Trzej warci poznania producenci z Węgier

Udostępnij ten post

Wina z Węgier coraz mocniej rozpychają się na naszym winiarskim rynku. Pomaga im w tym sentyment, który wciąż obserwujemy u Polaków, ale i poprawiająca się corocznie jakość madziarskich win. Już nie tylko Tokaje, czy wina z Egeru, ale również pozycje z pozostałych regionów zajmują półki w sklepach specjalistycznych, ale i dyskontach (kilka lat temu selekcja w Lidlu w wydatny sposób doprowadziła do wzrostu zainteresowania winami z tego kraju, co podkreślało wielu importerów, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać).

Niedawna degustacja „Wina węgierskie – the best of” była okazją, by poznać producentów w większości jeszcze niedostępnych nad Wisłą, spośród których wybraliśmy trójkę, która powinna przyciągnąć uwagę importerów chcących rozwijać swoje portfolio, ale i Waszą, gdybyście w najbliższym czasie wybierali się na Węgry i znaleźli te butelki w tamtejszych sklepach.


Badacsony

Ten region winiarski nazwę swoją bierze od charakterystycznej bazaltowej góry, będącym postwulkanicznym tworem wyraźnie odznaczającym się na tle Jeziora Balaton, rozlewającego się niemal u jej stóp. Na zboczach kilku okolicznych wzniesień przycupnęły winnice, a produkcja win datowana jest tutaj od czasów średniowiecza. Olbrzymi zbiornik wodny jakim jest Balaton (jego długość to ok. 80 kilometrów) odgrywa dominującą rolę w kształtowaniu miejscowego mikroklimatu. Łagodzi wpływ chłodny północnych wiatrów, ale i redukuje różnice temperatur pomiędzy dniem a nocą. Tym samym powstające wina są dość pełne, mocno zbudowane i kluczem jest dla nich zachowanie odpowiedniej kwasowości. Badascony i inne okoliczne wzgórza (Tóti, Szent György, Szigliget, Csobánc, Gulács, Haláp, Örsi i Ábrahám) to pozostałości stożków wulkanicznych, więc i gleba ma ten charakterystyczny rys, w którym dominują bazaltowe skały, przemieszane z warstwami gliny i lessu.

Gilvesy Pincészet

Siedzibą producenta jest stara winiarnia należąca niegdyś do arystokratycznej rodziny Esterházy, a winnice zlokalizowane są głownie wokół wzgórza Szent György, położonego nieco na północ od Badascony. Całość obejmuje 25 hektarów, zdominowanych jak w całym regionie przez białe odmiany winorośli.

Gilvesy Bohém Cuvée 2017

To mieszanka Olaszriezlinga (Welschriesling), Szürkebarat (Pinot Gris), Sauvignon Blanc, Rajnai Rizlinga (Riesling) i Furminta. Całość winifikowana jest jedynie w stali. Z delikatnym aromatem jabłek i gruszek na ziołowym tle. Ciało ładnie skoncentrowane, może niezbyt kwaskowe, ale też nie daje wrażenia braku zbalasowania. Delikatnie goryczkowy finisz. Dobre (87/100).

Gilvesy Rajnai Rizling 2017 

Cześć wina fermentuje spontanicznie, a całość następnie dojrzewa przez kilka miesięcy na osadzie. W aromacie dość podobne do poprzednika, ale koncentracja jest o poziom wyższa. W ustach czyściutkie, świetnie kwaskowe, z akcentami papierówek i kilkoma kroplami soku z cytryny. Dobre+ (88/100).

Gilvesy Tarányi Rajnai Rizling 2017 

Na siedlisku Tarányi, zlokalizowanym bezpośrednio obok winiarni, znajdziemy najstarsze krzewy Rieslinga, które są w posiadaniu producenta (wiek do 40 lat). Gleba to głownie less, ale ze sporymi bryłami bazaltu. Po zebraniu winogrona fermentują spontanicznie, a następnie przez 7 miesięcy dojrzewają w 500-litrowych węgierskich beczkach. Od pierwszego łyku można dostrzec mocną strukturę i koncentrację. Wino jest nasycone, smakuje gruszkami, słodkimi jabłkami i ziołami, ale przy tym ma piękną elegancję i ciągnący się długo po jego przełknięciu mineralny finisz. Bardzo dobre+ (91/100).

