Thermenregion – migawki z VieVinum #2

Udostępnij ten post

Rok 1985. Piękna data, w której na świat przyszła jedna z par winiarskiej blogosfery. Ale nie wszędzie było tak słodko. W czasie gdy maluchy dopiero co potrząsały grzechotkami, przez Austrię przetaczał się wielki skandal winiarski. Związany był z dodawaniem do win glikolu, sztucznie podnoszącego poziom słodkości, a standardowo używanego jako składnik do produkcji płynu do chłodnic samochodowych. Ta afera poważnie nadszarpnęła reputację naddunajskiego winiarstwa, ale była również impulsem, który doprowadził do niebywałego zaostrzenia prawa związanego z produkcją win, które stało się najbardziej restrykcyjnym w całej Unii Europejskiej. W efekcie, co podkreślamy przy każdej możliwej okazji, w chwili obecnej Austria jest krajem, w którym ryzyko trafienia na niesmaczne wino w nawet najniższych rejestrach cenowych (7-8 eur) jest stosunkowo najniższe w porównaniu z takimi winiarskimi potęgami jak Włochy, Francja, Hiszpania, ale też choćby Niemcy.

Jednym z regionów, który wspomniany skandal dotknął najmocniej był Thermenregion, choć gwoli prawda nazwa ta narodziła się dopiero w 1986 roku. Ten nieco marketingowych zabieg, którego celem było w pewien sposób odcięcie się od przeszłości i próba zbudowania nowej marki sprawił, że sztucznie połączono w jedno dwa różniące się od siebie obszary upraw winorośli. Z jednej strony mamy bowiem właśnie słynne już od XVIII wieku miasteczko Gumpoldskirschen, które od wieków słynęło z produkcji słodkich win, na dworze Habsburgów nie ustępujących prestiżem butelkom z Tokaju, z drugiej zaś obszary leżące na bardziej płaskich terenach, wokół Tattendorfu, gdzie znów dominują wina czerwone.

Na oba te obszary trzeba w związku z tym patrzeć nieco oddzielnie. Gumpoldskirschen leży między południowo-zachodnimi przedmieściami stolicy Austrii, a lubianym jako miejsce weekendowych wypadów wiedeńczyków, uzdrowiskowym miasteczkiem Baden. Winnice oparte są tutaj o zbocza Lasku Wiedeńskiego, który ciągnie się na zachodzie i chroni je przed chłodnym i wilgotnym powietrzem znad Alp i Atlantyku. Od wchodu są one natomiast otwarte na ciepłe masy powietrza znad Kotliny Panońskiej. Ta kombinacja sprawia, że winorośle zyskują na różnicach w temperaturach między ciepłymi, słonecznymi dniami, a nocami, gdy z zalesionych szczytów wzgórz schodzi nieco chłodniejsze powietrze. W efekcie powstające tu głównie białe wina osiągają mocną kwasowość, która jest bardzo istotna dla dwóch lokalnych odmian – Rotgipflera i Zierfandlera (znanego również pod nazwą Spätrot). Niegdyś te szczepy odpowiadały za jedne z najciekawszych słodkich win z Austrii, ale afera z glikolem oraz generalny trend konsumencki odwrotu od win z wysokim poziomem cukru sprawiły, że od lat 90-tych produkuje się z nich głównie wina wytrawne. Z uwagi jednak na ich ekspresyjny profil aromatyczny i spore ciało, kwasowość jest niezbędna dla zachowania balansu. Kiedyś były one zwykle łączone i butelkowane razem, obecnie najcześciej są spotykane osobno.

Tereny wokół Tattendorfu to znów aluwialny płaskowyż, gdzie gleba łatwo gromadzi ciepło, a winnice położone się na dość płaskim terenie. Średnie roczne temperatury są wyższe, niż na zboczach wokół Gumpoldskirschen, ale na szczęście również tu winnice są nocą schładzane przez docierające z zachodu zimniejsze powietrze. Problemem dla winiarzy są natomiast pojawiające się wiosenne przymrozki. Takie terroir to miejsce, gdzie świetnie sprawdzają się czerwone odmiany, zaś największą sławą cieszą się wina z Pinot Noir i St. Laurenta.

Obok powyższych czterech odmian w regionie znajdziemy również nieco Chardonnay, Weissburgundera, Neuburgera, Merlota, Caberneta Sauvignon i odrobinę Zweigelta.

