Szukając prawdy – blind tasting

Udostępnij ten post

IMG_7192Otwieranie butelki, łapanie unoszących się nad kieliszkiem zapachów, odnajdywanie smaków pozostawianych przez wino na podniebieniu i przelewanie naszych myśli na papier, gdy przed sobą mamy etykietę wina, na podorędziu książkę lub strony internetowe opisujące miejsce skąd pochodzi, a czasem i samego winiarza. Zupełnie inaczej kształtuje się sytuacja, gdy zostajemy pozostawieni bez tych wszystkich dobrodziejstw, sam na sam jedynie z winem w kieliszku. Dodajmy do tego kilka osób wokół, z których każda ma swoje domysły i koncepcje na temat tego, co znajduje się w kieliszku. Przepis na galimatias? Nic bardziej mylnego. Chyba żadna forma degustacji nie daje możliwości takiego połączenia zdobywania wiedzy, dzielenia się doświadczeniami oraz wymiany poglądów jak tzw. „blind tasting”. Tym razem na zaproszenie Michała z bloga Wine Trip Into Your Soul w gościnnym wnętrzu Pod Pretextem na Bemowie wziąłem udział w drugiej edycji zorganizowanej przez niego degustacji w ciemno pod szyldem „Flaszki we mgle”.

IMG_7195Michał udostępnił do naszej oceny 19 win, a zgromadzone towarzystwo (obejmujące gospodarza Łukasza Gajewskiego, redaktora Przeglądu Gastronomicznego Andrzeja Kusyka, sommeliera i od niedawna blogera Adama Pawłowskiego, oraz starych dobrych znajomych: Roberta Winiacza, Sebastiana Zdegustowanego, Mariusza Pisane Winem oraz Piotrka Z Winem do kina), traktując degustację nie jako konkurs, ale okazję do świetnej zabawy, rozpoczęło debaty nad każdym z nalewanych win…

Pierwsze miało delikatnie złocisty kolor. Pachniało jabłkami i cytrusami, miało mocną i wyraźną kwasowość, ale mało ekstraktu. Proste i świeże, codzienne wino. Praktycznie wszyscy stawiali na Włochy (co okazało się prawdą), jednak większość zebranych myślała, że ma kieliszku Pinot Grigio. Okazało się, że mieliśmy do czynienia z Castore Cincinatto Bellone 2013 (Krople Wina, 39 zł). Znacie pochodzący z regionu Lacium szczep Bellone? No cóż, ja go też nie znałem, a okazało się, że można wyprodukować z niego ciekawe wino.

Kolejna pozycja dzieliła z pierwszą butelką ten sam mocny, kwasowy rys. Do tego miała w sobie nieco gruszki, jabłek, moreli. Tutaj Adam jako pierwszy bezbłędnie ocenił, że w kieliszku musi ukrywać się Chablis, a pozostali przyznali mu rację. Nasz wybór okazał się słuszny, bo winem okazało Domaine Michaut Chablis 1-er Cru 2014 (Lidl, 69,99 zł).

IMG_7198Przy następnym znów nasze myśli ukierunkowały się na Pinot Grigio. Świadczyć o tym miały mało wyrazista usta, akcenty ziół, moreli, jabłek i utrzymująca się w niskich rejestrach kwasowość. Instynkt nas zawiódł, bo winem był Ecker Eckhof Grüner Veltliner (Wino i kieliszki, 37 zł). Otrzymało srebrny medal Grand Prix Magazynu Wino 2015 w kategorii białe wina do 50 zł i rzeczywiście (biorąc pod uwagę dodatkowo litrową butelkę jaką otrzymuje w powyższej cenie), jest to uczciwa propozycja. Może nie ma w sobie zbyt wiele z charakteru prawdziwego Grüner Veltlinera, ale całość jest czysta i przyjemna.

