vinodelsol.pl – butikowa Hiszpania dla freaków

Udostępnij ten post

Może to kwestia naszego romantycznego i pełnego optymizmu podejścia do życia? A może chodzi raczej o ten pozytywny rodzaj energii, który niesie w sobie wino? Może to w końcu siła przekonywania Maćka Skupińskiego która udzieliła się nam, gdy słuchaliśmy o jego projekcie vinodelsol.pl? Grunt, że ten nowy (istniejący od jesieni) importer na polskim rynku zyskał od pierwszego z nim spotkania naszą sympatię. Chcecie wiedzieć dlaczego?


Gdy wino nie jest towarem

Polityka marżowa naszych importerów to temat rzeka. Oczywiście mamy na ten temat swoje zdanie, ale też nigdy nie prowadziliśmy winnego biznesu, więc nie uważamy się za osoby, które pozjadały wszystkie rozumy. Mamy też ten komfort, że sporo podróżujemy i możemy zaopatrywać się w butelki za granicą. Powiecie, że to mało patriotycznie, że przy takim podejściu nasz rynek nigdy nie będzie się rozwijał, a ceny nie będą spadały. Nie wydaje nam się nam, że takie pojedyncze przypadki jak my cokolwiek byłyby w stanie zmienić. Przede wszystkim zaś jesteśmy osobami, w których portfelach nie tłoczą się platynowe karty kredytowe i jednak rachunek ekonomiczny bierze górę.

Na tym tle bardzo doceniamy takie jaskółki jak Maciek. Na początku zaznaczył, że ten nowy winny projekt nie jest jego głównym polem zarobkowania. Maciek (mieszający na co dzień pomiędzy Walencią, a Alicante) jest bowiem architektem, a import win to dla niego zajęcie poboczne, któremu jednak poświęca wiele czasu i energii. Jego ideą (która notabene niesamowicie się nam podoba) jest sprowadzanie pozycji od niewielkich winnic, producentów, których poznał osobiście, odwiedził, zjadł z nimi kolację i których wina po prostu go przekonały. Gdy dodamy do tego stawianie na mniej znane apelacje i autochtoniczne, nieograne jeszcze hiszpańskie odmiany, to widzicie z jak niecodziennym projektem mamy do czynienia. Dywersyfikacja źródeł dochodu pozwala zaś Maćkowi zaoferować te wina w naprawdę atrakcyjnych cenach.

Wspomniał on zresztą, że taka jest jego myśl przewodnia – chce przeszczepić na nasz grunt kulturę picia wina jaką znajdziemy w krajach południa Europy. Gdzie wino jest towarzyszem jedzenia, spotkań biznesowych, kolacji z ukochaną, rodzinnego obiadu. Gdzie o winie się rozmawia, a tematem dyskusji wcale nie musi być najnowszy rocznik Riojy, czy wyższość Barolo nad Brunello, tylko butelka zakupiona za kilka euro w którymś z licznych miejscowych sklepów. Po zdegustowaniu kilku jego win musimy przyznać, że jest na dobrej drodze.


Spróbowane wina

Perdevalles Alabrin Blanco Tierra de Leon 2017 (49 zł)

Odmiana Albarin (nie mylić ze znacznie popularnym Albariño) jest spotykana głównie w leżącej na wschód od Galicji apelacji Terra de León. Spotkaliśmy się z nią po raz pierwszy i przywitała się akcentami cytryn, tropikalnych owoców (marakuja, melon), białych kwiatów, ziół. Na podniebieniu jest jeszcze bardziej soczyste, kwaskowe, a wręcz lekko zielone, mentolowe. Niesztampowe, ale z chęcią spróbowalibyśmy je z krewetkami. Bardzo dobre- (89/100).

Ruiz-Clavijo Dominio O’Secreto Albariño Rías Baixas 2017 (90 zł)

Była mowa o Albariño, więc mamy je w kieliszku. Jest to wersja z pojedynczej, 1-hektarowej winnicy, która dojrzewa na osadzie przez 5 miesięcy w stalowych zbiornikach. Ten okres starzenia doskonale widać w profilu wina, którego zapach jest pełny, z delikatnymi nutami maślanymi, do których dochodzą akcenty moreli, gruszek oraz nieco kwiatów. Na podniebieniu czuć masę, ale w sukurs jej przychodzi kwasowość oraz słony, długi finisz. Wybitnie kulinarne wino, które przetestowalibyśmy do tłustszych ryb, czy drobiu w białych, maślano-śmietanowych sosach. Bardzo dobre+ (91/100).

Soto y Manrique La Orquesta Castilla y León 2016 (62 zł)

Odmiana Verdejo (którą w tej pozycji uzupełnia 10% Chardonnay) słynie z soczystych, aromatycznych win. Tutaj mamy jej inne oblicze, owoce z 25-letniej winnicy fermentują w stali, a następnie przez 10 miesięcy dojrzewają w glinianych amforach i dębowych beczkach. W aromacie rozbudowane, pełne but brzoskwiń, kwiatów, dojrzałych jabłek i gruszek. Za to w ustach zaskakująco świeże, co prawda kwasowość nie jest jakaś ekstremalnie wysoka, ale przyjemnie prezentuje się na tle ekstraktywnego, nasyconego ciała. Zwykle nie lubimy takich barokowych białych win, ale ta pozycja ma w sobie coś urzekającego. Znakomite (93/100). 

