Wieninger – wina czerwone i heuriger

Udostępnij ten post

Zgodnie z zapowiedzią wracamy z drugą częścią naszej opowieści o wizycie i degustacji win z portoflio Fritza Wieningera. W poprzednim poście opowiedzieliśmy Wam o spróbowanych białych pozycjach (na czele ze świetnymi Gemitscher Satzami), nowinkach z drugiej posiadłości producenta Hajszan Neumann oraz dwóch bardzo ciekawych winach naturalnych. Czas przybliżyć wina czerwone…

IMG_9494Rozpoczęliśmy od Pinot Noir. Pierwsza etykieta Pinot Noir Select 2014 (18 eur – przypominamy, że podajemy ceny detaliczne przy zakupie bezpośrednio u producenta, w Polsce wina Wieningera dostępne są w sklepach Mielżyńskiego) pochodzi głównie z gron z Bisambergu. Tutaj znów mała powtórka – Fritz posiada winnice na dwóch brzegach Dunaju. Jest to Bisamberg na brzegu lewym oraz Nussberg na prawym. Wino przez 18 miesięcy dojrzewa we francuskich barriques, z których jedną czwartą stanowią nowe beczki. Po tym czasie jest ono butelkowane bez filtrowania. Rocznik 2014 był trudnym rokiem dla czerwonych win w regionie Wiednia. Deszczowy sierpień spowodował konieczność zastosowania drastycznych zielonych zbiorów (wycięcie części kiści winogron w celu ograniczenia ilości owoców na krzewie), tak aby pozostawione owoce mogły osiągnąć odpowiednią dojrzałość. Wieninger zdecydował również, że w tym roczniku nie zostanie wyprodukowana wyższa linia Pinot Noir Grand Select, a przeznaczona pierwotnie na ten cel partia wina zasiliła etykiety z serii Select. W efekcie mamy Pinota o  dymnym, leśnym nosie pełnym aromatów mchu, ściółki, jagód. W ustach kwaskowe, ale owoc jest dojrzały. Finisz wieńczą eleganckie, drapiące, żywe taniny. Bardzo dobre. Pinot Noir Grand Select (42 eur) spróbowaliśmy w roczniku o rok starszym, 2013. To wino zwykle dojrzewa w barriques przez około 22 miesiące, częściowo na osadzie. Dodatkowo połowę beczek stanowią nowe baryłki. Tu ekspresja odmiany jest już zupełnie inna. Pachnie znacznie bardziej dojrzałym owocem, malinami i truskawkami. W ustach już lekka ewolucja, pojawiają się akcenty skórzane, kwiatowe i mocna nuta żurawiny. Bardzo dobry balans struktury, kwasowości i tanin. Bardzo dobre+. Aby móc ocenić potencjał dojrzewania tej butelki, prowadzący naszą degustację Alf (export manager producenta) zaproponował spróbowanie Pinot Noir Grand Select 2004 (już niedostępne w sprzedaży). Mimo 12 lat było to wino wciąż świeże i soczyste. Pojawiło się więcej akcentów lukrecji i zdecydowane nuty fiołków. Taniny były już zaokrąglone, bardzo delikatne, ale kwasowość dalej na wysokim poziomie. Znakomite-.

IMG_9500Sztandarową czerwoną etykietą Wieningera, przeznaczoną dla szerokiej szerzy konsumentów jest Wiener Trilogie 2013 (12,50 eur). Co ciekawe jest ono również oferowane na pokładach samolotów Lufthansy w business class. Jak wyjaśnił nam Alf ideą przyświecającą stworzeniu tego wina była chęć oddania stylu Bordeaux w austriackich warunkach. Wieninger chciał przy tym zachować lekkość, odżegnując się od ciężkich czerwonych win, jakich by daleko nie szukać dużo w Burgenlandzie. W butelce mamy kupaż 70% Zweigelta, 20% Cabrneta Sauvignon oraz 1o% Merlota. Każda z odmian winifikowana jest osobno i dojrzewa częściowo w stali, a częściowo w beczkach (zwykle około 20% nowych). Czas starzenia w dębie zależy od rocznika, ale oscyluje w granicach 20 miesięcy. Zapach skomponowany jest pod dyktando śliwek (lekko podsuszanych). W ustach bardzo owocowe, choć w finiszu dochodzą do głosu mocne garbniki. Soczyste, żywe, mega pijalne. Bardzo dobre-.

