Toskania z Winemates

Wydaje się, że nie ma bardziej wymownego, widokowo regionu winiarskiego niż Toskania. Pod względem turystyczno-krajoznawczym, bez dwóch zdań mało miejsc może się z nią równać. Mamy tu Chianti z przepięknie falującymi „pagórkami” i pokrywającymi je szeregami winorośli, śliczne miasteczka na wzgórzach, takie jak Montalcino, Montepulcino, czy choćby San Gimigliano i rozlokowane wokół nich winnice . Do tego pełne zabytków miasta, wystarczy wspomnieć o Florencji, Sienie, Arezzo, Lucce, Cortonie czy Volterze. To wszystko prawda, jednak gdy przyjrzymy się bliżej toskańskim winom, sytuacja przestaje być taka idylliczna. Zwłaszcza region Chianti, już dawno przestał kojarzyć się jednoznacznie z równą jakością, a raczej koniecznością uważnego poszukiwania butelek, które wyróżniają się z masy powstających tam kiepskich przypadków…turyści nierzadko dają się złapać na chianti w koszyczku.
Na szczęście kolejna degustacja win z portfolio Winemates pokazała, że odpowiednia selekcja daje znakomite rezultaty, a winiarska Toskania to po prostu potęga. Spotkanie odbyło się jak zwykle w restauracji Superiore, a do prezentowanych butelek zostały dobrane potrawy inspirowane toskańską kuchnią.
Vermentino to jedna z tych niedocenianych, wciąż mało znanych w Polsce odmian, które przy odpowiedniej winifikacji daje świetne, lekkie i kwasowe wina, idealnie sprawdzające się do dań z owocami morza i ryb. W Toskanii jest uprawiany głównie na wybrzeżu (jest do zresztą szczep lubiący bliskość morza), a bardzo dobre rezultaty daje zwłaszcza na pograniczu z Ligurią, w regionie zwanym jako – Colli di Luni. Odwiedziliśmy tam w sierpniu sporej wielkości producenta, Cantina Lunae, a Winemates zaprezentowali butelkę pochodzącą od znacznie mniejszego winiarza – Ottaviano Lambruschi Vermentino Colli di Luni 2015 (sugerowana cena detaliczna 98 zł). Ottaviano w latach 70-tych ubiegłego wieku postanowił porzucić dotychczasowe zajęcie, nabył na początek 2 hektary winorośli i rozpoczął wraz ze swoim bratem Alexandrem produkcję win. W kolejnej dekadzie do rodzinnego biznesu dołączył syn Ottaviano, Fabio, który posiadał już rolnicze doświadczenie. Stopniowo powiększali ilość posiadanych winnic, dochodząc ostatecznie do 10 hektarów. Próbowane Vermentino było bardzo delikatne, lekko ziołowe, ale i soczyste. Mineralne, z krystaliczną czystością i świeżością. Takie interpretacje Vermentino uwielbiamy. Dobre+.
Zwykle nie należy spodziewać się wiele po butelkach oznaczonych po prostu jako Vino Rosso i to bez wskazania roku zbiorów. Z drugiej strony przecież nie raz piliśmy w trattoriach „wina domowe”, które dawały naprawdę dużo niewymuszonej radości. Lambardi Rosso Toscano 2013 (46,50 zł) to odpowiedź na lata kryzysu, które dopadły również mieszkańców Półwyspu Apenińskiego i zmusiły ich do poszukiwania tańszych odpowiedników pijanych wcześniej win. Mauricio Lombardi butelkuje swoje najprostsze wino ze czystego Sangiovese bez oznaczania rocznika, ale tutaj importer przekazał, że pochodzi ono z roku 2013. Jest proste, szczerze owocowe z nutami chrupkich wiśni. Na podniebieniu kwaskowe, mało skoncentrowane, ale z drapiącymi taninami. Chłopskie, rustykalne i bardzo autentyczne. Jakbyśmy pili z gąsiorka w jakiejś lokalnej knajpie wspomniane vino di tavola. Podane z bardzo smacznym wołowym tatarem z kaparami, anchois, gorczycą i twardym serem pokazało jeszcze więcej kwaskowego owocu, ale i nieco pieprznej pikanterii. Dobre.