Gilvesy Váradi Furmint 2017 

Tu mamy pozycję pochodzącą z pojedynczej parceli, leżącej na południowo-wschodnich stokach Szent György, w przeszłości wykorzystywaną jako pastwisko dla owiec i kóz. Fermentacja winogron rozpoczyna się w stali, a następnie kontynuowana jest w 500-litrowych beczkach, gdzie wino spędza kilka miesięcy na osadzie. Idzie w stronę akcentów jabłek, nawet delikatnie poobijanych, opadłych już z drzewa. Struktura nieco mniej rozbudowana od poprzednika, choć również wybija się kwasowość i ten przyjemny dla wszystkich win producenta mineralny sznyt. Bardzo dobre- (89/100).

Gilvesy Martinus Tóhely Olaszrizling 2017

Winiarz posiada również winnice w leżącym wciąż nad Baltonem, choć dalej na wschód regionie Baltonfüred-Csopak i pochodzące stąd wina wyróżnia oznaczenie „Martinus” oraz inne etykiety. Klimat jest tu podobny do Bodascony, ale ukształtowanie terenu już nieco inne. Winnice stopniowo wznoszą się od Balatonu w kierunku północnym, korzystając z południowej ekspozycji i świetnego nasłonecznieniu. Olaszrizling jest najpopularniejszą białą odmianą, tutaj pokazującą owocowość słodszą od poprzedników, idącą w stronę moreli i mirabelek. W ustach dochodzi do tego również odrobina jabłek i wciąż wysoka kwasowość. Całość wydaje się jeszcze schowana, niegotowa do pokazania pełni klasy. Dobre+ (88/100).

Gilvesy Martinus Kékfrankos Rosé 2018

Producent uprawia niewielkie ilości tak lubianego przez nas Blaufränkischa, znanego na Węgrzech jako Kékfrankos, tutaj przedstawionego w różowej wersji. Wino jest młodziutkie, zabutelkowane zaledwie kilka tygodni temu, jeszcze nie do końca poukładane. Pachnie soczyście – truskawkami i poziomkami. Zalotne, kwaskowe, żywe i radosne. Dobre (87/100).

Gilvesy Martinus Kékfrankos 2017

Tą samą odmianę można było też spróbować w już „czerwonej” wersji dojrzewającej przez 12 miesięcy w 500-litrowych beczkach. Tu owoc był mocniejszy, bardziej skoncentrowany, idący w kierunku dojrzałych truskawek i ciemnych wiśni. Na podniebieniu z delikatną zielonością, ale nie przesłania ona soczystości i zadziornych, żywych tanin. Świetna wersja Kékfrankosa, owocowa i nieprzytłumiona przez dąb. Bardzo dobre (90/100).

Szászi Birtok

Ta 20-hektarowa posiadłość prowadzona jest organicznie, a obok produkcji win rodzina zajmuje się również prowadzeniem dwóch pensjonatów i restauracji (ponoć najlepszej w okolicach Szent György). Winorośle są uprawiane organicznie.

Szászi Cserszegi Füszeres 2018

Cserszegi Füszeres to odmiana będąca krzyżówką Irsai Olivéra i Roter Traminera, wyhodowana na Węgrzech w latach 60-tych ubiegłego wieku. Użycie jako rodziców dwóch tak aromatycznych odmian daje o sobie znać pod postacią akcentów kwiatowych i słodkich gruszek. Na podniebieniu już inne, mocniej kwaskowe, jabłkowe, z czystym, świeżym finiszem. Dobre (87/100).

Szászi Zenit 2018

Kolejna węgierska krzyżówka jaka trafiła do kieliszków to Zenit, który powstał znów od rodziców: Ezerjo i Bouvier. Aromat jest bardzo ciekawy, z jednej strony znajdziemy owoce tropikalne (mango), ale też pigwę i bardzo dojrzałe, słodkie jabłka. W kontraście, na języku z mocną kwasowością i stosunkowo lekkim ciałem. Interesujące i na pewno nieszablonowe. Dobre+ (88/100).