Pierwszy z zestawów win spróbowanych podczas degustacji dedykowanej Thermenregionowi, zorganizowanej w czasie VieVinum poświęcony był Rotgipflerowi. Odmiana ta stanowi naturalną krzyżówkę Traminera i Roter Veltlinera, a uprawiana jest dzisiaj na zaledwie 113 hektarach. Wymaga dobrze nasłonecznionych ekspozycji i dość ciężkiej, ciepłej gleby.

Weingut Heinrich Hartl III Rotgipfler 2015 to wino z cukrem resztkowym zachowanym na poziomie 5,2 grama, który jest jednak dobrze skontrowany przez kwasowość. Pachnie gruszkami, czerwonymi jabłkami i rozpuszczonym na patelni masłem. Bardzo ciepłe, delikatnie pluszowe, gęste aż do granic przyzwoitości. Całość jest jednak na tyle żywa, że nie ma się wrażenia ospałości, czy nadmiernej ciężkości. Bardzo dobre+ (90/100).

Pochodzący z pojedynczej parceli w miasateczku Traiskirchen, o wapiennej glebie i dość niewielkim nachyleniu – Weingut Alphart Rotgipfler Ried Rodauner 2015 jest chłodniejsze, mniej ekspresyjne, skupione. W nosie mamy ponownie jabłka, ale już zielone, kwaskowe. Kwasowość jest za to nieco niższa, a całość w ogóle wydaje się być bardziej wyrównana, zrównoważona. Znakomite- (91/100).

O tym, jak ładnie starzeją się wina z tej odmiany zaświadczył nam Weingut Aumann Rotgipfler Ried Weige 2012. To butelkach z owoców rosnących w Gumpoldskirchen, na gliniastej glebie, na wysokości do 310 metrów. Jest aksamitne, już ułożone, nuty maślane opatulają jabłkowo-gruszkową owocość. Skoncentrowane, w ustach bardziej morelowe, z ładnie wtopioną kwasowością. Brak tu nut drugorzędowych, w wino w zasadzie dalej obraca się wokół aromatów charakterystycznych dla odmiany i ma przed sobą jeszcze co najmniej kilkanaście lat. Znakomite (92/100).

Wraz z kolejnym setem przeszliśmy do Zierfandlera, którego uprawia się jeszcze mniej, niewiele ponad 70 hektarów. Ponownie jest to krzyżówka Roter Traminera, ale tym razem drugi z rodziców nie jest znany. Cienka skórka winogron sprawia, że odmiana jest podatna na choroby i pleśń, zwłaszcza ze względu na stosunkowo późne dojrzewanie.

Weingut Hofer Zierfandler 2015 wydało się nam być niezbyt konsekwentnym, bo obok chłodnego, petrolowego nosa, na podniebieniu wydaje się być trochę anonimowe, by nie powiedzieć, że bez wyrazu. Bardzo dobre- (87/100).

Tradycyjny charakter odmiany mogliśmy poznać przy Weingut Stadlmann Zierfandler Ried Mandel-Höh 2015. Ponownie wracamy do Traiskirchen, ale tym razem lądujemy na lessowej glebie i winnicy, która jest dobrze eksponowana na ciepłe, jesienne wiatry, które szybko osuszają owoce po chłodnych, wilgotnych nocach. Takie siedlisko jest idealne dla późno dojrzewającego Zierfandlera. W efekcie znajdziemy tu więcej ułożenia, gdyż nuty morelowo-miodowe przewiajają się zarówno w zapachu jak i smaku. Jednak myliłby się ten, kto sądzi, ze mamy do czynienia z winem słodkawym, świeżość i kwasowość ładnie się bronią. Obezwładnia, rozlewa się po całych ustach, ale nie przytłacza. Znakomite (92/100).

Niektórzy winiarze eksperymentują również z dojrzewaniem szczepu w baryłkach, co pokazał nam Weingut Gebeshuber Zierfandler Ried Modler 2015. Na pierwszym planie znajdziemy wanilię i maślane ciasteczka, ale w tle przewija się również sporo kandyzowanych moreli i słodkich jabłek. To, co zaskakuje, to nieasmowicie długi, kwasowy finisz, który ładnie odświeża podniebienie po sporej materii zaklętej w tym winie. Bardzo dobre+ (90/100).

Nasze spotkanie z czerwonymi winami rozpoczęliśmy od bardziej znanego z dwójki bohaterów – Pinot Noir. Ta kapryśna odmiana, utożsamiana przede wszystkim z francuską Burgundią, w Thermenregionie daje ciekawe rezultaty, a obszar upraw rokrocznie skokowo rośnie.

