Trochę inne Nebbiolo – Travaglini Gattinara Tre Vigne 2008

Udostępnij ten post

Nieskromnie zaczniemy od pochwalenia się przed Wami naszym debiutem jako prowadzących degustację. W ostatni piątek Robert miał przyjemność wystąpić przed licznie zgromadzonymi gośćmi w winiarni 13Win, gdzie przedstawił wina z piemonckiej winnicy Paolo Manzone. Może nie będzie to ostatnia okazja, żeby posłuchać nas na żywo. Stay tuned…

W weekend postanowiliśmy pozostać w klimacie Piemontu. Opuściliśmy jednak region Langhe i przenieśliśmy się bardziej na północ, nad rzekę Sesia. Na obu jej brzegach rozłożyły się apelacje, które może nie są tak popularne jak Barolo, Barbaresco, Roero, Langhe, czy Gavi, jednak dają wina co najmniej tak samo ciekawe, a zazwyczaj znacznie przystępniejsze cenowo. Króluje tutaj odmiana Spanna, nie jest to jednak jakiś nowy, lokalny szczep. Pod tą nazwą ukrywa się bowiem znane fanom Piemontu Nebbiolo. Dominujące tutaj gleby to żwiry pochodzenia wulkanicznego. Skoro jesteśmy na samym przedgórzu Alp nie dziwi fakt, że pochodzące stąd wina są nieco chłodniejsze, bardziej skromne i kostyczne niż ich krewniacy ze wzgórz Langhe.

Tutejsze apelacje to: Colline Novaresi, Fara, Sizzano, Ghemme, Boca, Coste della Sésia, Gattinara, Bramaterra i Lessona. Bez wątpienia najsłynniejsza z nich to właśnie Gattinara, skąd też pochodzi butelka, która otworzyliśmy. Wina produkowane w Gattinarze mogą zwierać do 90% Spanny oraz co najwyżej 10% Bonardy lub 4% Vespoliny. Tym razem nie sięgamy po jakiegoś nieznanego, anonimowego producenta, tylko po najjaśniejszą gwiazdę apelacji – Travaglini.

Producent datuje swoje początki od 1920 roku. Dziś posiada 44 hektary winorośli, obsadzone przes Spannę oraz Vespolinę i Uva Rara. Charakterystyczna dla tego producenta jest falista, niespotykana nigdzie indziej butelka. Została stworzona w 1958 roku i w zamyśle Giancarlo Travagliniego miała na celu zatrzymanie ewentualnego osadu w butelce podczas nalewania wina, co miało wyeliminować konieczność jego dekantowania.

_DSC6007Gattinara Tre Vigne 2008 (zakupione w Magia del Vino w cenie 119 zł) powstaje jedynie w najlepszych rocznikach, w 100% z winogron z odmiany Spanna (Nebbiolo). Winogrona zabrane z krzewów rosnących na wysokości 320 – 420 m.n.p.m. przez 15 dni są macerowane w stalowych zbiornikach w kontrolowanej temperaturze. Następnie 80% wina dojrzewa przez 3 lata w typowych dla Piemontu, dużych beczkach ze slawońskiego dębu, a pozostała cześć we francuskich baryłkach.

W kieliszku z delikatnie ceglanym poblaskiem świadczącym o ewolucji. Dawno zresztą nie mieliśmy do czynienia z butelką, która tak pięknie rozwijała się z każdą nalewaną porcją. Początkowo, przez pierwsze kilkanaście minut dość zamknięte. Później zaczyna się otwierać, najpierw pojawiają się akcenty owocowe, po mniej więcej 30 minutach do głosu dochodzi pieprz i nuty przypraw. Po kolejnej półgodzinie dzieje się już tyle, że trudno jest wyłowić poszczególne elementy. Mamy nuty ziemiste, skórę, dym z ogniska, ściółkę, sos sojowy, lukrecję, wędzone mięso, ziele angielskie. Owoc jest na dalszym planie – suszone śliwki i pojawiające się przebłyski malin. Usta z taninami, których nie powstydziłoby się wino znacznie młodsze. Chwytają język w swój uścisk utrzymujący się przez kilka minut po przełknięciu wina. Do tego pojawia się zrównoważona kwasowość, ale zawiedliby się ci, którzy szukają nadmiernego epatowania owocami. Mamy tu co prawda delikatnie mgnienie wiśni, jednak to znów skórzano-ziemiste elementy nadają charakter tej butelce. Jak to w przypadku Nebbiolo zwykle była, wino nie ma za wiele ciała, ale jego siła tkwi w rozpostartej jak muślinowa chustka na wietrze, powietrznej, zmieniającej się, migoczącej strukturze.

Robert: Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że ten 8-letni rocznik będzie wciąć za młody. Tutaj taniczny uścisk jest na tyle mocny, że trzeba mieć sobie w dużo miłości dla takich win, aby móc go znieść. Ja taki styl lubię i dlatego byłem pod olbrzymim wrażeniem klasy, rozbudowania i jednocześnie (paradoksalnie) lekkość tej butelki. Prawdziwie wielkie wino, które spokojnie można odłożyć do piwnicy na kolejne 8 lat. 

Marta: Robert się nie pochwali, ale ja mogę Wam powiedzieć, że jego debiut w roli prowadzącego dał nam dużego kopa do poszerzania winnej wiedzy i jednocześnie dzielenia się nią z Wami. Chcielibyśmy też częściej móc dzielić się takim perełkami jak Tre Vigne. Trudno mi nazwać wszystkie części składowe, które zsumowane stanowią o sile, czy wręcz magii tej butelki. To wino, które nie muszę nawet pić, wystarczy, że mogę nasycać się jego zapachem. Oby więcej takich butelek trafiało się nam na winnym szlaku.


Podsumowanie:

Zaznakomicie oddana esencja szczepu.

Przeciwwciąż jeszcze za młode.

Ocena – bardzo dobre+.