Szászi Bodascony Olaszrizling 2017

To wino na tle poprzedników wydało się dość proste. Co prawda pojawia się nieco gruszek i jabłek, ale brakuje zarówno mocniejszego zaakcentowania aromatów, jak i lepszej koncentracji w smaku. Być może siedząc nad brzegiem Balatonu nadałoby się do bezrefleksyjnego popijania, ale jednak producent ma do zaoferowania znacznie ciekawsze pozycje. Średnie (85/100).

Szászi Szigligeti Olaszrizling 2017

Dla podkreślenia kontrastu z poprzednim winem, ten Olasz z winnic ze stoków Szigliget pokazuje zupełnie inny charakter. Mamy tu gruszki, mirabelki i słodziutkie jabłka. Imponuje świetna koncentracja i sycąca struktura, w której nie brakuje jednak podanej w odpowiedniej dawce kwasowości. Bardzo dobre (90/100).

Szászi Kéknyelü 2017

Odmiana Kéknyelü jest dość stara, ale została niemal zapomniana dla winiarstwa. Pod koniec zeszłego wieku zachowało się jej zaledwie około 40 hektarów, właśnie w regionie Badascony. Przyczyną był fakt, że w przeciwieństwie do większości szczepów winorośli, Kéknyelü nie posiada na jednym krzewie zarówno kwiatów męskich jak i żeńskich. Wymagało do sadzenia krzewów naprzemiennie, w jednym rzędzie umieszczano te z kwiatami męskimi, a w kolejnym te z żeńskimi (z odmiany Budai Zöld). Dodatkowo krzewy żeńskie rodzą znacznie mniejsze grona, nie do końca nadające się do winifikacji. Wszystko to nie zachęca do uprawy odmiany, a szkoda, bo rodzi ona naprawdę ciekawe wina. Spróbowana pozycja ma pełne ciało zbudowane w oparciu o akcenty gruszek i jabłek, ale zaraz skontrowane przez wysoką, cytrynową kwasowość. Dobre+ (88/100).

Szászi Rózsakö 2017

Rózsakö to odpowiedź na problemy, o jakich pisaliśmy przy poprzednim winie. Jest to bowiem krzyżówka Kéknyelü z Budai Zöld, która posiada już kwiaty obu płci. W zasadzie wydało się nam nawet ciekawsze od swojego rodzica, ładnie aromatyczne (jabłka plus kwiaty). Na podniebieniu zaś lepiej zbudowane, nawet nieco obłe, ładnie nasycone. Kończące się przyjemnie chrupkim, jabłkowym posmakiem. Bardzo dobre- (89/100).

Szászi Zeus-Ottonel Muskotály 2017

Zeus to podobnie jak Zenit krzyżówka wyhodowana w latach 50-tych ubiegłego wieku przez Ferenca Király. Nie jest jakoś bardzo rozpowszechniona, bowiem w 2008 roku w całych Węgrzech uprawiano jej zaledwie 18 hektarów. Tu zmieszano ją z Muscatem dając wino pachnące morelami, białymi kwiatami i gruszkami, ale na podniebieniu w wytrawnej, zaskakująco kwaskowej wersji. Świeże, ale i dość proste. Dobre (87/100).

Szászi Zeus Late Harvest 2017

Nadspodziewanie zasmakowało nam to wino pachnące morelami i miodem lipowym. Ma świetny ekstrakt, ładny ciężar na języku, ale też kwasowość, która sprawia, że nie jest żaden przesłodzony ulepek. Cukru jest w sam raz by zachęcić do drugiego kieliszka, ale nie zasłodzić całej palety. Bardzo dobre+ (91/100).

Szászi Cabernet Franc 2017

Jedyne czerwone wino producenta fermentuje, a następnie dojrzewa przez 6 miesięcy w dużych beczkach. Jest owocowe, soczyste, z nutami porzeczek i wiśni posypanymi grubo zmielonym czarnym pieprzem. W ustach dochodzi również nieco nut zielonych i paprykowych. Całość wydaje się nie do końca dojrzała, ale przy tym diabelnie smaczna. Spróbowalibyśmy do deski lokalnych wędlin. Dobre+ (88/100).