Nie było jednak czasu na dalsze analizy, bo utrzymujący odpowiednie tempo Michał nalewał już kolejną zagadkę. Tym razem było to wino o nutach grejpfruta, cytryn z delikatnym trawiastym mgnieniem. To właśnie ten ostatni element wskazał, że mamy do czynienia z Sauvignon Blanc, ale z nietypowej lokalizacji, bo z Sycylii –  Tola Sauvignon Blanc 2013 (Krople Wina, 69 zł).

W kolejnym kieliszku natrafiliśmy na mineralność i dobrą kwasowość. Do tego wyczuwalne były gruszki i jabłka. Wahałem się pomiędzy Weissburgunderem, a Rieslingiem, a w końcu postawiłem na drugą opcję. Jaka była moja złość, gdy okazało się, że był to Wittmann Weisser Burgunder 2014 (Wine&You, 39 zł), który tak mi smakował podczas Kiermaszu Winicjatywy.

IMG_7202Utlenienie, miód, przejrzałe jabłka, zioła. Tak prezentowała się następna propozycja. Wydawało się nam, że to taki styl wina, choć nie potrafiliśmy ocenić jaki to może być szczep, czy nawet region. Winem okazało się Dehesa del Carizal Chardonnay 2011 (Pod Pretextem, 89 zł), jednak Łukasz zarzekał się, że nie powinno tak smakować, więc prawdopodobnie butelka była trafiona, choć wino było naprawdę bardzo ciekawe.

Również następna pozycja okazało się totalną zagadką. Nie potrafiliśmy zgadnąć, że za kotarą przejrzałych jabłek, migdałów, kiszonki ukrywa się Chenin Blanc – La Calma Chenin Blanc 2011 (Pod Pretextem, 199 zł). Najdroższe wino degustacji to na pewno wymagająca, osobliwa pozycja.

Gdy do kieliszków trafiło przedostatnie białe oczywistym okazało się, że mamy do czynienia z bardzo aromatyczną odmianą. Pachniało kwiatami, perfumami, miało lekko gorzki finisz. Stawiałem, że to Muscat, a tutaj mieliśmy do czynienia z Sibiliana Eughenes Cataratto Lucido 2014 (Białe czy czerwone, 59 zł).

Na koniec tego białego maratonu Michał zaprezentował nam chyba najłatwiejsze do odgadnięcia wino degustacji. Nuty pieprzne, ziołowe, kamienistość i cytrynowa kwasowość, a do tego wyczuwalne użycie beczki pozwoliły nam odnaleźć w tej butelce kolejnego przyjemnego, austriackiego Grüner Veltlinera. Tym razem była do pozycja ze stajni Marka KondrataWeinrieder Kugler Grüner Veltliner 2014 (49 zł).

IMG_7208Już lekko zmęczeni ale i z rosnącym wprost proporcjonalnie do wypitego wina entuzjazmem wkroczyliśmy w świat win czerwonych. Jednak już pierwsza pozycja zmusiła nas do zrewidowania naszych optymistycznych nastrojów. Ziemiste, lekko zielone i rustykalne wino z dodatkiem nuty warzywnej i wysokiej kwasowości sugerowało, że możemy mieć do czynienia z jakimś przedstawicielem Środkowej Europy. Głosy rozłożyły się mniej więcej równo pomiędzy Zweigelta, Dornfeldera oraz Portugiesera. A tymczasem okazało się, że mamy do czynienia z pozycją z Hiszpanii – Vinessens Scandal Monastrell 2014 (Kondrat Wina Wybrane, 36 zł).

Kolejne wino miało kolor Pinot Noir, jednak śliwkowy smak sugerował nam Syrah. Tymczasem był to Ecker Eckhof Zwiegelt (Wino i kieliszki, 37 zł). Po raz kolejny ten importer prezentuje bardzo pijalne, codzienne wino w przyzwoitej cenie i większej niż standardowa, litrowej butelce.

