Testujemy cenowe dno – Tenuta Giglio Montepulciano d’Abruzzo 2013

Historia sprzed półtora roku. Znajomi zapraszają na kolację. Skoro oni gotują, my chcemy przynieść wino. Oni upierają się, że nie, że tym razem byli w jakimś sklepie z alkoholami, że mają świetną butelkę z Włoch. Sprzedawca opowiadał, że to ponoć jakaś perełką. Zaraz, zaraz… Wiemy, że znajomi do wielkich fanów wina nie należą. Sprytny marketingowy zwrot „ponoć jakaś perełka” też nas nie przekonuje. No to pytamy dalej. A skąd dokładnie to wino, jaki region? W odpowiedzi słyszymy, że w sumie to nie wiemy, ale przecież to nieważne, bo sprzedawca tak polecał, że musi być dobre. W końcu im się przypomina – no ten Pan powiedział, że to ze słynnego miasta, tego jak no tam…. z Montepulciano. No to wszystko stało się jasne.
Zgodnie z naszymi podejrzeniami znajomi padli ofiarą niezbyt kompetentnego sprzedawcy (czy wręcz naciągacza). Zaprezentowana nam butelka nie okazała się bowiem być okazem Vino Nobile di Montepulciano (co można by wnioskować z opisu), a niestety bardzo przeciętnym Montepulciano d’Abruzzo. Gdy usłyszeliśmy ile kosztowała, aby nie psuć im wieczoru nie wyprowadziliśmy ich z błędu. Dopiero jakiś czas później, podczas rewizyty zaprezentowaliśmy butelkę tego wina, które podobno wtedy piliśmy. Całą historia pokazuje problem, z którym spotykaliśmy się już kilkakrotnie. Warto zapamiętać, że Vino Nobile di Montepulciano pochodzi z miejscowości Montepulciano w Toskanii i jest produkowane głównie z Sangiovese. Pod względem wyrazu stanowi zaś pomost pomiędzy Chianti, a Brunello di Montalcino. Zaś Montepulciano d’Abruzzo to wino wyprodukowane ze szczepu Montepulciano, w Abruzji. Jego najprostsze wersje to butelki o owocowym, niezbyt rozbudowanym charakterze. Poza częścią nazwy, te dwa wina różni praktycznie wszystko.
Na szczęście otwartą dziś butelkę zakupiliśmy w Niemczech z pełną premedytacją. Jest to Tenuta Giglio Montepulciano d’Abruzzo 2013 (jego cena promocyjna wyniosła ok. 4,5 eur). Producentem wina jest Cantina Tollo, potężny producent w regionie, który wspólnie z lokalnymi winiarzami uprawia ponad 3000 hektarów winorośli.
W nosie bardzo świeże i owocowe. Dobrze, że otworzyliśmy je właśnie teraz, bo pachnie i smakuje sierpniowym sadem. Mamy tu przede wszystkim czerwoną porzeczkę. Ale i trochę jeszcze nie do końca dojrzałych wiśni, malin oraz szczyptę ziół. Usta mało kwaskowe i płytkie. Całość w finiszu domknięta przez szorstkie taniny.
Robert: Przyznamy się, butelkę kupiliśmy aby testować cenowe dno w jakim w Niemczech można kupić ciekawe wino. Nie chcę uznawać tego za regułę, ale w tym konkretnym przypadku jesteśmy już w kategorii butelek, które wypić można, ale po co? Jeśli już trafi ono w wasze ręce, to spróbujcie je otworzyć, gdy szukacie prostej butelki do włoskiej kolacji.
Marta: Wino nie jest złe, po prostu nie wzbiło się niczym poza przeciętność. Nos dla mnie słaby, usta w pierwszym momencie zapowiadają jakby coś więcej, jakby zaraz zza owocowej ściany miały się wyłonić głębokie, zwarte taniny. Ale szybko zostajemy sprowadzeni na ziemię. Wino jest płytkie, owocowe, ale z tej nielubianej przeze mnie słodkawej, soczkowej strony. Jedyne co mnie zaciekawiło to ulotny jak mgnienie skrzydeł motyla zapach bazylii, który dało się wyczuć w kieliszku.
Podsumowanie:
Za – Świeży, owocowy nos.
Przeciw – Proste, mało ciekawe.
Ocena – średnie.