Vive la Vin – degustacja kilka pozycji z katalogu

Jakiś czas temu opisywaliśmy degustację w Bez Gwiazdek, gdzie swoje wina prezentowało dwóch importerów skupiających się na segmencie HoReCa. W poprzednim wpisie dotyczącym tego wydarzenia przybliżyliśmy butelki, które tego dnia zdecydowali się pokazać Winemates, dziś opiszemy pozycje z katalogu Artura Zarzyckiego, właściciela firmy Vive la Vin.
Rozpoczęliśmy od wina musującego z Chile wytworzonego z Chardonnay (75%) oraz Pinot Noir. Całość dojrzewała na osadzie przez 3 miesiące, a bąble powstały poprzez zastosowanie metody Charmat znanej choćby z włoskich Prosecco. Brzmi nieźle? Smakuje zaś jeszcze lepiej. Emiliana Sparkling NV to wino bardzo ładnie aromatyczne, z nutami dojrzałych gruszek i jabłek. Mimo 7,5 gram cukru w ustach wydaje się wręcz surowe, na pierwszym planie mamy kwasowość i spora dawkę mineralności. Orzeźwiające, z niezłą strukturą, energetyczne. Bardzo dobre-.
Nowozelandzki producent Greywacke to jeden z ciekawszych tamtejszych projektów. Został założony w 2009 roku, gdy Kevin Judd, jeden z najbardziej znanych miejscowych winemakerów postanowił w końcu produkować wina na własną rękę. Co ciekawe nie kupił winnic, skupuje winogrona od lokalnych winiarzy, jednak jego wieloletnie doświadczenie pozwala mu wybierać najlepszych dostawców. Nie posiada też własnej winiarni, korzysta ze sprzętu udostępnianego mu przez przyjaciół ze szkolnych lat, prowadzących Dog Point Winery. Tym razem mogliśmy spróbować Greywacke Wild Sauvignon Blanc Marlborough 2014. Przechodzi spontaniczną fermentację na dzikich drożdżach, a następnie 2/3 wina poddawane jest drugiej fermentacji malolaktycznej. Kolejnym etapem jest leżakowanie przez około 11 miesięcy w beczkach, zaś około 1/3 dojrzewa w dębie jedynie pół roku, a pozostały okres w stalowych zbiornikach. W efekcie w nosie mamy typowe dla Sauvignon z Nowej Zelandii nuty zielonych jabłek, trawy i siana, ale pojawia się też nieco maślaności, moreli i ziół, zaś w ustach dochodzi pełniejsza struktura, sporo ciała i lekka grejpfrutowa goryczka. Bardzo dobre.
W Nowej Zelandii zatrzymaliśmy się nieco dłużej za sprawą trzech pozycji od producenta Spy Valley (jego nazwa pochodzi od leżącej nieopodal tajemniczej stacji Waihopai administrowanej przez miejscową agencję wywiadowczą). Pierwszą butelką był Spy Valley Gewurztraminer Marlborough 2015, który jak na wino z tego szczepu był mało aromatyczny. Nawet w ustach pomimo 10 gram cukru, brakowało nieco wyrazistości i ekspresji, całość była lekka, ale i nieco rozwodniona. Dobre. O wiele bardziej typowy był za to Envoy Spy Valley Gewurztraminer Marlborough 2015. W zapachu czujemy liczi i płatki róży, na języku pojawia się oleista faktura, cukier jest zdecydowanie wyczuwalny, jednak utrzymany na nieprzesadzonym poziomie. Dobre+. Najciekwszym winem tego producenta był Envoy Spy Valley Pinot Noir Marlborough 2014. Fermentacja jest przeprowadzana w otwartych kadziach, a wino dojrzewa przez 16 miesięcy w beczkach. W efekcie powstało wino, które jest delikatnie wycofane (co w porównaniu z większością pozycji z Nowego Świata jest miłą odmianą), pachnące kwaskowymi wiśniami i udekorowane delikatną nutą szypułkową. Ładnie kwaskowe, z trochę zbyt agresywnymi, drewnianymi taninami. Bardzo dobre-.
Długim susem przez Morze Tasmańskie przeskoczyliśmy do ojczyzny kangurów na spotkanie z Jamsheed Harem La Syrah Victoria 2013. W tym finie do kadzi lądują w większości pełne kiście winogron bez odszypułkowywania, fermentacja odbywa się na naturalnych drożdżach, a wino dojrzewa przez 8 miesięcy w nowych i używanych beczkach. Do butelek trafia bez filtracji i klaryfikacji. Prezentuje w sobie czystą esencję owocowości spod znaku dojrzałych wiśni i śliwek. Soczyste, szczere, niczego sobą nie udaje i w tej prostocie tkwi jego siła. Dobre+. Za to Magpie Estate The Black Craft Shiraz Barossa Valley 2014 to już typowy, australijski styl wina. Nuty asfaltowe, konfiturowy owoc i akcenty mentolowe budują dość gęstą masę i spory ciężar. Czuć 11 miesięcy dojrzewania w beczkach (35% nowych), choć uczciwość nakazuje zauważyć również dobrą jakość owocu. Dobre+.
Garage Wine Co. to jak sama nazwa wskazuje, producent z Chile nawiązujący do idei niewielkich, garażowych, rodzinnych winiarni. Produkuje wina w niewielkich seriach, czasem jedynie po kilka beczek. Garage Wine Co. Lot#48 Carignan Itaka Valley 2013 powstał w ilości 3164 butelek z 10 beczek Carignan uzupełnionych o 1 beczkę Cinsault. Winogrona fermentowały w otwartych kadziach i przez 24 miesiące dojrzewały w dębie. Jest dość lekkie, mocno kwaskowe i pokazujące bardzo ciekawe oblicze Chile. Nie ma tu prostej, oczywistej owocowości, jest za to trochę tanin, świeżość i zadziorność. Bardzo dobre-. Z 19 beczek wypełnionych Cabernetem Franc, który podobnie jak poprzednik spędził w nich 24 miesiąca powstał Garage Wine Co. Lot#62 Cabernet Franc Maipo Valley 2013. Owoce pochodzą z paraceli leżącej na wysokości 700 metrów. W tym winie soczysta owocowość walczy z drapiącymi, mocnymi, charakternymi taninami. Wino jest niespokojnie, wręcz lekko nieokrzesane, ale w tym właśnie jego urok. Bardzo dobre. Aż tak bardzo nie smakował nam za to Garage Wine Co. Lot#61 Cabernet Sauvignon Maipo Valley 2013, który powstał z 16 beczek Caberneta Sauvignon i jednej beczki Caberneta Franc, z winnicy leżącej jeszcze wyżej, na poziomie 1000 metrów. Wino ma dużą koncentrację, smakuje jak skondensowany sok z porzeczek, ale za to brakuje mu tego życia, walki, żywotności, która była widoczna w dwóch poprzednich butelkach. Dobre.
Choć zwykle do win z Nowego Świata podchodzimy z dystansem, to przyjemnie jest czasem poczuć zaskoczenie i próbować kolejnych pozycji z rosnącym zainteresowaniem, zaciekawieniem, czy nawet niecierpliwością. Artur Zarzycki pokazał inną, ciągle zbyt rzadko spotkaną twarz butelek z antypodów, których zawartości warto przyjrzeć się z bliska.