wzmocniono używane szkło, popracowano nad doborem odpowiednich korków i prawidłowym starzeniem wina. Wkrótce powstała marka, z której potęgą i rozpoznawalnością na świecie nie może się mierzyć żadne inne wino. I choć możemy załamywać ręce nad faktem, że bardzo często zawartość szampańskiej butelki nijak się ma do jej ceny, to szampany stanowią dalej wino jednoznacznie kojarzone z klasa, blichtrem i luksusem. Jako przykładu spróbowaliśmy znanej nam pozycji – Forget Chemin Carte Blanche Brut (149 zł). Bardzo lubimy jego owocowość (jabłka, gruszki, pigwy) i świeżość. Choć obecne są również charakterystyczne nuty drożdżowe, to jednak odczuwalne dopiero na drugi tle. Usta to ładna kwasowość i gęste bąbelki. Bardzo dobre.
Północny-wschód to oczywiście nie tylko wina białe. Znajduje się to bowiem jeden z dwóch najbardziej znanych francuskich regionów gdy mówimy o winach czerwonych – Burgundia. Traf chciał, że na skutek drobnej pomyłki pracowników Winkolekcji zamiast Domaine Chanson Givry 2013 na degustację trafiły butelki z niepomiernie bardziej prestiżowej apelacji Domaine Chanson Gevrey-Chambertin 2012 (225 zł). Otrzymaliśmy więc Pinot Noir z gminy, która może się poszczycić największą ilością Grand Cru w całym regionie – jest ich tam aż dziewięć. Uważa się, że wina pochodzące z Gevrey-Chambertin są najbardziej potężnymi, skoncentrowanymi i intensywnymi z burgundów. Nasza butelka miała piękny owocowy nos, przywodzący na myśl kwaskowate wiśnie i ich pestki posypane grubo zmielonym czarnym pieprzem. Usta lekkie, z nutami zwierzęcymi (sierść) i mocną kwasowością. Do tego nieco porzeczkowego likieru, przypraw i mięty. Świetna struktura, głębia i solidność. Bardzo dobre+.
Idąc dalej na południe przenosimy do obszaru zdominowanego przez szczepy lubiące suchy, ale już zdecydowanie gorący klimat. Mamy tu więc przewagę takich odmian jak Grenache, Syrah, Viognier, Marsanne czy Roussanne, uprawianych wzdłuż Doliny Rodanu, w Prowansji i Langwedocji. Zacznijmy od prowansalskiego różu. Tutaj mniejsze znaczenie mają zastosowane szczepy (ze względu na krótką macerację), a większe styl w jakim winiarze chcą wyprodukować swoje wina. Mogą one być albo owocowo-landrynkowymi bombami lub butelkami bardziej powściągliwymi, mającymi szersze zastosowanie gastronomiczne. Saint Sidonie Rosé Côtes de Provence 2015 (49 zł) sytuuje się w tym drugim nurcie. Wino ma delikatny, kremowy, łososiowy kolor. W nosie bardzo wyważone, nie buchające znad kieliszka feerią owoców. W ustach delikatnie kwaskowe i zwiewne. Jest do dobre wino, ale poza nielicznymi wyjątkami ewidentnie nie jesteśmy w stanie przekonać się do różu. Dobre.
Poza tą specyficzną grupą jaką stanowią różowe wina z Prowansji, południe Francji słynie z win czerwonych. Jedną z bardziej rozpoznawalnych apelacji jest Châteauneuf-du-Pape. Nazwa („nowy zamek papieża”) nawiązuje do okresu tzw. niewoli papieskiej, gdzie leżący nieopodal Awignon stał się na kilkadziesiąt lat siedzibą następców św. Piotra. W całej apelacji dopuszczonych jest trzynaście szczepów, z których prym wiedzie Grenache najczęściej uzupełniana o Syrah, Mourvèdre, Cinsault i białe odmiany Marsanne i Roussanne. Najbardziej charakterystycznym elementem winnic są natomiast otoczaki (les galets), które spełniają podwójną rolę. Po pierwsze w chłodne dni magazynują ciepło, które oddają winoroślą, po drugie po deszczach ułatwiają zatrzymanie wody w glebie. My spróbowaliśmy Domaine de Nalys Châteauneuf-du-Pape 2012 (129 zł), które pachniało wiśniami i czereśniami. Owoce są podsmażone, ale i utrzymujące odpowiedni poziem świeżości. Do tego mieliśmy również liście laurowe i przyprawy. W ustach ponownie gęsty owoc, ale na szczęście skontrowany przez pojawiające się w finiszu taniny. Bardzo dobre+.
Jeśli mówimy o klasykach z Francji nie sposób ominąć Bordeaux. Rerezentuje on regiony, gdzie królują szczepy mało wrażliwe na wilgoć – Cabernet Sauvignon, Merlot, Cabernet Franc, ale i Carmenere, Tannat, Malbac, czy Sauvignon Blanc. Château Senejac to jedno z najsłynniejszych cru bourgeois, leżąca na terenie Haut-Mèdoc, posiadający 39 hektarów winnic prowadzonych biodynamicznie. Château Senejac Haut-Mèdoc 2008 to wino pachnące mocną, zdecydowaną czarną porzeczką. W tle posiada nieco nut zielonych, które jednak nie burzą ogólnego wyrazu. Usta z akcentami zabrudzonych ziemią wiśni z pieprznym finiszem. Stosunkowo szczupłe, kościste, bardzo dobre-.
Na sam koniec spróbowaliśmy najstarszego europejskiego winiaku (wódki z wingron) – armaniaka. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z XV wieku. Produkowany jest w Gaskonii w trzech podstrefach – Bas-Armagnac, Ténerèze, oraz Haut-Armagnac. Armaniak może powstawać z dziesięciu odmian winorośli, z których najpopularniejsze to Ugni Blanc oraz Colombard. Powstałe wino destyluje w specjalnych alembikach, najczęściej jednokrotnie, a następnie kieruje do dojrzewania w dębowych beczkach. Armagnac VS Havion-Ehny jest dość łagodny, śliwkowy z dodatkiem orzechów. W ustach miękki i aksamitny. Bardzo dobry.
Wina z Francji można kochać (jak choćby Sławek Chrzczonowicz), ale nawet nie pałając tak gorącym uczuciem (jak my), trzeba docenić ich klasę. Prezentowane butelki stanowiły rzeczywiście dobre egzemplifikacje najpopularniejszych regionów, z których każdy powinien znaleźć coś dla siebie.