Vinify – co tutaj w trawie piszczy?

Chcielibyście móc w jednym miejscu zamówić wina od kilku różnych importerów (w tym również takich, którzy normalnie nie są aktywni na rynku konsumenckim i bardzo trudno zakupić butelki z och portfolio)? Takiego internetowego projektu brakowało, a istniejący od kilku miesięcy Vinify zasypał ten ubytek.
Ekipa Vinify sprezentowała nam bon na zakupy w ich sklepie, więc mogliśmy przetestować wszystkie funkcjonalności „na żywym organizmie”.
Pomysłodawcą projektu jest Maciek, który w winnym świecie jest obecny od dawna. Stąd też wybrana przez niego selekcja nie jest przypadkowa, bo chłopak zna się na rzeczy. Najlepszą rekomendacją jest fakt, że przeglądając wina dostępne na stronie co chwila któraś z butelek zwracała naszą baczniejszą uwagę.
Sama strona internetowa Vinify jest bardzo przejrzysta. Aby nie pobłądzić w ich selekcji można wybrać oczywiście popularne filtry, jak kraj, rodzaj wina, czy cena. Ale wśród możliwości wyboru są również tak przydatne funkcje jak dobranie wina do okazji (na prezent, na wieczór, na walentynki, na chandrę itp.) oraz do jedzenia. Pewnie wielu z Was na takie kategorie może patrzeć z przymrużeniem oka, ale pamiętajcie, że dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z winami, każda taka podpowiedź jest na wagę złota. Cieszy również, zgodnie zresztą z najnowszymi trendami, szeroka selekcja win naturalnych, w tym pomarańczowych, macerowanych na skórkach.
Dodatkowo oprócz samej oferty win, na stronie znajdziecie również edukacyjne teksty traktujące o różnych odmianach, krajach winiarskich, łączeniu wina z jedzeniem. Znamy większość piszących dla Vinify autorów, więc również o jakość i zawartość merytoryczną artykułów nie musicie się martwić.
Sam proces zamówienia przebiega bez zastrzeżeń, każdy krok jest intuicyjny, a dostawa odbyła się bardzo sprawnie. Dodatkowo wina są zapakowane w naprawdę elegancki papier, nadają się od razu do wręczenia jako prezent – lubimy takie drobne akcenty świadczące o przykładaniu wagi do każdego szczegółu. Na butelkach znajdziecie też kod QR, który przenosi Was na opis danego wina na stronie.

Spróbowane wina

Kumpf et Meyer Crémant d’Alsace Extra Brut 2018 (104 zł)

Na pierwszy ogień poszedł musiak z Alzacji wyprodukowany w 75% z auxerrois, uzupełnionego o chardonnay. Ma bardzo ciekawy, dymny nos z dodatkiem akcentów pieczonych jabłek. Usta kwaskowe, szczupłe, również z nutami pieczonymi. Całość jest surowa, mineralna, przy tym zaś bardzo czysta. Do tego znajdziemy dobre musowanie i przyjemną grejpfrutową goryczkę w finiszu. To wino dla osób błądzących po mniej utartych szlakach. Bardzo dobre+ (91/100).

Gaia Agiorgiotiko 14-18h Rose Nemea 2020 (59 zł)

Choć producent słynie zwłaszcza ze swoich win z Santorini, to posiada również posiadłość na Peloponezie, w apelacji Nemea. To właśnie stąd, a dokładnie z subregionów Koutsi i Asprokampos pochodzą grona agiorgiotiko użyte do produkcji tego wina. Jak wskazuje sama nazwa, maceracja na skórkach trwała 14-18 godzin, co przekłada się na bardzo wyrazisty kolor wina. Aromat jest dość powściągliwy, z ulotnymi mgnieniami wiśni i niedojrzałych truskawek. Usta soczyste, wręcz cytrynowe, z czystym, chrupkim, pobudzającym ślinianki posmakiem. Choć nasycony kolor sugeruje większą masę, to wino bazuje na swojej wyrazistej kwasowości i lekkości, wręcz ulotności. Dobre+ (88/100).

Antonutti Vini Refosco dal Peduncolo Rosso Friuli 2018 (54 zł)

Bardzo lubimy odmianę refosco, popularną we Friuli i zachodniej Słowenii, dającej zwykle wina, w którym łączą się nuty ciemnych owoców z ziemistością. Tutaj odmiana dojrzewa jedynie w stalowych zbiornikach i częstuje nas wspomnianymi typowymi ciemnymi owocami (dojrzałe wiśnie i śliwki), do tego ziołami, liściami laurowymi, podsmażonymi truskawkami. Usta są przyjemnie soczyste, słodkawe, owocowe, choć dość proste. Z kolejnym kieliszkiem staje coraz bardziej taniczne, wyrazistsze. Dobre+ (88/100).

Maso Maroni Valpolicella 2019 (59 z)

Na koniec czas na inne wino w owowocym stylu, tym razem z Veneto. W składzie znajdziemy klasyczny kupaż corviny, corvinone i rondinelli. W pierwszej chwili przykurzone, ściśnięte, zdecydowanie wymaga mocnego napowietrzenia (my po prostu kilka dobrych minut kręciliśmy kieliszkami, ale nie zaszkodziłaby mu też dekantacja). Wtedy pojawiają się dojrzałe czereśnie, truskawki i maliny, z dodatkiem odrobiny fiołków. Radosne, świeże, mocno kwaskowe. Jest przyjemnie potoczyste, ale z dość wyraźnymi jak na podstawowy poziom Valpolicella garbnikami. Bardzo dobre- (89/100).
Specjalnie postanowiliśmy wybrać butelki z kategorii stosunkowo ekonomicznej (no może nieco zaszaleliśmy w przypadku musiaka, ale tutaj usprawiedliwieniem takiej ceny jest oczywiście tradycyjna metoda produkcji). Zawsze powtarzamy, że z takiej perspektywy najlepiej ocenić selekcję danego producenta, czy też importera. W tym przypadku ocena wypadła oczywiście pomyślnie.