Weingut Schneider Pinot Noir Reserve 2013 niesie w sobie sporo dymu z jesiennego ogniska i leśnej ściółki. Na podniebieniu rozwija się więcej owoców spod znaku wiśni, truskawek i jeżyn. Eleganckie, z aksamitnymi taninami i świetnym balansem. Znakomite- (92/100).

Następny w kolejce Weingut Landauer-Gisperg Pinot Noir „best of” 2010 dojrzewał przez rok w nowych beczkach. Efektem tego zabiegu jest mocniejsza, bardziej dojrzała owocowość, w której odnajdziemy dojrzałe wiśnie i czereśnie, a także przesmażone truskawki. Jak u poprzednika łatwo odnaleźć też dym i wędzonkę, choć w nieco mniejszym natężeniu. W ustach kwasowowość i owocowość nadal żywe, dopiero w finiszu wino staje się odrobinę zbyt matowe. Bardzo dobre (90/100).

Jeszcze inna winifikacja jest udziałem Weingut Fischer Pinot Noir Premium 2014, w którym połowa owoców fermentuje wraz z szypułkami. Jest mocno skoncentrowane, likierowe ale też z wyraźnym segmentem ziołowym. Po takim wstępie, na szczęście w palecie nie brakuje świeżości. Najbardziej zaś podobała się nam piękna koncentracja, która z razu nie daje o sobie znać, ale jej pełnię klasy docenia się wraz z długim finiszem. Znakomite- (92/100).

St. Laurent to odmiana trudniejsza w uprawie od swojego rodzica Pinota (drugi z przodków szczepu nie został jeszcze zidentyfikowany). Nazwa pochodzi od patrona dnia 10 sierpnia, świętego Laurentego, bowiem ponoć w tym dniu grona odmiany rozpoczynają zmieniać kolor. Przydatną cechą St. Laurenta jest fakt, że po dojściu cukru w owocach do pewnego poziomu nie rośnie on dalej. Mogę więc one spokojnie dojrzewać bez obaw winiarza o to, że rosnący cukier będzie następnie prowadził do wysokiego poziomu alkoholu po fermentacji. Odmiana wymaga gleby o dobrym drenażu, jej korzenie mają bowiem tendencję do nadmiernego absorbowania wody. Dodatkowo jest wrażliwa na późne przymrozki, a zbiory bywają nieregularne.

Weingut Auer St. Laurent Reserve 2013 przywitał się z nami dotknięciem beczkowej wanilii, która płynnie przeszła w konfiturowy owoc (ciemne czereśnie i wiśnie). Taniny są miękkie, ale całość prezentuje się elegancko i dostojnie. Bardzo dobre+ (91/100).

Trudnym w odbiorze winem okazało się Stift Klosterneuburg St. Laurent Reserve 2011. Sporo w nim nut warzywnych (pieczone buraki), posypanych czarnym pieprzem. Kwasowość dalej się trzyma, ale wraz z nią do głosu dochodzą również akcenty zielone, liściaste. Coś nam się wydaje, że tej butelce przydałby się kawałek mięska do pary. Bardzo dobre- (89/100).

Na sam koniec przyszedł czas na bodajże najlepszego winiarza regionu Weingut Reinisch St. Laurent Ried Holzspur 2012. Winogrona pochodzą ze sporej, bo liczącej 47-hektarów winnicy w Tattendorfie, której gleba składa się głównie ze żwiru i iłu. Wino jest ładnie rozpięte między wiśniowym owocem, nutami krwistymi i ziołowymi. Na języku zbalansowane, z mocną kwasowością płynnie przechodzącą w akcenty ziemiste i pestkowe. Wszystko komponuje się w harmoniją całość pokazując pełnie możliwości tej ciekawej odmiany. Znakomite- (92/100).

Wina z Thermenregion (zwłaszcza białe) są najprościej i najbanalniej mówiąc „inne” od bardziej przez nas znanych pozycji znad Dunaju. Jest w nich więcej ekstraktu, owoce pokazują cieplejsze, wręcz tropikalne oblicze, kwasowość jest zaś bardziej schowana. Uczciwie się przyznajemy, że w tym momencie trudno jest nam zdecydować, czy ten styl nam odpowiada. Na szczęście, wracając z wakacji postanowiliśmy zaopatrzyć się w kilka tutejszych pozycji, aby pogłębić naszą wiedzę i wrócić do Was z kolejnymi refleksjami.

Inne materiały dotyczące Vievinum – Leithaberg.