Soto y Manrique Naranjas Azules Cebreros 2017 (42 zł)

Maciek opowiadał, że Hiszpanię również opanował boom na rose. Tego dnia spróbowaliśmy dwa różowe wina, każde o zupełnie innej stylistyce. Niebieskie pomarańcze (bo tak tłumaczy się nazwa pierwszego z nich) powstały z Garnachy rosnącej na wysokości 800 metrów. W przypadku tej kategorii kluczowym elementem jest świeżość i niestety, ta pozycja zbliża się do granicy swoich możliwości. Wiśniowa owocowość zaczyna blaknąć, a zza niej wyzierają nieoczekiwane akcenty stajenne i zielone. Kwasowość wciąż spora, ale jest też nieco odstająca. Do wypicia po mocnym schłodzeniu. Dobre- (85/100).

Perdevalles Rosado Tierra de León 2017 (45 zł)

Znacie odmianę Prieto Picudo? Jeśli nie, zupełnie nie powinniście się wstydzić, uprawia się jej zaledwie 3000 hektarów w całej Hiszpanii. W kolorze o kilka tonów intensywniejsze od poprzednika, co przekłada się na charakterny, zadziorny nos spod znaku truskawek, czerwonych porzeczek i kwaskowych wiśni. Na podniebieniu świeże i żywe, ale w finiszu pojawia się jakby nie do końca czysta, zielona nuta. Dobre+ (86/100).

Rafael Cambra La Forcalla de Antonia Valencia 2016 (53 zł)

Rafael Cambra był jednym z winiarzy, który odegrał czołową rolę we wskrzeszeniu niemal wymarłej odmiany Forcalla. Swoje wino dojrzewa przez 8 miesięcy w beczkach, uzyskując aromaty konfitury z truskawek, mlecznej czekolady, wanilii, sosu balsamico i dymu. Po takim wstępie usta zaskakują, są bowiem intensywnie kwaskowe, bardzo zadziorne, nieugładzone i dzikie, domknięte dodatkowo żywymi, mocnymi taninami. Zaskakująca pozycja, świetnie powinna pasować do grillowanej jagnięciny. Znakomite- (92/100).

Finca los Frailes 1771 Casa los Frailes Monastrel Valencia 2014 (102 zł)

W roku 1771 rodzina Velázquez zakupiła winnicę w regionie Valencia, a obecnie prowadzi ją jej 13 pokolenie. Ten Monastrell trafił do beczek na 12 miesięcy, ale na szczęście jest to odmiana, która dobrze znosi pobyt w dębie. W efekcie pachnie ciemnymi owocami (dojrzałe wiśnie i śliwki), liściem laurowym, pieprzem i przyprawami (majeranek, szałwia). Co ważne, ta owocowość nie jest przemęczona i zachowuje odpowiedni poziom świeżości. W ustach pojawia się również skóra i ziemistość. Nie nasz styl, ale doceniamy solidne wykonanie. Znakomite- (92/100).

Raiz Guzman Crianza Ribera del Duero 2012 (67 zł)

Wyżynna, otoczona przez góry Ribera del Duero zyskuje w ostatnich latach coraz większą popularność. Rosnące tutaj Tempranillo korzystają z dużych różnic temperatur pomiędzy dniem, a nocą, ale również w ciągu roku (zimy są tutaj niezwykle srogie i mroźne). Nasze wino dojrzewało w beczce 15 miesięcy, ale miało już czas na spokojne ułożenie się w butelce. Ciemne, mocne, z nutami jagód, leśnej ściółki, atramentu, jodyny i balsamico. Na podniebieniu dochodzi dodatkowo wołowy rosół na kościach, umami, sporo ziół, ale i dalej mocne, atrakcyjne taniny. Kluczem do docenienia win z takich apelacji jak Ribera del Duero, czy Rioja jest ich odpowiedni wiek. Ta butelka jest w idealnym momencie do otwarcia. Bardzo dobre+ (91/100).

Bodegas y Vinedos Juan Manuel Burgos Ribera del Duero 2016 (74 zł)

Kolejna Ribera do wino powstające ze starej, 80-letniej winnicy, ale też pozycja, która w butelce spędziła znacznie mniej czasu. Stąd też dębowa ekspresja jest znacznie mocniejsza. Aromat jest na razie zdominowany przez akcenty wanilii, dymu i lakieru do drewna. Również usta choć mocne, to z owocowością schowaną, przesłoniętą przez przyprawy, suszone zioła i czernoziem. Dajcie temu winu więcej czasu, albo porządnie zdekantujcie przed spróbowaniem. Bardzo dobre- (89/100).


Doświadczenie podpowiada nam, że Maciek nie będzie miał łatwego zadania. Niszowe apelacje i mało znane odmiany nie są tym, czego Polacy zdają się oczekiwać od win z Półwyspu Iberyjskiego. Wierzymy jednak, że Wy – nasi czytelnicy nie należycie do tej kategorii. Dla Was takie freakowe pozycje to woda na młyn, tego szukacie w winnych kartach restauracji i takie wina chcecie mieć na swoich domowych półkach. Jeśli dobrze Was znamy, to będzie to kolejny adres, który właśnie dodacie do ulubionych stron w swojej przeglądarce.