Weingut Jülg – nowości w Jung&Lecker

Specjalizujący się w winach zza Odry warszawski importer Jung&Lecker wprowadził do swojej oferty etykiety od kolejnego producenta – Weingut Jülg z Palatynatu. Region ten jest naturalnym, geograficznym przedłużeniem francuskiej Alzacji. Ciekawostką jest natomiast fakt, że producent (jak zresztą kilku innych w regionie) posiada parcele po obu stronach granicy (mniej więcej 40% z 18 hektarowej posiadłości leży we Francji). Powoduje to ciekawe i śmieszne komplikacje związane z tym, jak mają być oznaczane etykiety produkowanych win. Powstaje bowiem pytanie, czy to wciąż wina niemieckie? Ostatecznie urzędnik za to odpowiedzialny ponoć przymknął oczy i uznał, że wszystkie winogrona pochodzą z terenu Niemiec.
Palatynat jest najcieplejszym winiarskim regionem za Odrą (zwany jest niemiecką Toskanią). Sprawia to problemy miejscowym winiarzom, którzy zauważyli, że królewska biała odmiana jaką jest Riesling w takim klimacie nie radzi sobie idealnie, a w cieplejszych rocznikach ma problemy z utrzymaniem odpowiedniego poziomu kwasowości. Powstają wina gęste, bogate, ale przy tym czasami płaskie i bez tego charakterystycznego dla szczepu nerwu. Dlatego już jakiś czas temu zwrócono baczniejszą uwagę na inne odmiany, takie jak Weisburgunder, Grauburgunder, czy nawet Chardonnay i Sauvignon Blanc, a także na szczepy czerwone. Ten trend potwierdził również Friedrich Jülg, najmłodszy z trójki braci prowadzących obecnie winnicę, który poprowadził degustację swoich win.
Rozpoczęliśmy od Jülg Chardonnay Sekt Brut 2012 (76 zł), musującego wina wyprodukowanego klasyczną, szampańską metodą, które przez 12 miesięcy dojrzewa na osadzie. Nos jest wycofany, zamglony. Czujemy co prawda nuty owocowe, ale bardzo mało ekspresyjne. Usta gorzkawe, ponownie bez większego życia. Naszym zdaniem wino jest już po prostu za stare i wyraźnie schodzące, a cena nie należy do najniższych. Średnie.
Znacznie lepiej zaprezentował się ten sam szczep, ale już w spokojnej wersji. Jülg Chardonnay Trocken 2015 (55 zł) powstał bez użycia beczki i jest lekki, owocowy z nutami cytryny, świeżych jabłek oraz gruszek. Usta soczyste, świeże, ładnie skoncentrowane, a w finiszu pojawia się intrygująca słonawa i pikantna nuta. Dzięki temu będzie świetnie pasował do dań z owocami morza, czy lekkich, zielonych sałat. Nie ma tu zbyt wiele głębi, ale wino jest bardzo pijalne i w tym aspekcie zasługuje na polecenie. Dobre.
Winorośle, których owoce użyte są do wytworzenia jedynego próbowanego tego wieczoru Rieslinga rosną na wapienno-marglowej glebie, stąd taka też nazwa wina – Jülg Riesling Kalkmargel 2015 (55 zł). Co ciekawe, aż 75% winogron pochodzi z francuskiej strony granicy. Nos jest chłodny, delikatnie ziołowy. Na języku z mocną, surową kwasowością o stężeniu w Palatynacie bardzo rzadko spotykanym. Do tego mamy dużo struktury i poważnego ciężaru. Nie jest to Riesling w strzelistym mozelskim stylu, a butelka o innym, bardziej gęstym charakterze. W finiszu dostrzegalne są również gorzkawe akcenty grejpfrutowe. Bardzo dobre-.
Odmianą Muskateller była jeszcze sto lat temu obsadzona niemal cała winnica należąca obecnie do rodziny. Miała to być niemiecka odpowiedź na słynne alzackie Gewurztraminery. Dziś szczep ma już mniejsze znaczenie (w latach 80-tych w regionie nastąpił zwrot w stronę wytrawności), ale wciąż powstaje z niego Jülg Muskateller 2015 (52 zł). Jeśli mamy go porównywać ze wspomnianym francuskim sąsiadem, to tutaj mamy mniej struktury i słodyczy (choć wino ma 4 gramy cukru resztkowego). Pachnie białym bzem, słodkimi jabłkami i gruszkami, za to w smaku zaskakuje niemal cytrynową kwasowością. Jest też nieco liczi, moreli, brzoskwini i grejpfruta. Ładnie balansuje pomiędzy słodkim zapachem, a lekkimi kwaskowymi ustami. Stąd będzie też plastyczne kulinarnie, spróbowalibyśmy je do białych mięs z kremowym, maślanym sosie. Bardzo dobre-.
Przegląd trzech czerwonych pozycji rozpoczęliśmy od Jülg Spätburgunder 2014 (58 zł). W przypadku Pinot Noir z Niemiec można rozróżnić dwa style w jakim powstają. Pierwszy to wina mocno pociągnięte beczką, ciężkie i mocarne. Drugi to styl który umownie może być określany jako bardziej burgundzki, lżejszy, soczysty i owocowy. W tym przypadku to właśnie z nim mamy do czynienia. Wino co prawda dojrzewało przez 8 miesięcy w barriques, ale nie przysłoniły one jego owocowej ekspresji. Pojawia się tu ładna truskawka w połączeniu z akcentami leśnymi, porzeczkowymi i kwaskowymi wiśniami. Całość jest dość prosta, ale przy tym szczera, soczysta i przyjemnie pijalna. Dobre+.
Zupełnie inny jest za to Jülg Spätburgunder Reserve 2014 (58 zł). O ile w przypadku poprzednika z alzackiej strony pochodziła połowa winogron, to tutaj już całość owoców jest „francuskich” i to z rejestracją tego wina producent miał największe problemy. Czas dojrzewania w beczkach jest dłuższy i w zależności od rocznika jest to 12-18 miesięcy. Jak dla nas, tutaj nut beczkowych było już za dużo. Akcenty waniliowe, ziemiste i dymne za bardzo przysłaniają owocowość. Dopiero po kilku minutach w kieliszku zaczyna się otwierać, pojawiają się akcenty przesmażonych wiśni i malin. To wino wręcz domagające się jedzenia, podejrzewamy, że w zestawieniu przykładowo z wołowym gulaszem mogłoby pokazać drugie dno. Dobre.
Jeszcze jeden krok w stronę większej (czytajcie nadmiernej) koncentracji poczyniliśmy przy Jülg Bruderlein 2014 (64 zł), czyli kupażu Caberneta Sauvignon i Merlota. Mamy tu czerwone porzeczki i słodkie, konfiturowe wiśnie. W smaku jest co prawda kwasowość i taniny, ale całość jest rozchwiana i bardzo nieułożona. Może potrzebuje jeszcze kilku lat spokoju w butelce? Dobre-.
Palatynat nie jest naszym pierwszy wyborem jeśli chodzi o niemieckie wina, zwłaszcza zaś Rieslingi. Znacznie częściej sięgamy po pochodzące stąd Spätburgundery. Dlatego zaskoczyło nas, że przypadku etykiet od Weingut Jülg lepiej wypadły białe butelki. To tylko pokazuje, że przywiązanie do stereotypów w przypadku win jest bardzo często mylące, a ten świat skrywa więcej tajemnic niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić.