Tiziana Settimo – pasja, radość, ogromne serce

Gdy w sierpniu, podczas naszej wakacyjnej wyprawy do Włoch, przyjechaliśmy do La Morry, jednej z gmin apelacji Barolo, nie sądziliśmy, że spotka nas taka niespodzianka. Bowiem osobiście w drzwiach powitała nas sama Tiziana, obecna właścicielka posiadłości, która postanowiła poświęcić nam swój czas. Jako, że trafiliśmy na świąteczny czas, winnica dla zwiedzających była zamknięta, ale nie chciała odwoływać naszej wizyty i zdecydowała się osobiście pokazać nam swoją posiadłość. Trzy godziny, które z nią spędziliśmy były jednymi z najlepszych w naszej winnej historii we Włoszech!
Wino nosi w sobie rys produkującego go winiarza.
Nigdy jednak to stwierdzenie nie było tak prawdziwe jak w przypadku win Tiziany. Mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć winnicę jej oczami, nie ma w tym zbędnej przenośni, właścicielka sugerowała byśmy obracali się na pięcie i wyobrażali sobie widoki i wzgórza o każdej porze dnia i nocy, w każdej porze roku. Gdy po pokazaniu nam swojej winnicy na znakomitym cru Rocche dell’Annunziata, usiedliśmy do degustacji butelek, każda z etykiet (nawet starsze roczniki) urzekła nas bardzo soczystą owocowością, świeżością, ciepłem. Jak w lustrze, w winach odbija się charakter ich twórczyni. Dodajmy, że dawno nie spotkaliśmy tak serdecznej, uśmiechniętej, pełnej życia i radości osoby.
Gdy ze ściśniętym sercem pokazywała nam skutki spustoszenia jakie wśród winorośli poczyniły burze, które przeszły nad La Morrą kilkanaście dni przed naszym przyjazdem, widać w niej było autentyczną troskę i smutek o owoce, będące przecież efektem nie tylko roku jej pracy. Słuchaliśmy z zapartym tchem jak Tiziana opowiada o pracy na winnicy, o swoich winach, ale i o rodzinie, „przyszywanej” córce Maji (Polce mieszkającej w La Morra, która stała się dla niej członkiem rodziny), czy znajomości z Wojtkiem Bońkowskim, i sprawiało nam to ogromną przyjemność ale i pokazało jak radosną i otwartą jest ona osobą. Wyjeżdżając z winiarni czuliśmy się, jakbyśmy byli u odwiedzinach u bliskiej osoby, a nie na degustacji u jednego z najlepszych producentów w Barolo.
Rodzina Settimo zakupiła posiadłość w Annunziacie w 1943 roku.
Do lat 60-tych było to jednak typowe gospodarstwo rolne, gdzie obok winorośli hodowane były także zwierzęta i rosły drzewa owocowe. Stare drzewo figowe do dziś zajmuje ważne miejsce w winnicy. Dopiero ojciec Tiziany, Aurelio, zdecydował, że rodzina powinna w całości poświęcić się produkcji wina. Od jego śmierci w 2007 roku winiarnia prowadzona jest przez Tizianę. Posiada ona niecałe 7 hektary winorośli, podzielonych na dwie działki o mniej więcej równych rozmiarach, z których jedna zajmuje słynne, wspomniane zbocze Rocche dell’Annunziata. Tiziana uprawia jedynie dwa szczepy – Nebbiolo oraz Dolcetto (1 hektar).
Rocche dell’Annunziata to jedno z najsłyniejszych cru w La Morra, a już na pewno w regionie Annunziata. Obejmuje niemal 30 hektarów, rozciągniętych na długim wzgórzu nad niewielką wioską Torriglione. Rosnące tam winorośle mają idealnie nasłonecznioną południową i południowo-zachodnią ekspozycję. Z grzbietu wzgórza rozciąga się widok na okoliczne, równie znane siedliska jak Cerequio i Brunate. Pochodzące stąd wina są bardzo kompleksowe i eleganckie. Jak inne Barolo z La Morry, charakteryzują się bogatą owocowością i miękkością, nie tracąc przy tym jednak koncentracji i głębi.
Degustację rozpoczęliśmy od nietypowej butelki.
Tiziana wspominała, że zawsze chciała wyprodukować „wino inne niż czerwone”. W związku z tym, że do dyspozycji miała tylko Dolcetto i Nebbiolo pole manewru nie było zbyt duże. Tym sposobem powstało Sett, a więc różowe wino będące kupażem tych dwóch odmian w proporcji 50%-50%, przy czym Dolcetto jest macerowane na skórkach przez jedynie 4 godziny, Nebbiolo zaś wifinikowane „na biało” bez maceracji na skórkach. W pierwszych rocznikach (wino produkowane jest od 2012 roku) udział Nebbiolo był nieco wyższy (60%), ale wysoki poziom alkoholu zmusił Tizinanę do zmiany receptury. Aurelio Settimo Sett 2015 pachnie soczyście owocowo, wiśniami i truskawkami. W ustach świetnie kwaskowe, z lekkimi taninami. Nie jest to delikatny róż, ale wino, które ma świetną koncentrację i które z chęcią spróbujemy do drobiu (zakupiona przez nas jedna z 2000 produkowanych rocznie butelek wciąż czeka na stosowną kompozycję kulinarną). Bardzo dobre-.