Sopron

Położony na cyplu wciśnięty w Austrię Sopron może poszczycić się ciekawą historią. Po upadku cesarstwa Habsburgów, na mocy traktatu z Trianon miał on przypaść właśnie Austrii, ale nie spodobało się to mieszkańcom, którzy na terenie miasta i okolicznych terenów utworzyli quasi państwo pod nazwą Lajtabánság. Ostatecznie wymusili przeprowadzenie referendum, podczas którego Sopron opowiedział się za pozostaniem częścią Węgier, na pamiątkę czego miasto otrzymało dumny tytuł „najbardziej lojalnego miasta Węgier”. Pograniczne położenie wpływa na tradycje winiarskie, uprawia się tutaj bowiem odmiany typowe dla austriackiego Burgenlandu, a więc Blaufränkischa, Zweigelta i nieco Grüner Veltlinera. Klimat jest nieco chłodniejszy niż w pozostałych częściach Węgier i stosunkowo wilgotny (również za sprawą leżącego zaraz na północy Jeziora Nezyderskiego.

Linzer-Orosz Borászat

To nowy projekt, który wystartował w 2018 roku, jednak jego twórcy (Samuel Linzer oraz bracia Peter i Csaba Orosz) z winiarstwem mają do czynienia już od jakiego czasu.

Linzer-Orosz Soproni Zöldveltelini 2018

Zöldveltelini to węgierska nazwa Grüner Veltlinera, a więc białego króla austriackiego winiarstwa. W wersji spod Sopronu jest to wino jabłkowo-ziołowe z niewielkim dodatkiem cytrym. Na podniebieniu dość lekkie i proste, nieskomplikowane, ale przyjemnie pijalne. Dobre (87/100).

Linzer-Orosz Soproni Olaszriezling 2018

W aromacie jakby wycofane, dopiero po kilku mocniejszych ruchach kieliszka wyłania się z niego odrobina gruszek i jabłek. Imponuje w tym winie piękna kwasowość, która sprawia, że całość jest bardzo ożywcza i rześka. Niby nic specjalnego, ale pije się je z prawdziwym smakiem. Dobre+ (88/100).

Linzer-Orosz Soproni Kékfrankos Rosé 2018

Ponownie mamy do czynienia z Kékfrankosem w różowej wersji. W porównaniu do butelki od Gilvesy koncentracja nut owocowych jest nieco niższa. Wino jest świeże, pachnące poziomkami, malinami i kwaskowymi wiśniami. W ustach subtelne, dosyć zwiewne, z przepływającą przez całe podniebienie mocną, kwaskową nutą. Do wiosennej sałatki z nowalijek byłoby jak znalazł. Dobre (87/100).

Linzer-Orosz Soproni Kékfrankos 2018

Podczas powstawania wina używano jedynie stali, bez udziału beczek. Dzięki temu możemy zapoznać się z czystą, owocową ekspresją odmiany. Podoba się nam w nim wiśniowy nerw na świetnym ziołowo-ziemistym tle. Pojawia się również sporo zielonej papryki i nieco matowy, grafitowy finisz. Typowe wino pod zimne wędliny i miękkie sery. Dobre+ (88/100).

Linzer-Orosz Professor 2017

Zweigelt to odmiana, którą lubimy w bezbeczkowej wersji, takiej jak w przypadku poprzednika. Tymczasem tu mamy wino, które potraktowano zdecydowanie dębem. Kojarzy się nam ze spacerem po jesiennym lesie, gdzie pod stopami mamy butwiejące już, zeschłe liście, a zza drzew dochodzi zapach grzybów i dymu z ogniska nad którym pieką się kiełbaski. Do właśnie takich grillowanych, czy smażonych kiełbasek pasowałoby lepiej, niż pite przez nas solo. Dobre- (86/100).

Linzer-Orosz PS Kékfrankos 2015

Świetny, mocno skoncentrowany Blafränkisch, który spokojnie mógłby rywalizować ze swoimi braćmi z południa Burgenlandu. Pachnie dojrzałymi wiśniami, śliwkami, z delikatnym mgnieniem porzeczek. Na podniebieniu ponownie z chrupkimi wiśniami i świetnym ziemistym posmakiem. Dobrze skoncentrowane, ale przy tym wciąż soczyste i świeże. Bardzo dobre (90/100).


Sopron i Badascony, dwa regiony, które mamy bardzo słabo zbadane, zaskoczyły nas jakością produkowany win. Czy to znak, że czas pojechać na Węgry?