Sycylia 2020: Makaronowy suplement

No więc mamy stan klęski epidemiologicznej… Ja w tym wszystkim okrakiem pomiędzy z jednej strony zachowaniem bezpieczeństwa z drugiej strony zdrowym rozsądkiem a z trzeciej na pełnych obrotach z uwagi na totalne szaleństwo na światowych rynkach finansowych. O ile kryzys azjatycki, rosyjski czy ten po upadku Lehman Brothers były ogarnialne, to to co się dzieje dziś jest kompletnie niespójne. Tak, jak cały dzisiejszy świat. Po powrocie z biura do domu (a przychodzi nas już tylko kilkanaście osób na 4 ośmiopiętrowe budynki) mam już tylko ochotę na kieliszek jakiegoś lekkiego Gamay czy Pinota i poduszkę… Nie mam głowy do ugotowania czegoś z sensem, a tym bardziej do napisania.
Mam jednak coś w zanadrzu, co choć na chwilę przeniesie nas znowu na Sycylię, o której to chyba przez najbliższy czas będziemy mogli tylko pomarzyć. Wirus załatwił całkowicie turystykę, więc zróbmy sobie wakacje na talerzu. Będzie krótko i zwięźle 🙂 Przygotowałem dla Was sycylijskie spaghetti z ricottą i majerankiem!
To znowu jest Quick&Easy! W misce mieszamy ricottę z oliwą extra vergine i posiekanym świeżym majerankiem aż do uzyskania bardzo kremowej konsystencji. Doprawiamy solą i pieprzem – nie żałujemy. Gotujemy spaghetti al’dente. Odcedzamy, ale zachowując około 75 ml wody z gotowania, którą dodajemy do ricotty i mieszamy znowu. Wykładamy makaron na talerze, dodajemy sos z ricotty, posypujemy świeżym majerankiem i wiórkami miękkiego młodego owczego sera. Oj jakie to proste i szybkie… i smaczne!
A co z winem? No tu nowa lekcja. Oczywiście chciałem wybrać do sycylijskiego makaronu sycylijskie wino. W 2015 próbowałem świetne Chiaramonte Chardonnay Sicilia DOC 2014, Firriato (3 miesiące w stali na osadzie) więc wydawało mi się, że jest najwyższy czas żeby odświeżyć znajomość z tym winem we współczesnym roczniku. Firriato robi bardzo nowoczesne, beczkowe, pikantne czerwienie – czyli w kompletnie nie moim stylu. Biele na szczęście choć też super techniczne to trochę oparły się tym beczkowym wpływom. Uderzyłem więc do Starwines, wydałem 59 PLN i… otworzyłem Chardonnay z 2014 roku… 5 lat na półce, sprzedane bez żadnego „disclaimera” (fantastyczny owoc, świeżość, super). Nie spojrzałem, wydawało mi się że dobre Chardonnay do 6 dych raczej w 5 lat schodzi… Myliłem się. No cóż – nauczka – sprawdzajcie za każdym razem rocznik! No dobra, ale jak poszła degustacja? Kolor ciągle w miarę jasny z zielonymi refleksami. W nosie dużo kurzu i mineralności (bazalt, ebonit, proch). Usta o średniej (+) kwasowości, już bez owocu. Masłowo-dymno-mineralne. Długi słonawy finisz. Mocno ewoluowane, ale świetnie zachowane. Jak na tyle lat na półce/magazynie to jestem pod wrażeniem. Nie jest to czysta przyjemność, wino jest trudne, dobre i mi smakowało. Szacunek. Nie skonfrontowałem z makaronem. To by było chyba za wiele!
Choć na chwilę w tym chaosie udało się Wam być na Sycylii? Mi się udało!
Do następnego!
W