Tenute Silvio Nardi – z wizytą w Montalcino

Wracamy do opowieści z naszej podróży po słonecznej Italii. Kolejnym miejscem, do którego zawitaliśmy w poszukiwaniu inspirujących butelek było Montalcino. Ten leżący na południu Toskanii region słynie z wina, które chyba jako jedyne we Włoszech może mierzyć się z naszym ukochanym Barolo. Mowa oczywiście o Brunello di Montalcino. Stało się one sławne tak naprawdę za sprawą jednego człowieka – Ferruccio Biondi-Santi. Był on żołnierzem Garibaldiego i uczestniczył w walkach o zjednoczenie Włoch, a następnie wrócił do rodzinnej posiadłości i postanowił zająć się produkcją wina. Dzięki jego staraniom i nowatorskim jak na ówczesne czasy metodom (m.in. winifikowanie osobno Sangiovese zamiast kupażowania go z innymi odmianami), stopniowo jego Brunello zaczęło zdobywać coraz większe uznanie. Co ciekawe do lat 50-tych XX wieku był on jedynym producentem Brunello, a w latach 60-tych winiarzy produkujących to wino było zaledwie jedenastu. Jednak gdy w 1980 roku powołano we Włoszech pierwsze apelacje DOCG, Brunello zostało pierwszą z dwóch ustanowionych (obok wspomnianego Barolo).
My swoje kroki w Montalcino skierowaliśmy do Tenute Silvio Nardi (w Polsce ich wina są dostępne w sprzedaży w 13Win). W 1950 roku Silvio Nardi, właściciel jednej z największych włoskich firm produkujących maszyny rolnicze zakupił posiadłość Casale del Bosco na północ od Montalcino. Osiem lat później światło dzienne ujrzało pierwsze Brunello wyprodukowane w posiadłości. Silvio Nardi stał się też jednym z założycieli Consorzio Vino Brunello Montalcino. Mając za sobą spore fundusze, mógł inwestować w dynamiczny rozwój. W 1962 roku zakupił więc drugą posiadłość Manachiara, leżącą dla odmiany na południowy-wschód od Montalcino, a po kolejnych dziesięciu latach leżącą już poza granicami apelacji kolejną winiarnię – Bibbiano w Buonconvento. W 1990 roku stery zarządzania winnym biznesem przejęła córka Silvio, Emilia Nardi, która prowadzi winnicę po dzień dzisiejszy.
Tenute Silvio Nardi to jak na standardy Montalcino sporej wielkości producent, posiadający łącznie 80 hektarów winnic (z tego 56 hektarów dedykowanych do produkcji Brunello). Winnice są podzielone na 36 parceli. Spośród nich wyróżniono dwa cru: Manachiara i Poggio Doria. Manachiara leży na wysokości 200 metrów, na piaszczystej glebie bogatej w kwarc, zaś Poggio Dorio nieco niżej (260 metrów) na cięższej, gliniastej glebie. Oprowadzający nas enolog Emanuele Nardi wraz ze swoją żoną Valentiną, która odpowiada za eksport win, tłumaczyli, że fermentacja Brunello trwa zwykle 18-22 dni, następnie wino od razu ląduje w beczkach (używane są zarówno duże beczki ze slawońskiego dębu jak i tonneaux oraz barriques). Po kilku miesiącach jest przepompowywane do stalowych zbiorników, a po kolejnym okresie dojrzewania ponownie do beczek. Każda z 36 parceli winifikowana jest osobno, a ostateczny blend dokonywany jest dopiero przed zabutelkowaniem. Duża ilość różnorodnych winnic i kilka używanych, wyselekcjonowanych klonów Sangiovese (z których pięć zostało wyodrębnionych przez samego producenta) pozwala dobrać najlepszy skład wina. Parcele leżące wokół Casale del Bosco, na niemal samej północnej granicy apelacji, charakteryzują się najbardziej chłodnym jeśli chodzi o Montalcino klimatem. Znajduje się tu m.in. winnica Sassi, położona na ciemnej, wulkanicznej glebie dająca najbardziej świeże i kwiatowe Sangiovese. Dla odmiany parcele wokół Manachiary są cieplejsze, dające wina gęstsze, bardziej esencjonalne.
Po pokazaniu nam winiarni, Valentina z Emunelem zabrali nas w podróż jeepem po okolicznych winnicach, pokazując jak w praktyce wygląda uprawa Sangiovese przeznaczonego na Brunello i demonstrując na jak rozmaitych glebach może ono być uprawiane. Po części edukacyjnej przyszedł czas na przejście do degustacji, którą mieliśmy przyjemność odbyć podczas obiadu składającego się z typowych miejscowych przysmaków – panzanelli, cukinii w panierce, pomidora z pecorino oraz najlepszej na świecie lasagni z cukinią.