Kolejną pozycją była butelka z drugiej stajni Fritza – Hajnszan Neumann Zweigelt 2013. Ponownie mamy tu przykład lekkiego, świeżego, owocowego wina. Czuć w nim wiśniową pestkę, ale i taniny. Nie jest ugładzone, ma werwę i pazura, którego czasem brakuje butelkom z tej odmiany. Bardzo dobre.

Nieco inaczej prezentował się jeden z ojców Zweigelta, a więc St. Laurent Grand Select 2013 (28 eur). Dodamy tylko, że drugim rodzicem Zwigelta jest inny popularny w Austrii szczep – Blaufränkrisch. Owocowość jest tu znacznie bardziej gęsta, czujemy suszoną śliwkę z dodatkiem podwiędłych kwiatów. W ustach swojskie, trochę utlenione, rustykalne. Nieco mniej tanin niż u poprzedników. Wciąż soczyste, ale jednak biorąc pod uwagę cenę nieco zastanawiające. Dobre+.

Oprócz wspomnianego Trologie, Fritz Wieninger produkuje również drugi czerwony kupaż. W Danubis Grand Select 2012 (36 eur) prym widzie Cabernet Sauvignon (70%) uzupełniony o Merlota oraz Zweigelta. Winogrona pochodzą z najstarszych parceli producenta, obsadzonych na początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Po fermentacji w stalowych zbiornikach wino trafia do beczek (50% nowych) na 30 miesięcy. Czujemy tu zdecydowane nuty porzeczkowe i akcenty ziemiste. W smaku żwirowe taniny, akcenty paprykowe i pieprzne. Wino ostre, trochę kanciaste ale i w tej swojej zadziorności ciekawe i przyjemne. Bardzo dobre.

Na sam koniec degustacji do naszych kieliszków trafiło wino jednoszczepowe – Merlot Grand Select 2012 (28 eur). Jak na tę odmianę przystało, mamy butelkę miękką, z przesmażonym, likierowym owocem w tonacji truskawek i malin. Usta za to bardziej śliwkowe, z niskimi taninami i łagodną kwasowością. Tu pazura już brakuje, ale fani takich bezproblemowych butelek na pewno będą zachwyceni, bo wino jest porządnie zrobione. Bardzo dobre-.

14074387_10207092725188989_276638592_oNasza degustacja zakończyła się na wspomnianym Merlocie, ale chcielibyśmy wspomnieć Wam jeszcze o jednej inicjatywie Wienigera, która jest warta zauważenia. Chodzi o heuriger, czyli specyficzny dla Austrii rodzaj winnej gospody. Początki tego rodzaju karczm sięgają końcówki XVIII wieku, gdy cesarz Józef II wydał dekret zezwalający mieszkańcom na otwieranie lokali, w których mogli sprzedawać produkowane przez nich wina. Jak wspominaliśmy w pierwszej części opowieści o winach Fritza, wielu winiarzy sprzedawało w swoich heurigerach trunki, które winem mogło być nazwane przy dużej dozie wyrozumiałości. Jednak w przypadku Wienigera nic z tych rzeczy. W tym zlokalizowanym w Stammersdorfie lokalu, poza dwoma rodzajami wina domowego (spróbowaliśmy Zweigelta i dawał radę), można spróbować „standardowych” butelek zarówno na kieliszki jak i oczywiście butelek. Musimy jednak uczciwie przyznać, że korkowe nie należy do najniższych i sięga nawet 10 eur. To czym ten heuriger się wyróżnia to świetna kuchnia. Przede wszystkim warto udać się do bufetu, gdzie znajdziecie szereg sałatek, różne rodzaje mięsa, pasty do pieczywa, warzywa. Porcje są uczciwe, ceny niewygórowane, a jedzenie proste, ale przednie. Zdecydowanie warto!

P.S. Jedna podpowiedź – w heurigerze zapłacicie jedynie gotówka. Porcja jedzenia z bufetu dla dwóch osób to koszt około 25 eur. Co prawda 200 metrów od gospody jest bankomat, ale warto już wcześniej zaopatrzyć się w banknoty, aby uniknąć jak my konieczności przespacerowania się 1,5 km w jedną stronę do innego bankomatu (ten najbliższy miał weekendową przerwę techniczną).