SPOT. – festiwal „Polskie Korki vol. 9”

Udostępnij ten post

Choć od festiwalu poświęconego polskim winom, który miał miejsce w poznańskiej restauracji SPOT. minęło już niemal pół roku, to chcielibyśmy jeszcze na moment wrócić do tego świetnego wydarzenia. O ile bowiem opisaliśmy Wam już w szczegółach wrażenia i wyniki z samego konkursu, to pamiętajcie, że kolejny dzień poświęcony jest na warsztaty, a także otwartą degustację. Dziś przedstawiamy jego najciekawsze momenty.


Śniadanie mistrzów

W tym roku organizatorom udało się powrócić do przedcovidowej formuły i sobotę zacząć śniadaniem z polskimi winami. Tym razem za menu odpowiadał Michał Wierzba, na co dzień szef kuchni w warszawskiej, bardzo przez nas lubianej restauracji Źródło. Śniadanie do zresztą pewne uproszczenie, podano bowiem 5 dań, a do każdego z nich po 6 polskich win. To była prawdziwa uczta dla ciała i duszy, której tematem przewodnim był „agar”, a więc wytwarzana z glonów substancja żelująca, zagęszczająca, która pojawiła się (w różnej postaci) w każdym z zaproponowanych dań.

Na początku na talerzach wylądowała pasta z pstrąga i makreli na fasolowym ciastku z galaretką z czarnego bzu. Tej przystawce akompaniowała selekcja win musujących. Najlepiej z zestawu wypadł Winnica Equus Brut 2020 (89/110), o świetnie owocowym zapachu, z nutami jabłek, cytryn, ale też wyraźnymi nutami drożdżowymi i długim, krystalicznym posmakiem. Dodatkowo samo wino idealnie komponowało się z daniem, nie przykrywając go. Na wyróżnienie zasługuje również Winnica Margaret Blask 2021 (87/100), które w porównaniu do poprzednika było bardziej wyciągnięte i mocniej kwaskowe. W zestawie nie zabrakło również pet-natów, w tym ciekawej pozycji Winnica Jaworek Pét-Nat Rosé 2021 (87/100), w której dominował chrupki wiśniowo-poziomkowy owoc.

Kolejno podano zielone szparagi (jedynie szybko przypalone palnikiem spożywczym) z żelem jabłkowym z dodatkiem trawy żubrówki i jabłkową kruszonką. Do tego dania zaprezentowano białe wina, a również w tym przypadku najlepiej spisali się przedstawicieli zachodniej części naszego kraju. Serce skradł zwłaszcza Winnica Marcinowice Riesling 2020 (89/100), od Grzegorza Runowskiego, który powoli może uchodzić za specjalistę od tej odmiany. Ma świetny balans między delikatnym cukrem resztkowym, a wyrazistą, charakterystyczną dla odmiany kwasowością. Do tego znajdziemy tutaj jabłka, cytryny, ale i nieco gruszek, a nawet masełka. Dzięki tej słodyczy wino najlepiej też komponowało się z naszymi szparagami z jabłkami. Jeśli zaś wolicie rieslinga w jeszcze bardziej strzelistym stylu, to wybierzcie Winnica Moderna Riesling 2020 (87/100) o wyraziście cytrynowo-papierówkowym charakterze, z mocnym, mineralnym posmakiem. Świetny był również Winnica Turnau Chardonnay 2020 (88/100), na razie jeszcze dość beczkowy, z akcentami dymu, orzechów, ale też jabłkową pulpą i dobrą kwasowością. Czuć sporo klasy, ale warto odłożyć butelkę na 2-3 lata.

Do selekcji win różowych zaproponowano cząstki pomidorów z mirabelkowym sosem oraz werbeną cytrynową. W tym zestawieniu najlepiej zaprezentowały się pozycje można powiedzieć „nietypowe”. Pierwsze miejsce naszego subiektywnego rankingu wędruje do Winnica Marcinowice Pinot Noir Blanc de Noir 2021 (90/100). Wino jest świetnie kwaskowe, cytrynowe, z nutami kwaskowych wiśni. Na podniebieniu bardzo rześkie, a w posmaku wychodzi niesamowita mineralność. Połączenie z jeszcze wczesnymi, nie do końca w pełni dojrzałymi pomidorami wypadło znakomicie. Ten sam pomysł (białe wino z czerwonej odmiany) legł u podstaw Winnica Kamil Barczentewicz Pinot Noir Blanc de Noir 2020 (89/100). Ta wersja jest mocniej nasycona, a charakter odmiany jest wyraźniejszy, bo obok delikatnych akcentów jabłkowych mamy jednak zdecydowane dotknięcie wiśni i poziomek. Z samym daniem wino było jednak odrobinę zbyt dominujące. Jeszcze inny plan objawił się przy butelce Winnica Skarpa Dobrska Johanniter Rosé 2019 (89/100). Możecie się zapytać o co chodzi, bo przecież to biała odmiana winorośli, ale w tym przypadku wyciśnięty z niej sok był macerowany ze skórkami zweigelta. Wino jest odrobinę ziemiste, do tego jabłkowo-cytrynowe, użycie czerwonej odmiany daje o sobie znać bardziej pod postacią lekkich garbników niż aromatów typowych dla zweigelta.