Degustację rozpoczęliśmy od Chianti Coli Senesi 2013 (55,41 zł w 13win), bowiem apelacja ta sięga również gminy Montalcino, co pozwala producentowi butelkować część win również pod taką etykietą. Sangiovese jest tutaj uzupełnione o 10% Merlota oraz 5% Colorino, a całość dojrzewa w beczkach przez 5-6 miesięcy. W efekcie powstało wino bardzo owocowe, o nutach świeżej, młodej wiśni. W ustach z łagodną kwasowością, niezbyt obfitym ciałem, i delikatnie szorstkimi taninami. Codzienne, ale przy tym soczyste, lekkie wino. Dobre+.
Mniej ugładzone okazało się Rosso di Montalcino 2014 (86,25 zł), które pochodziło z niezbyt dobrze ocenionego przez samego producenta rocznika. Było gęstsze, do dojrzałych wiśni dołączyły dodatkowo nuty dymne i ziemiste. Usta również bardziej dzikie, mocno kwaskowe z szorstkimi taninami, które nieco łagodnieją po kilku minutach w kieliszku. Dobre+.
Montalcino leży prawie idealnie na 43 równoleżniku, stad też taka nazwa kolejnej butelki Tenute Silvio Nardi – Toscana 43° 2013 (52,28 zł). Wino stanowi mieszankę Sangiovese (40%), Merlota (40%) oraz Petit Verdot (20%). Każda z odmian winifikowana jest osobno i różni się też okresem starzenia w beczkach. W przypadku Sangiovese jest to pół roku, a dla pozostałych dwóch odmian 8-9 miesięcy. W efekcie powstało wino intensywnie owocowe i kwiatowe, a w ustach pieprzne i ziołowe. Połączenie jest intrygujące, a finisz wieńczą mocne, zadziorne taniny. Bardzo dobre-.
Rocznik 2011, z którego pochodzi próbowane przez nas Brunello, był bardzo ciepły, dał niskie zbiory i wina bogate w gęsty, nasycony owoc. Brunello di Montalcino 2011 (175,64 zł), zgodnie z wymogami apelacji 100% Sangiovese, jest w tym momencie jeszcze młodziutkie (to są wina, które najlepiej otwierać nie wcześniej niż 10 lat po zbiorach). Teraz po otwarciu rządzą akcenty ziemiste uzupełnione o nuty liścia laurowego, ziela angielskiego, śliwek. Kwasowość jest niezbyt wysoka, ale solidna dawka tanin i dobra koncentracja rokują dobrze na dalszy rozwój tej butelki. Bardzo dobre.
Toskańską tradycją jest produkcja słodkiego wina, Vin Santo. Winogrona Sangiovese (70%) oraz Malvasia (30%) po zebraniu są suszone przez 2-3 miesiące. Następne zostaje z nich wytłoczony sok, do którego dodaje się coś na kształt zaczynu (zwanego „matką”), czyli mieszanki poprzednich roczników wina. W przypadku Silvio Nardi „matka” ma wiek 120 lat. Niewielka jej ilość (100-150 ml) wystarcza na rozpoczęcie fermentacji, która w cementowych zbiornikach trwa 5-6 lat. Emanuele zdradził nam, że kiedyś zrobił wyliczenia, z których wyszło, że rzeczywisty koszt wyprodukowania butelki Vin Santo to lekko licząc ponad 45 eur. U producenta (niestety te butelki nie są dostępne w Polsce) wino kosztuje natomiast 25 eur. Mimo nieopłacalności produkcji, ze względu na tradycję, nie zamierzają jednak zaprzestać wytwarzania tego wina. Vin Santo del Chianti 2010 ma przepiękny, utleniony nos pod dyktando fig oraz suszonych ziół. W ustach czujemy sporo cukru, ale i świeżości. Choć próżno tu szukać kwasowości znanej choćby z Tokaju, to jednak wino nie staje się ulepkiem. Bardzo dobre+.
Valentina i Emanuele pokazali nam, że nawet za dużą skalą produkcji mogą stać ludzie pełni pasji, przejęci tym co robią i czerpiący z tego dużą radość. W efekcie przekłada się to też na wychodzące spod ich ręki butelki, które mają dobrą jakość, ale i swój indywidualnych charakter i rys. Same zaś Montalcino i leżąca nieopodal Val d’Orcia to bodajże najpiękniejsza część Toskanii i kolejny z powodów dla którego warto odwiedzić to miejsce.