Wina na jesień – blogerskie spotkanie

Wino jest wdzięcznym trunkiem. Trywialne – pomyślicie i dodacie dla przekory, że np. wódka jest równie uniwersalna. Tylko czy łatwo ją degustować samemu? Wracacie zmęczeni, po trudnym dniu z pracy i jak Julianna Margulies w serialu „The good wife” do kieliszka nalewacie czerwony/biały reset- u nas to rytuał. Znowu z uśmiechem dodacie, że co niektórym świetnie wychodzi i wódka po pracy, no cóż doceniamy możliwości.
Ale idziemy dalej w zaparte, bo jak nie wychwalać olbrzymiej przyjemności, jaką daje butelka wina otwierana we dwójkę (któż nie pamięta słynnej frazy Sidneya Polaka „otwieram wino ze swoją dziewczyną”). Nie przekonacie nas, że inny trunek znokautuje jej wieczorne atuty, możliwości adaptacyjne i czar chwili.
Jest jeszcze chwila, w której doceniamy naszą miłość do wina – radość jaką sprawiają momenty, gdy nad butelką WINA pochyla się liczniejsze grono osób. Kiedy mamy do czynienia z miłośnikami wina, gdy wino jest tak naprawdę pretekstem do tego spotkania, gdy każdemu łykowi towarzyszą dyskusje, wymienianie się poglądami i wrażeniami, gdy na stole piętrzą się przepyszne dania, wtedy wino prawdziwie pokazuje swoją wielkość (przewagę) i moc jednoczenia ludzi.
Właśnie w takim gronie spędziliśmy sobotnie popołudnie. Wszystko za sprawą pomysłu Sebastiana Bazylka z bloga Zdegustowany ugoszczeni przez Dominikę Bień (Nóż i Widelec) poszukiwaliśmy idealnego wina na długie, jesienne wieczory. Poza już wspomnianymi blogerami, w wyborze uczestniczyli również: Olaf Kuziemka (PoWINOwaci) i Robert Szulc (Winiacz). Skoro mowa o jesieni, nie powinien dziwić fakt, że dominowały czerwienie. W większości były to też wina beczkowe, choć różniły się od siebie stopniem tego, jak ich użycie wpływało na charakter butelki i ostateczny efekt. Naszym pomysłem było też pobawienie się w łączenie win z jedzeniem.
Rozpoczęliśmy od pasty z suszonych pomidorów i słonecznika z dodatkiem czosnku, papryki i czerwonej czubrycy. Zmierzyło się z nią Tyto Alba Tinto Tejo 2012 (importerem jest firma Wina Gali specjalizująca się w dostawach dla HoReCa). Mamy więc wino z Portugalii, z regionu leżącego nad rzeką Tag (Tejo), na północny-wschód od Lizbony. Do produkcji użyto Tourigi Nacional, Tourigi Franca oraz Alicante Bouschet. Wino spędziło rok w beczkach z amerykańskiego dębu. Początkowo pachniało bardzo specyficznie, długo dyskutowaliśmy też nad jego nosem. Według nas był to charakterystyczny aromat ściereczki używanej w szkołach do ścierania kredowej tablicy. W smaku już bardziej „klasyczne”, soczyste, wiśniowe, z delikatnymi taninami i niezbyt dużą dawką kwasowości. Ze wspomnianą pastą zagrało bardzo ładnie, w winie uwypukliła się zwłaszcza ta owocowa ekspresja. Dobre.
Następne dania, która też bardzo mocno kojarzą się nam z jesienią to leczo i faszerowane pieczone papryki. Leczo zostało zrobione przez nas bez mięsa, dość ostre, ale złamane nutą świeżej kolendry. Papryki nafaszerowaliśmy mięsem wołowo-jagnięcym, kaszą bulgur i kukurydzą, z przypraw użyliśmy cynamon i bazylię, a także dodaliśmy do nich ser feta (na spód) i słone pecorino (na wierzch). Do tego duetu postaowiliśmy trzy butelki. Pierwszą z nich była kolejna pozycja z Portugalii, tym razem udaliśmy się jednak bardziej na północ nad rzekę Douro, gdzie powstaje Azul Portugal Douro 2014 (Wina Gali, ta etykieta dostarczana jest do Piotra i Pawła, cena 29 zł). Skład wina jest podobny do poprzednika, z tą różnicą, że zamiast Alicante Bouschet użyto Tinta Roriz (czyli odmiany w Hiszpanii znanej jako Tempranillo). W winie mieliśmy zaś nuty dojrzałych śliwek, podbite waniliowym akcentem. Za to usta o wiele lżejsze, soczyste, z niezłą koncentracją, choć ubogie w taniny i kwasowość. Po chwili do głosu dochodzą również zioła. Niestety zupełnie zginęło w połączeniu z ostrością leczu, ale lepiej spisało się z papryką. Dobre+.