Najbardziej smakującym daniem poranka był nietypowo przygotowany kalafior. Miał on bowiem konsystencję sernika, a akompaniowały mu bułka tarta i cytrynowy żel. Całość była fenomenalna, słodko-słona, po prostu obezwładniająca. Tej nietypowej pozycji miały sprostać wina macerowane, pomarańczowe. W tym zestawie zdecydowanie wyróżnił się Dom Bliskowice Johanniter Ultra 2019 (91/100), z nutami herbaty, umami, sosu sojowego, suszonego siana. Jest w nim również kwasowość i długi, lekko słony posmak. Może z kalafiorem nie do końca się to zgrywało, ale samo wino odstawało wyraźnie na plus od reszty stawki. Próbowała za nim nadążać Winnica Miłosz Pandemiczna Pomarańcza 2021 (88/100), w której obok wyraźnych akcentów pomarańczowej skórki oraz ziół pojawia się również odrobina cukru resztkowego, który akurat dobrze pasował do dania.

Daniem mięsnym był długo pieczony boczek ze świni złotnickiej z kasza kukurydzianą w stylu trochę podobnym do wcześniejszego kalafiora (agar nadał jej konsystencji będącej stanem pomiędzy puree, a galaretką) oraz sosem z dodatkiem agrestu. Selekcja czerwieni zaprezentowanych do tej wieprzowiny była chyba najbardziej równym zestawem przedpołudnia. Najlepszym winem był Winnica Ingrid Pinot Noir 2020 (90/100), zresztą ten producent był odkryciem tego dnia. Mamy tu świetnie soczysty owoc (wiśnie, czereśnie, dojrzałe maliny), do tego lekką ziemistość, trochę nut leśnych i pieprznych. To naprawdę rasowy pinot. Zostając przy tej odmianie, również nieźle (choć odnoszę wrażenie, że nie tak świetnie jak w poprzednich latach) zaprezentował się Winnica Turnau Pinot Noir 2019 (87/100). Obok przyjemnych akcentów leśnych pojawiała trochę zieloności, a wino sprawiało wrażenie bardziej posuniętego w czasie, niż wskazuje metryka. Zaskoczeniem okazał się za to Winnica Saganum Pinot Noir 2019 (87/100), bowiem Marcin Furtak do tej spory specjalizował się raczej w winach słodkich i białych. Tutaj czuć sporo użytej beczki, ale również pieprz, suszone zioła, liść laurowy, suszone wiśnie i czereśnie. Za rok-dwa ten wyczuwalny dąb powinien się lepiej wtopić.

Deserem okazał się andrut (cienki wafel wypiekany w okolicach Kalisza), pod którym ukrywał się budyń z białej czekolady i sos z rokitnika. Samo danie nie było zbyt słodkie, więc słodkie wina miały problem, bo większość z nich wybijała się zanadto na pierwszy plan. Chyba jedyne zgrabne połączenie to dzieło Winnica Equus Piaf 2021 (87/100), a więc mieszanki sauvignon blanc i hibernala, gdzie część gron dotknięta była szlachetną pleśnią. Pierwsza ze wspomnianych odmian nadaje temu kupażowi sporo aromatyczności i przyjemnej, agrestowej kwasowości, która balansuje wyważony cukier. Świetnie ożywiło danie.

Premiery, nowości, debiuty

Od lat festiwal „Polskie korki” jest okazją dla producentów na zaprezentowanie jakiś premier, win wcześniej nie produkowanych albo nowych roczników już znanych etykiet. Nie inaczej było tym razem.

Najpierw spróbowaliśmy pierwszego musującego wina różowego spod ręki Guillaume Dubois, a więc prekursora produkcji musiaków w lubuskim. GostArt Pinot Noir 2020 (92/100) dojrzewał na osadzie przez 15 miesięcy, dosage wynosi 5 gr (przy 6 gr kwasowości) i całość zachwyca świetną, cytrynową wręcz kwasowością, a także wyraźnymi nutami drożdżowymi. Jest ożywcze, strzeliste, z długim posmakiem. Świetna robota.

Przywoływany już kilka razy Łukasz Chrostowski z Winnicy Equus tym razem pokazał nowy rocznik swojego Kadryla. Winnica Equus Kadryl 2021 (88/100) to mieszanka traminera, pinot gris, johannitera i solarisa, które przez 7 dni są macerowane ze skórkami. Na razie wino jest jeszcze bardzo zbite, trzeba mu dać więcej czasu. Czujemy co prawda jabłka i gruszki, odrobinę cytryn i wosku, a także zarysowane garbniki, ale trzeba jeszcze się nieźle nakręcić kieliszkiem, aby te aromaty zaczęły się uwalniać.