Panzano in Chianti, to miejscowość leżąca niemal w samym centrum regionu Chianti Classico, dość wysoko, mniej więcej na 450 metrach (jest to jeden z najwyższych punktów w apelacji). Posiadłość Le Cinciole liczy łączenie 30 hektarów, z czego 13 hektarów zajmują winnice, a produkcja to nieco ponad 30 tysięcy butelek rocznie. Le Cinciole Cinciorosso IGT Toscana 2012 (71,20 zł) to pochodzący z młodszych krzewów kupaż 70% Sangiovese uzupełnionego o 15% Caberneta Sauvignon, 10% Syrah i 5% Merlota. Fermentacja i dojrzewanie ma miejsce w cementowych zbiornikach, a wino jest wypuszczane na rynek 12 miesięcy wcześniej niż pochodzące z tego samego roku Chianti Classico. W kieliszku o nutach chrupkich wiśni oraz ich pestek. Do tego mamy nieco roztartej w dłoniach ziemi, ziół i pieprzu. Koncentracja wskakuje już na całkiem niezły poziom i jest uzupełniona lekko konfiturową, ale dalej soczystą owocowością. Przyjemnie komponowało się z pyszną, ręcznie robioną i zgrillowaną kiełbaską, podaną z fasolą w pomidorowym sosie i konfiturą z czerwonej cebuli. Bardzo dobre-.
Jeśli esencją Chianti można nazwać kombinację wiśniowego owocu, kwasowości i tanin, to Le Cinciole Chianti Classico 2012 (98 zl) jest ze wszech miar archetypowym przykładem takiego wina. Mamy tu niemal czyste Sangiovese, uzupełnione o jedynie 2% Canaiolo. Po fermentacji w betonowych zbiornikach, przez 12 miesięcy dojrzewają one w średniej wielkości beczkach. W efekcie zaprezentowano wino bez kompromisów, które nie próbuje się nikomu na siłę przypodobać, niczego nie udaje. Nie jest też zaokrąglone beczką, jak wiele nowoczesnych Chianti Classico. Kwasowość nie jest niczym skrępowana, wwierca się w zęby niemal jak w przypadku dobrego Rieslinga. A przy tym jest bardzo przestrzenne, lekkie i powietrzne. Wyczuwamy oczywiście wiśnie, ale wzbogacone o nuty malin, żwiru i ziół. Podejrzewamy, że tak mogło smakować większość Chianti jeszcze 100 lat temu. Autentyzm na najwyższym poziomie. Bardzo dobre+.
Enzo Tiezzi był w latach 70-tych i 80-tych jednym z bardziej znanych enologów w Montalcino, a nawet prezydentem Consorzio del Vino Brunello di Montalcino. W latach 80-tych postanowił rozpocząć produkcję własnych win. Dziś posiada ich łącznie 6 hektarów, podzielonych na trzy parcele: Cerrino, Cigaleta oraz Soccorso. Jego Tiezzi Poggio Cerrino Rosso di Montalcino 2012 (95,30 zł) w zapachu jest delikatnie kredowe, ale po chwili nos się oczyszcza. Pojawia się skoncentrowany, delikatnie konfiturowy owoc uzupełniony o przyjemne nuty czarnego pieprzu i ziół. Do tego mamy ładną kwasowość (choć jednak nie tak wyraźną jak w przypadku poprzedniego wina) i dość łagodne, utemperowane taniny. W zasadzie nie ma się do czego przyczepić, choć osobiście wybralibyśmy Chianti od La Cinciole ze względu na większą autentyczność i drapieżność. Lepiej też spisało się z podanymi (z myślą o połączeniu z Rosso di Montalcino) flakami po florencku. Dodało potrawie świeżości, a Rosso stało niestety bezpieczenie obok. Bardzo dobre-.
Jeśli czegoś brakowało nam w Rosso di Montalcino, to podane chwilę później Tiezzi Vigna Soccorso Brunello di Montalcino 2011 (197,50 zł) wynagrodziło to co najmniej dwukrotnie. Mamy tu wino z pojedynczej winnicy leżącej u samych stóp zlokalizowanego na północno-zachodnich obrzeżach miasteczka Montalcino, kościoła Chiesa della Madonna del Soccorso (bardzo dobrze go kojarzymy, bo obok znajduje się parking, z którego najcześciej korzystamy). To czyste Sangiovese z 15 -letnich krzewów dojrzewa przez 44 miesiące w średnich i dużych beczkach. Wino pochodzi z bardzo gorącego rocznika, ale w przeciwieństwie do wielu innych, Brunello unika nadmiernej ciężkości i zbytniego skoncentrowania. Na podniebieniu jest soczyste, z nutami malin i kwaskowych czereśni. Do tego wyczuwamy suszoną żurawinę, nieco nut skórzanych oraz lukrecjowych. Koncentracja jest świetna, beczka choć wyczuwalna, nie przytłacza owocowej ekspresji. Całość wyważona i elegancka. Można odłożyć na co najmniej 5 lat, ale pite już teraz daje dużo radości. Bardzo dobre+.
Toskańskie wina i miejscowa kuchnia, to jedno z najlepszych hedonistycznych połączeń na świecie. Tutaj szef kuchni stanął na wysokości zadania, a Łukasz Czajkowski z Winemates dobrał i zaprezentował świetne butelki. My zaś zamykaliśmy oczy i wracaliśmy do pięknych chwil, które spędziliśmy nie raz w tym wspaniałym włoskim regionie.