Z dalekiej Australii przybył do nas flagowy szczep tego kontynentu – Shiraz. We Frankland Estate Rocky Gully Shiraz 2013 (69 zł, Zakręcone wina) jest on uzupełniony o 1% Viognier (poziom ten wydaje się śmieszny, ale jak opowiadają winiarze nawet taki niewielki dodatek ma realny wpływ na kształt wina). Nos jest bardzo schowany, trochę bez wyrazu, ale rekompensatę zapewniają usta, w których pojawiają się dojrzałe wiśnie i śliwki, zwiewna struktura i fajna soczytość. Radosne, bardzo pijalne i nieprzeładowane wino, które dzięki pieprzności, z której słynie Shiraz, sprawdziło się w połączeniu z naszym leczo i nie oddało pola paprykom (choć to połączenie było już mniej kompleksowe). Dobre+.
Ostatni zawodnik z tej trójki był zupełnie innej kategorii wagowej. Bodegas Arzuaga Navarro La Planta Ribera del Duero 2015 (59 zł, Vininova) to 100% Tempranillo, które dojrzewało przez pół roku w baryłkach z amerykańskiego i francuskiego dębu. To był niestety przykład wina w stylu, który zupełnie nam nie odpowiada. Nuty beczkowe wprost parowały z kieliszka. Akcenty piernikowe, smoliste, zwęglone szczapy z ogniska, czy dym zupełnie przesłoniły owocową ekspresję. Bez dodatku tanin i kwasowości, jakbyśmy pili rozpuszczony w wodzie węgiel leczniczy. Liczyliśmy, że może spróbowane do leczo nabierze więcej świeżości, ale niestety stało się dokładnie odwrotnie. Ratowało się trochę przy paprykach, gdzie rzeczywiście w końcu pokazało swoje bardziej owocowe oblicze, choć połączenie było wciąż dalekie od ideału. Średnie.
Kolejną kulinarną propozycją były pierogi z wołowiną i kaszą gryczaną. Do tego dania trafił się nam najlepszy set win. Pierwszym było Le Pigeoulet Vin de Pays de Vaucluse 2015 (66 zł, Vininova), czyli apelacji regionalnej zrzeszającej butelki pochodzące z południowej części Doliny Rodanu, niekwalifikujące się do innych lokalnych apelacji. W składzie mamy 80% Grenache, 10% Syrah, 5% Carignan i 5% Cinsault, a wino dojrzewało najpierw pół roku w stali i drugie tyle w dużych beczkach. Początkowo ziołowe, rozmarynowe, ale później rozwija się w kierunku nut kwiatowych. Pojawia się też świetna kwaskowa porzeczka. Bardzo świeże, chrupkie, soczyste i po prosty niesamowicie przyjemne w odbiorze. Równie dobrze smakowało z pierogami, gdzie owocowość wina dobrze zagrała z mięsnym farszem. Bardzo dobre-.
Montsant to katalońska apelacja, która leży wokół Prioratu. Miejscowe granitowe i łupkowe gleby stanowią świetne miejsce na uprawę tych samych odmian (głównie Garnacha i Carignan), z których słynie znacznie bardziej poważany sąsiad. Jednocześnie wina z Monsant są zwykle dwa-trzy razy tańsze niż te z Prioratu, a wiele z nich jedynie minimalnie ustępuje tym drugim. Butelka, którą mieliśmy okazję spróbować tylko to potwierdziła. Celler Masroig Rojalet Selecció Montsant 2013 (44 zł, El Catador) to kupaż wspomnianych dwóch odmian, dojrzewających przez 8 miesięcy we francuskich beczkach. Wino jest bardzo eleganckie i świetne ułożone. Przede wszystkich zachwyciła nas jakość owocu spod znaku dojrzałych wiśni i lekko podsmażanych śliwek. Co prawda nie ma zbyt mocnych garbników, ale za to kwasowość jest utrzymana na dobry poziomie. Poważna butelka, choć trochę zbyt mocna, jak na wspomniane pierogi. Bardzo dobre.
Kolejna propozycja od tego importera również stała na wysokim poziomie. Przy okazji, pierwszy raz mogliśmy spróbować wina z odmiany Prieto Picudo. Całość upraw tego szczepu obejmuje 3 tysiące hektarów w regionie León. Wina z niego powstające charakteryzują się głębokim, bardzo ciemnych kolorem, mocną kwasowością i silnymi taninami. Dominio Dostares Estay Castilla y León 2014 (45 zł, El Catador) powstaje z owoców ze starych 90-letnich krzewów. Początkowo pachnie warzywnie, ale z czasem nabiera większej ogłady i pojawia się mgnienie owocu. Jednak jest to kolejne wino, która nadrabia smakiem. Tutaj za sprawą dzikich, nieokrzesanych tanin, które świetnie zgrywają się nutami wiśniowymi. Uwielbiamy takie żywe wina, które wydają się wtłoczone do butelki na siłę, gdyby mogły momentalnie uwolniłyby się z tej krępującej je formy. Również do pierogów stanowiło przyjemne, choć jednak nie tak dobre połączenie jak Le Pigeoulet. Bardzo dobre-.