Na koniec tej sekcji spróbowaliśmy jednego z najbardziej przeze mnie oczekiwanych polskich win (kocham bowiem tę odmianę) – Winnica Kamil Barczentewicz Dobre Modre 2020 (91/100). Opisując w listopadzie 2021 roku degustację nowego rocznika win Kamila wspominaliśmy, że wówczas przywiózł on próbkę beczkową tego wina, pod którego nazwą kryje się blaufränkisch (oryginalna nazwa jest zastrzeżona przez Austrię), ale do Poznania zabrał już normalnie zabutelkowane wino, które dostępne jest w sprzedaży. Jest ono świetnie soczyste, a w tej wiśniowej, kwaskowej owocowości bez trudu odnajdziemy charakter blaufränkischa. Do tego pojawiają się delikatne akcenty pieprzno-ziemiste oraz chropowate jeszcze garbniki. Pije się je z dużą przyjemnością. W inny punkcie programu Kamil przedstawił jeszcze jedną nowinkę, a więc Winnica Kamil Barczentewicz Gewürztraminer 2021 (87/100), fermentujący i dojrzewający w betonowych jajkach, zrobiony w zdecydowanie wytrawnym stylu na wzór win z tej odmiany jakie znamy z Alto Adige. Może jeszcze nie jesteśmy w Dolomitach, wino jest na razie mało wyraziste, z nutami pigwy, herbaty i mirabelek, ale powinno się jeszcze rozwinąć (na razie była to próba sprzed butelkowania).

Choć Winnica Ingrid Zweigelt 2020 (89/100) nie jest może nowością, bo ten producent spod Zielonej Góry zweigelta uprawia już od jakiegoś czasu, to miałem okazję spróbować go po raz pierwszy i zrobił na mnie spore wrażenie. To chyba najbardziej typowa (w kontekście ojczyzny odmiany – Austrii) interpretacja szczepu w Polsce, pełna wiśni, delikatnie słodkawego owocu, ale nie tracąca też soczystości i sprężystości.

Z ziemi francuskiej do Polski

W zasadzie nie powinno dziwić, że podwaliny pod produkcję win musujących w Polsce położyli Francuzi, którzy ze swojego kraju, ojczyzny klasycznej, szampańskiej metody przywieźli wiedzę jak zrobić takie wino. W SPOT. spotkali się (jak mówili pierwszy raz w życiu) dwaj z nich – Guillaume Dubois (GostArt) oraz Jan Smolis (Winnica Smolis).

Zaczęliśmy od win spod Krosna Odrzańskiego. GostArt 2020 (89/100) to flagowa etykieta producenta, wypuszczana corocznie w kilku różnych seriach różniących się długością dojrzewania na osadzie. W kupażu zwykle dominuje pinot blanc uzupełniony o rieslinga i pinot gris. Tutaj zaprezentowano butelkę dojrzewającą na osadzie kilkanaście miesięcy, co przekłada się na wyraźne akcenty drożdżowe i chlebowe. Do tego mamy kwaskowy kręgosłup, akcenty jabłek, limonki i cytryn oraz długi, mineralny finisz. Jeszcze lepsze wrażenie zrobił GostArt Riesling 2020 (91/100), gdzie obok wysokiej kwasowości pojawiają się delikatne nuty wosku i mocna, cytrynowa owocowość. Na podniebieniu gęstsze od poprzednika, ale w finiszu ponownie wyciągnięte do pionu przez wspomnianą kwasowość.

Wina od Jana Smolisa są niezwykle z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze swoją winnicę uprawia on w szalenie nietypowym miejscu, w Brzezinach, nieopodal Łodzi. Dodatkowo głównym składnikiem jego win jest hybrydowa odmiana seyval blanc. Wreszcie zaś wyjątkowo długo (jak na polskie warunki) przetrzymuje swoje wina na osadzie. Efekt jest jednak naprawdę piorunujący. Winnica Smolis Brut Nature 2017 (93/100) to wspomniany seyval uzupełniony o 20% chardonnay, dojrzewający na osadzie przez 48 miesięcy. Nie dziwią więc wyraźnie nuty autolityczne, drożdżowe, chlebowe. Do tego mamy nieco dymu, owoc jest raczej w tle, ale wino ma mocną strukturę i sporo głębi. Bardzo szlachetne i rasowe. Winnica Smolis Rosé 2019 (91/100) to znów 60% seyvala uzupełnionego tym razem o 40% meunier. Tu znów obecne są akcenty drożdżowe, ale owoc jest wyraźniejszy, mamy sporo wiśni i poziomek, ale przeszkadza trochę zbyt wystający cukier resztkowy.


Po całym dniu warsztatów jego zwieńczeniem jest degustacja z udziałem samych winiarzy (w tym roku swoje wina prezentowało 15 producentów), która jak zwykle gromadzi tłumy poznaniaków. Ale tego dnia warto być w SPOT. od samego rana, bo jest to naprawdę dzień pełen pozytywnych wrażeń i doświadczeń z polskimi winami.