Przy poprzedniej pozycji stawialiśmy na Pinot Noir i popełniliśmy błąd. Tutaj przydarzyła się nam omyłka w drugą stronę. Bardzo dojrzałe, podsmażane owoce, liście, delikatne utlenienie i słodkawe usta zasugerowały nam Valpolicellę w wersji Ripasso. A tymczasem w kieliszkach mieliśmy nietypowego Pinot z Hiszpanii od bardzo ciekawego producenta Schatza (którego etykiety również poznałem na Kiermaszu Winicjatywy) – Schatz C Pinot Noir 2009 (Wine&You, 112 zł).

IMG_7209Delikatne taniny w połączeniu z akcentami dymnymi, ziemistymi i dojrzałym owocem tym razem skierował zmysły większości uczestników do Portugalii albo Węgier, gdy tymczasem powinniśmy udać się do Doliny Rodany na spotkanie z Châteauneuf-du-Pape Cuvée des Félibres 2011 (Lidl, 89,99 zł).

Wyraźne porzeczkowe nuty posypane gruboziarnistym pieprzem nasuwały jednoznaczne skojarzenia z Cabernetem. Kością niezgody było tylko, czy jest to Cabernet Franc, czy też Cabernet Sauvignon. Okazało się, że ten pierwszy – Olga Raffault Chinon Cabernet Franc Les Barnabes 2013 (Mielżyński, 56,80 zł).

Tak prosto nie było z następnym winem. Masa ciemnych owoców, lekka tłustość, lakierowe usta sugerowały wino z ciepłego południa Europy. Nikt jednak nie był gotowy na spotkanie z Sibiliana Eughenes Perricone 2014 (Białe czy czerwone, 59 zł).

Podobne w wyrazie była również kolejna pozycja. Przy czym była jeszcze bardziej przechylona w stronę powidłowego owocu, porzeczek, wiśni i ziemistości. Tym razem gęste, słodkie wino przywiodło mi na myśl Monastrell, gdy tymczasem mieliśmy do czynienia z Michele Biancardi Anima di Nero Nero di Troia 2013 (Krople Wina, 69 zł).

IMG_7215Bułgaria, Rumunia, może ewentualnie ponownie Valpolicella Ripasso. Niska kwasowość, spora dawka alkoholu i soczkowy charakter sugerował nam powyższe wybory. Tymczasem znów padliśmy ofiarą przedziwnego producenta jakim jest Schatz, który uraczył nam swoim Schatz H Acinipo Kekfrankos 2006 (Wine&You, 89 zł). Przy tej pozycji muszę przyznać, że na Kiermaszu Winicjatywy smakowało mi znacznie bardziej. Na szczęście w domu mamy odłożona butelkę tego wina, więc będzie jeszcze okazja odbyć studium nad tą etykietą.

Lekkie, kwaskowe, owocowe z pieprznym finiszem. Ponownie czuliśmy, że wracamy do Środkowej Europy. Tym razem nos nas nie zawiódł, choć jednak nie był do Zweigelt, a Heinrich Blaufrankisch 2013 (Mielżyński, 68,90 zł).

Ostatnie wino było ozdobą wieczoru. Dojrzały, delikatnie podsmażony owoc, lakier do paznokci, dym z ogniska, igliwie. Podświadomie czułem, że jest to wino z północy Włoch, ale nie udało mi się bezbłędnie trafić w Foradori Teroldego Rotaliano 2012 (Mielżyński, 96 zł).

Gdyby oceniać ten wieczór pod kątem konkursu, trzeba przyznać, że Michał postawił nam trudne zadanie. Do kieliszków trafiło kilka rzadkich szczepów, a te bardziej popularne tym razem ukazały się w niecodziennych odsłonach. Pewnie będąc w szkole miałbym problemy, aby przejść taki egzamin. Degustacja pokazała jak wiele jest różnych stylów, szkół i możliwości produkcji wina oraz, a może nawet przede wszystkim, jak wielką przyjemność może dawać wino, gdy próbuje się je z zaangażowaniem i w gronie innych miłośników tego trunku.

Relację z degustacji przeczytacie również na:

Wine Trip Into Your Soul

Winiaczu

Z winem do kina

Zdegustowany