Po pierogach przyszedł czas na risotto. Do niego spróbowaliśmy ukochanego szczepu Polaków, ale w nieco innej odsłonie. Michele Biancardi Uno Piu Uno 2015 (49 zł, Krople Wina) to bowiem kupaż Primitivo i innej odmiany z Puglii – Nero di Troia. W efekcie choć w nosie pachnie wanilią, bulionem na włoszczyźnie i smażonymi śliwkami, to w ustach ma sporo świeżości. Nie mamy tu typowej dla Primitivo ciężkości, ani nadmiernej konfitury. Dodatkowo przewija się ciekawa, atramentowa nuta. Mimo tej stosunkowej lekkości, do ryżu okazało się zbyt ciężkie. Dobre+.
Za to już prawnie na końcu swojej drogi wydawało się być Quinta do Mouro Tinto 2012 (43 zł, Mielżyński) z Alentejo. W nosie co prawda zza nuty dymnych wyzierało nieco suszonych śliwek, ale w ustach już bardzo opadłe, z nutami ziela angielskiego i liścia laurowego, ale zupełnie bez owocu. Tutaj risotto było zbyt lekkim kompanem, może wino wyciągnęłoby się do góry przy jakimś mięsie. Średnie+.
Daniem głównym była przyrządzona przez gospodynię jagnięcina z delikatnie musztardowym sosem. Na spotkanie z nią jako pierwsze trafił do kieliszków Thelema Mountain Red 2013 (48,50 zł, South Wine), a więc pochodzący z RPA kupaż Petit Verdot (28%), Merlot (27%), Shiraz (25%), Cabernet Sauvignon (12%), Grenache (7%), Cabernet Franc (1%). Dodatkowo wino spędziło 18 miesięcy w używanych beczkach. Te akcenty dębowe wyraźnie czuć w nosie, gdzie przynajmniej na początku to wanilia odgrywa dominującą rolę. Dopiero po chwili pojawia się więcej wiśniowego owocu, ale i dymu oraz nuty zielonych liści. W ustach od początku znacznie bardziej soczyste, przy czym zamiast wiśni spotykamy tu dojrzałe truskawki. Całość przyjemna, niezbyt skomplikowana, bardzo pijalna, ale jednak zbyt lekka do jagnięciny. Dobre.
Podobnie owocowym i soczystym winem okazało się znane nam wino mołdawskie – Individo Rara Neagra Malbec Syrah 2014 (49 zł, Dom Wina). W porównaniu do poprzedniego roku, teraz pogłębiła się w nim owocowość, która zaczęła wpadać w tony lekko konfiturowe. Wydaje się, że zatraciło za to ciekawe akcenty leśne i dymne, z których je pamiętaliśmy. W efekcie mamy ładnie skoncentrowany owoc, ale trochę brakuje drugiego tła. Natomiast na plus butelki trzeba zaliczyć fakt, że ładnie zgrała się ze wspomnianym musztardowym, delikatnie słodkawym sosem, który został podany do mięsa. Dobre-.
Deserem była tarta czekoladowa z jagodami goji, migdałami i domowym dżemem z gorzkich pomarańczy. Do tego spróbowaliśmy Graham’s Porto Late Bottle Vintage 2009 (94,90 zł, Centrum Wina), wzmacnianego wina z Portugalii, znad rzeki Douro. Co ciekawe również i tego producenta mieliśmy okazję odwiedzić, ale wtedy nie próbowaliśmy akurat tego wina. W przypadku Porto LBV (Late Bottle Vintage) przed zabutelkowanie wino dojrzewa w beczkach przez 4-6 lat. W efekcie mamy dużo słodkiej owocowości spod znaku śliwek, która nie wpada jednak w karykaturę, a utrzymuje się na świeżym, eleganckim poziomie. To Porto jest mocne, solidne, ale przy tym wyważone i właśnie w balansie tkwi jego siła. Do tego świetnie zgrało się z tartą (Porto i desery oparte na czekoladzie to klasyczne połączenia). Bardzo dobre.
Jako deser, na koniec tej przemiłej degustacji spróbowaliśmy Braun Ellerstadter Bubeneck Gewürztraminer Spätlese süss 2014 (54,46 zł, 13Win). Lubimy wina od Brauna, bo nawet w wersjach Spätlese cukier resztkowy nie obezwładnia a stonowi jedynie przyjemne dopełnienie dla ogólnej soczystości i owocowości butelki. Tutaj mamy mniej typowych dla odmiany nut różanych, a więcej egzotycznych owoców. Bardzo świeże, nie przytłacza, choć po poprzedniku pozostawiło wrażenie pewnego niedosytu. Bardzo dobre-.
To był bardzo przyjemny, ale i twórczy wieczór. Wiele win zbierało zgoła odmienne oceny, w dużej mierze uzależnione przecież od preferencji degustujących osób. Dlatego już nie możemy się doczekać tego co o próbowanych butelkach napiszą pozostali blogerzy, których posty znajdziecie poniżej:
P.S. Wina otrzymaliśmy do degustacji od producentów – dziękujemy.