Walentynki 2014: Drink the Pink

Lata lecą a Walentynki zawsze 14go lutego :-) W tym roku dodatkowo wypadają w piątek, co daje większe możliwości imprezowo-kulinarne. W ubiegłych latach proponowaliśmy ryby, desery, lekkie drinki, wina musujące. W tym roku hasłem walentynkowym w Winniczku jest: „Drink the Pink”. To chyba jeden z nielicznych dni, kiedy nadmiar różowego wina nie powinien zaszkodzić :-) Bo i kolor wpasowuje się do „plastykowej” estetyki tego święta, a uniwersalność kulinarna win różowych sprzyja decyzji o ich zakupie (potem dopiero zastanawianiu się, co zjemy).
Na początek zaproponujemy już sprawdzoną przez nas wielokrotnie Cavę – Noche y Dia Cava Brut Rose N.V., Bodegas La Esperanza . To świetne musujące różowe wino w bardzo rozsądnej cenie 38 PLN dostępne w Winkolekcji . Nos niezbyt mocny – poziomkowy. Przyjemnie wytrawny. To Cava o niezłej, odświeżającej kwasowości. Mocno wytrawna z przodującymi nutami niezbyt dojrzałych truskawek i malin. Końcówka trochę wodnista, ale odświeżająca i oczyszczająca kubki smakowe. 87/100 Do Cavy proponujemy prościutkie, ale jakże efektowne grzanki z kozim twarogiem i truskawkami . W okresie przed walentynkowym w każdym sklepie pojawiają się 200-250 g opakowania hiszpańskich truskawek (po 3-5 PLN). Są one wodniste i intensywniej pachną niż smakują, jednak w okresie zimowym szczególnie, gdy chcemy zrobić wrażenie, można sobie pozwolić na ekstrawagancję niesezonowego produktu. Ciabatę lub innego rodzaju bułkę o twardszej skórce kroimy we w miarę cienkie kromki i wstawiamy do piekarnika na 160°C z termobiegiem, aż się zarumienią, ale nie będą bardzo twarde. Smarujemy je kozim białym serem (wybierzcie ten bardziej zbity, raczej sprzedawany w roladkach niż piramidkach). Truskawki myjemy, odcinamy zielone końcówki i kroimy wzdłuż na plasterki o grubości 2mm. Układamy truskawki na grzankach i polewamy słodkim, starzonym octem balsamicznym (dobrze sprawdzi się też glassa). Cava wypada w tym podłączeniu naprawdę świetnie. Twaróg daje grzankom trochę kwasowości, truskawki lekkości i świeżości co znakomicie gra dosyć wytrawnym winem. Glassa dodaje akcent słodyczy, który spina wszystkie smaki. To takie 100% dopasowanie.
Na drugie danie proponujemy naszego ulubionego dorsza, ale żeby dopasować się do walentynkowego, różowego pomysłu – przygotujemy go w wariancie curry. Najdłużej trwającym elementem przygotowania dania jest usmażenie dużej cebuli (lub 2 mniejszych), posiekanej w piórka na 2 łyżkach oleju roślinnego na patelni przez około 30 minut na dosyć wolnym ogniu, aż będzie bardzo miękka i słodka. Plusem jest to, że możemy to zrobić dnia poprzedniego, a cebulę przechować w lodówce. Nie będzie to to samo, ale jest to skuteczna metoda skrócenia sobie czasu w „ten dzień”. W czasie smażenia cebuli nacieramy filety z dorsza (najlepiej weźmy te najgrubsze i najbardziej mięsiste) kurkumą (w sklepach z orientalnymi przyprawami możemy spotkać się też z nazwą Turmeric) – nada piękny żółty kolor – oraz solą. Następnie, gdy cebula jest już gotowa, dodajemy do niej przeciśnięte przez praskę 2 ząbki czosnku, szczyptę pieprzu Cayenne (lub innej ostrej suszonej papryki), szczyptę mieszanki Garam Masala i cukru pudru. Smażymy wszystko jeszcze 2-3 minuty. W tym czasie na drugiej patelni rozgrzewamy łyżkę oleju roślinnego i smażymy dorsza po 3 minuty z każdej strony (wpierw na mocniejszym ogniu, aby się zrumienił a potem na trochę słabszym). Na patelnię z cebulą dodajemy opakowanie jogurtu greckiego, wyłuskane nasionka kardamonu oraz kawałek kory cynamonowca. Mieszamy sos i podgrzewamy na bardzo wolnym ogniu, aby był bardzo ciepły, ale nie doprowadzamy do zagotowania. Wyjmujemy kawałek cynamonu. Rybę doprawiamy solą i pieprzem i podajemy z sosem. Możemy udekorować liśćmi kolendry. Do dorsza w kurkumie z jogurtem curry kupiliśmy za 27 PLN w Almie proste różowe wino z Południowej Afryki Rose Western Cape 2013, Wagon Tree . Mimo, że Wagon Tree to nie producent tylko nazwa „linii” – to w tym przypadku jednak zdecydowaliśmy się umieścić tę nazwę po roczniku czyli tam gdzie w winniczkowej nomenklaturze jest miejsce na producenta. Nie mogliśmy znaleźć, kto „popełnił” to wino wiemy tylko, że produkowane jest na zamówienie Brytyjskiego importera i dystrybutora i potem sprzedawane dalej. Kolor pastelowy – ciepły, jasno-różowy. Trochę taki w prowansalskim stylu. Bardzo ładny. W nosie mocne, słodko-malinowe. Fajne, ale bez niuansów. Usta dosyć lekkie, ale generalnie za mało się dzieje. Trochę poziomki i może gdzieś w oddali niedojrzałe truskawki. Zdecydowanie orzeźwiające, proste i „do picia”. 83/100 Do dorsza w kurkumie z jogurtem curry robi się gęściejsze i bardziej truskawkowe. Fajnie odświeża po lekko pikantnym sosie, którego kremowość jednak nie zabija wina. Ten róż sprawdzi się też spokojnie do wypicia solo jak i do sałat czy innej ryby (np. z owocowymi dodatkami).
Dziś walentynki bez deseru. Ostatnio było ich w Winniczku dużo, więc zbieramy siły na nowe pomysły 🙂
Do następnego!
A&W