Trzy wina z trzech marketów

Pewnie zauważyliście, że ostatnio prawie nie piszemy o winach „marketowych”. Zresztą nie raz słyszeliśmy już, że nasz blog przez to traci, bo większość wpisów traktuje o winach niedostępnych w Polsce. Taka nasza droga nie wynika ze snobistycznego podejścia, ale po prostu dysponujemy sporą ilością materiałów z naszych podróży i „grzechem” byłoby się tym z Wami nie podzielić. Zresztą liczymy, że prędzej, czy później odwiedzeni winiarze znajdą się na krajowych półkach i wtedy wpis macie jak znalazł. Wracając do meritum dzisiejszego posta, nie przesadzajmy z tymi „niedostępnymi” winami, bo co jakiś czas kupujemy też butelki od polskich importerów i zaglądamy również do supermarketów, a jako, że ostatnio znaleźliśmy trzy dość ciekawe pozycje, to postanowiliśmy tym razem o nich opowiedzieć.
Carrefour i francuski musiak
Funkcjonujące w Polsce sieci marketów z francuskim kapitałem, takie jak Auchan, Leclerc, czy właśnie Carrefour są zwykle dobrym miejscem, aby w rozsądnych cenach zaopatrzyć się w wina z tego kraju. Zwykle dostaniecie tam również specjalne serie etykiet produkowane na zamówienie danej marki, lub przez nią polecane. Może nie są to jakieś wielkie butelki, ale ich plusem jest typowość i dobra relacja jakości do ceny. Próbowaliśmy już sporo takich etykiet i rzadko byliśmy nimi zawiedzeni. Tym razem szybki wypad do sklepu po musztardę, skończył się zakupem poniższego crémanta.
Crémant to najogólniej mówiąc określenie na francuskie wina musujące powstające metodą klasyczną poza Szampanią (bo tylko wina z tego regionu mogą nazywać się szampanami). Do popularnych miejsc, gdzie powstają zalicza się Dolinę Loary, Alzację, Jurę, czy właśnie Burgundię, skąd pochodzi spróbowana przez nas pozycja. W składzie wina mamy typowe odmiany używane do produkcji musiaków, a więc Chardonnay i Pinot Noir.
Domaine Gracieux Chevalier Crémant de Bourgogne Brut (34,99 zł, Carrefour)
W nosie przyjemny miks akcentów drożdżowych (chlebowa skórka, brioszka, tosty), uzupełnionych o cytrynowo-jabłkowy owoc. W ustach pojawia się więcej czerwonych owoców, co oznacza spory udział Pinot Noir w kupażu. Mamy tu poziomki, maliny, kwaskowe wiśnie, ale i jeszcze raz sporo cytryn. W finiszu delikatnie goryczkowe, dymne, drewniane. Można mieć jednak zastrzeżenie do musowania, gdyż bąbelki znikają z kieliszka zaskakująco szybko. Jednak w swojej cenie naprawdę porządnie zrobione wino. Dobre+ (88/100).
Lidl i egerska bycza krew
W zasadzie bez większego rozgłosu Lidl niedawno wprowadził na swoje półki jedno z lepszych win, jakie mieliśmy okazję tam znaleźć, od dobrych kilku miesięcy. Tym razem sięgnięto po Węgry, do jednego z czołowych producentów z Egeru, a więc Bolyki. To nie nowość, bo swojego czasu w tej sieci dostępne było już białe wino tego producenta, a teraz postanowiono sięgnąć jeszcze po słynnego Egri Bikavéra.
Za sprawą czasów już słusznie minionych, bycza krew z Egeru kojarzona była w Polsce nie najlepiej, jednak ostatnie kilka-kilkanaście lat to okres, gdy lokalni winiarze włożyli mnóstwo pracy, aby odbudować reputację regionu i powstających tu win. Zgodnie z regułami apelacji Egri Bikavér powstaje z co najmniej trzech odmian, przy czym tą dominującą musi być Kékfrankos (w Austrii znany jako Blaufränkisch), a cały kupaż powinien dojrzewać w beczkach przez minimum 6 miesięcy. W naszym przypadku obok wspominanego szczepu mamy dodatek Merlota, Zweigelta, Caberneta Franc, Portugiesera i Blauburgera, które dojrzewały w dużych beczkach przez 18 miesięcy.
Bolyki Egri Bikavér 2016 (24,99 zł, Lidl)
Zaczyna się bardzo żywiołowo, owocowo – nutami wiśni, śliwek i porzeczek. Usta kwaskowe, ziemiste, z przyjemną chropowatą taniną. Dość lekkie (zaledwie 13% alkoholu – super), soczyste, porzeczkowe. Jedynie w tle możemy wyczuć delikatne nuty beczkowe. Naprawdę dobre wino, które podalibyśmy nawet do obecnie królującej na stołach pieczonej gęsiny. Bardzo dobre- (89/100).
Aldi i południowy rodańczyk
Zakup tego wina był dla nas nie lada wyzwaniem. W samej Warszawie znajdziemy bodajże trzy sklepy tej sieci, a każdy z nich jest odległy o dobre kilkanaście kilometrów od naszego mieszkania. Na szczęście niedawny dłuższy weekend spędziliśmy na odwiedzinach rodziny i wtedy trafiła się okazji, by wejść do Aldiego i zobaczyć, co tam piszczy w trawie. Nasz wzrok od razu przyciągnęła etykieta od jednego z najbardziej znanych négociantów z Doliny Rodany – M. Chapoutiera.
Michael Chapoutier to prawdziwy człowiek-instytucja, a jego firma poza posiadaniem winnic, albo skupowaniem gron z niemalże każdej apelacji Doliny Rodanu (to była jego kolebka), posiada posiadłości w Niemczech, Prowansji, Burgundii, Alzacji, Langwedocji, Hiszpanii i Portugalii, a nawet Australii! A i tak pewnie jeszcze coś pominęliśmy… Co jednak warte odnotowania, zwykle kupując wino od Chapoutiera ryzyko przysłowiowej wtopy jest minimalne.
M. Chapoutier Côte du Rhône 2018 (26,99 zł, Aldi)
Tę etykietę Michael Chapoutier przygotował specjalnie dla sieci Aldi, a znajdziemy tu odmiany typowe dla południowej części Doliny Rodanu, z przewagą Grenache. Co warte odnotowania, w Niemczech wino kosztuje 4,99 eur, więc na tym tle polska cena jest jak najbardziej uczciwa. Pachnie mocno owocowo – czerwonymi porzeczkami, truskawkami, malinami, wiśniami. Do tego dochodzą tony ziemiste, nieco zwierzęcej sierści i ziół. Na podniebieniu soczyste, niezbyt mocno skoncentrowane, z drapiącymi taninami i odrobinę wystającym w finiszu alkoholem. Szczere, choć proste wino, świetne do pizzy (przetestowane!) i makaronu w pomidorowym sosie. Dobre (87/100).
Cieszy fakt, że coraz częściej na marketowe, czy dyskontowe półki trafiają wina od uznanych marek, zwykle w atrakcyjnych cenach. Nam oczywiście zależy na dalszej popularyzacji kultury winiarskiej w Polsce (był to dla nas główny cel założenia bloga), a dostępność w szerokiej dystrybucji niezłych win w przyjemnych rejestrach cenowych, to jedna z najlepszych dróg, by go realizować.