Kolejną butelką było Aurelio Settimo Dolcetto 2015. Jest ono wytwarzane w owocowym, świeżym stylu, który bardzo lubimy. Niektórzy z piemonckich producentów, zwłaszcza z Dogliani, próbują tworzyć Dolcetta bardzo ekstraktywne, czasem beczkowe, ale niestety tracące charakter szczepu lub popadające w nadmierny alkohol. Tiziana opowiadała nam, że nie boi się zacząć zbiory znacznie wcześniej niż pozostali miejscowi winiarze (choć dzwonią oni do niej z pytaniem, czy przypadkiem nie oszalała), gdyż przede wszystkim chodzi jej o zachowanie świeżości owoców. Maceracja trwa zwykle 7 dni, a następnie wino odpoczywa w stalowych zbiornikach przez 6 miesięcy. Jest lekkie, wiśniowe, z delikatną kwasowością i łagodnymi taninami. Soczyste Dolcetto, które z przyjemnością można popijać do makaronów, pizzy, czy deski zimnych wędlin. Bardzo dobre-.
Przechodząc do króla piemonckich szczepów – Nebbiolo, rozpoczęliśmy od Aurelio Settimo Langhe Nebbiolo 2012. Do produkcji tej etykiety używane są owoce z młodszych, 5-6 letnich krzewów. Po krótkiej 8-10 dniowej maceracji wino dojrzewa w cementowych zbiornikach przez aż 42 miesiące. Tiziana wskazała nam, że chodzi jej po prostu o to, aby konsumenci otrzymali wino już gotowe do picia. Czuć w nim charakter odmiany w postaci mocnej kwasowości, tanicznego kręgosłupa i czereśniowo-wiśniowego owocu. Ponownie imponuje też świeżością. Tak właśnie powinien smakować „młodszy brat” Barolo. Bardzo dobre.
A skoro o wilku mowa…
W sporze tradycji z moderną Tiziana sytuuje się po stronie tradycjonalistów. Jej Barolo dojrzewają w dużych beczkach 2500-3500 litrów z francuskiego dębu. Aurelio Settimo Barolo Rocche dell’Annunziata 2012 to najnowszy z dostępnych obecnie na rynku roczników, który charakteryzował się wybitnie wysokimi temperaturami latem (sięgającymi nawet 40 stopni). W efekcie wzrost owoców został powstrzymany i mógł być kontynuowany dopiero jesienią, kiedy spadło nieco deszczu. Na szczęście ciepłe kolejne pozwoliły na opóźnienie zbiorów. W efekcie powstały wina o mocnej kwasowości i stosunkowo niskim poziomie alkoholu. Na razie wino jest młodziutkie (zabutelkowano je mniej więcej 4 miesiące przed tym, jak mieliśmy przyjemność go próbować), jeszcze nie do końca się ułożyło. Póki co w ustach dominują zbite, gęste taniny. Za to pachnie już teraz bardzo przyjemnie – malinami, truskawkami i żwirem. Potrzebuje jeszcze kilku lat, aby pokazać pełnię klasy, ale patrząc przez pryzmat struktury, na pewno nie będziecie zawiedzeni. Znakomite-.
Aurelio Settimo Barolo Rocche dell’Annunziata 2011 to wino o rok starsze, z rocznika, który powszechnie jest uznawany za nadający się do picia już za młodu. Ta butelka potwierdza tę tezę. Owoc jest bardziej dojrzały od poprzednika, mamy więcej śliwek, lukrecji, ziół i nut dymnych. W ustach garbinków oczywiście nie brakuje, ale są bardziej „przyjazne” niż w 2012. Znakomite. Idąc dalej Aurelio Settimo Barolo Rocche dell’Annunziata 2010 pokazuje jeszcze inne oblicze. Mamy tu chyba najlepszy rocznik w ostatnich latach, o idealnej dojrzałości, mocnej kwasowości i elegancji. Wino ma świetną owocowość z nutami czerwonych porzeczek i wiśni. Na podniebieniu większą dojrzałość (owoce uderzają w stronę śliwek i dojrzałych czereśni), z dodatkiem akcentów ziemistych, dymnych. Piękne wino, ale potrzebujące jeszcze czasu, aby w pełni zabłysnąć. Bardzo dobre+.
Dwa lata starsze Aurelio Settimo Barolo Rocche dell’Annunziata 2008 ma więcej nut drewnianych i miętowych (Tiziana śmiała się, że to dlatego, że na winnicy rzeczywiście rośnie mięta). W nosie czujemy co prawda lekkie utlenienie, ale usta są bardzo świeże, owocowość jest żywa. Mamy tu dojrzałe śliwki, a w tle przewijają się również nuty piwniczne. Wino zdradzające już objawy ewolucji, ale jednocześnie wcale nie zmęczone, mające przed sobą jeszcze długie lata. Znakomite+. Na koniec mieliśmy przyjemność spróbować Aurelio Settimo Barolo Rocche dell’Annunziata 2000, wino z pierwszego rocznika, w którym Tiziana przejęła (jeszcze za życia ojca) odpowiedzialność za winifikację. Czuć w nim suszone mięso, trufle, zioła. Ale w ustach do głosu ponownie dochodzi potężna, świeża owocowość. Ewolucja tego wina objawia się w nosie, natomiast na podniebieniu sprawia ono wrażenie znacznie młodszego. Butelka świetnie pokazuje jak wielki potencjał mają Barolo Tiziany, z chęcią spróbowalibyśmy je za kolejne 16 lat. Arcydzieło.
Piękne chwile, które spędziliśmy z Tizianą zapadły do naszej pamięci i sercach. Jest ona zdecydowanie najserdeczniejszą producentką Barolo jaką do tej pory poznaliśmy i wiemy, że na pewno będziemy chcieli do niej wrócić podczas kolejnych podróży do Piemontu. Powiemy więcej, już nie możemy się tej wizyty doczekać!
P.S. Wina Tiziany nie są importowane do Polski, ale jest ona otwarta na nawiązanie współpracy, a my ze swojej strony dajemy szczerą i obiektywną rekomendację.