Somló i Bela Fekete

Wróciliśmy z naszej kolejnej winiarskiej wyprawy. Już teraz możemy zdradzić, że mamy zebranego materiału na co najmniej kilkanaście postów, które będziemy sukcesywnie publikowali. Jednak nim spiszemy wszystkie zapamiętane wspomnienia i spróbowane wina, dzisiejszy wpis poświęcamy jeszcze pozycjom, które piliśmy przed wyjazdem.
Jakiś czas temu Piotrek Wdowiak (Z winem do kina) zdziwiony pytał nas dlaczego skoro kochamy mineralne, ultrawytrawne wina, nie zainteresowaliśmy się jeszcze butelkami z Somló. No cóż, przyznajemy, że wzięliśmy to sobie do serca, bo rzeczywiście poza kilkoma pozycjami od największego miejscowego producenta, Kreinbachera, nie zwróciliśmy wcześniej baczniejszej uwagi na ten węgierski region. Traf chciał, że podczas naszego styczniowego wypadu do Torunia, trafiliśmy do bardzo ciekawego, miejscowego sklepu z winami – Przyjaciele na winie. No dobrze, może nie do końca trafiliśmy tam tak zupełnie przypadkowo. Tak naprawdę zwabiła nas tam szeroka oferta win od Beli Fekete, legendy Somló.
„Somló (…) jest winem mędrców, ludzi, którzy posiedli najważniejszą życiową wiedzę – pogodę ducha” – Béla Hamvas
Samo Somló to region malutki, obejmujący łącznie około 850 hektarów rozciągniętych w pierścień na zboczach wygasłego wulkanu. To właśnie wulkaniczne podłoże ma decydujące znaczenie dla charakteru powstających tu win. Jeśli macie już doświadczenia z takimi butelkami, piliście wina z Santorini, czy Etny, to wiecie czego możecie się spodziewać. Mineralność, to oklepane już i podważane przez wielu pojęcie, właśnie w Somló pokazuje swoje archetypowe oblicze. Produkowane są tu tylko wina białe, głównie z odmian Furmint, Juhfark, Hárslevelű, czy Olaszriesling. Zwykle podlegają one maceracji na skórkach, a jeszcze do niedawna wielu winiarzy produkowała je w utlenionym stylu. Dodatkowo w czasach komunizmu władze doprowadziły do znacznego rozczłonkowania miejscowych winnic, poza wspomnianym Kreinbacherem, większość czołowych winiarzy ma zaledwie kilka hektarów winorośli. Uprawy sięgają do wysokości mniej więcej 350 metrów, zaś dolna granica to około 150 metrów. Wyżej jest zbyt chłodno, niżej zaś teren robi się płaski, a wulkaniczne podłoże ustępuje miejsca piaskom.
Bela Fekete, zwany po prostu „Wujkiem Bela” to winiarz, który przez lata produkował butelki uważane za wzór klasycznego, tradycyjnego stylu win z Somló. Tradycyjne drożdże i długie dojrzewanie w beczkach to był zawsze jego znak charakterystyczny. Gdy do tego dodamy świetne parcele, z idealnie południową ekspozycją, otrzymamy przepis na piękne, długowieczne wina. Niestety w 2014 roku, niemal 90-letni Bela sprzedał swoją 4-hektarową winnicę trójce przyjaciół. Nowi inwestorzy: Ákos Dölle, György Emmert i Gábor Riesz zarzekają się, że zamierzają kontynuować sposób produkcji Beli. Jednak tak naprawdę będzie to można ocenić dopiero za kilka lat.
Juhfark to rdzenna, lokalna odmiana, która niegdyś olbrzymią karierę robiła na dworze Habsburgów. Wszystko za sprawą przesądu, że picie wyprodukowanych z niego win w noc poślubną stanowi gwarancję doczekania się męskiego potomka. Nie jest to szczep łatwy w uprawie, nie daje też win prostych i przystępnych dla przeciętnych konsumentów. Potężna kwasowość, dość skromna aromatyczność (zwłaszcza w przypadku młodych win), mineralność i surowość sprawiają, że trzeba do tych win cierpliwości. Fekete Pince Juhrfark Aranyhegy-dulo Somló 2009 niesie w sobie zapach z delikatnymi nutami propolisu, poobijanych jabłek, ale i iskier skaczących z ogniska, bałtyckiej bryzy i jodu. W ustach olbrzymia kwasowość, a w finiszu mnóstwo słoności. To wino z jednej strony oszczędne, ale przy tym paradoksalnie bogate. Do tego mamy niesamowicie długi finisz, utrzymujący się kilka minut po przełknięciu. Bardzo dobre.
Gwoli prawdy większość miejscowych winiarzy uważa, że Juhrfark wcale nie jest najlepszym miejscowym szczepem. O prym pierwszeństwa walczy Furmint oraz Hárslevelű. Na szczęście Fekete butelkuje wina z każdej z tych trzech odmian, więc mieliśmy okazję je porównać. Fekete Pince Hárslevelű Aranyhegy-dulo Somló 2008 pachnie miodem i smażonymi na patelni słodkimi jabłkami. W ustach wyraziście kwaskowe, ponownie powtarzające akcenty propolisu i miodu. Do tego pojawia się cytryna w syropie. W finiszu dodatkowo lekka słoność. Bardziej wyważone, mniej ekstremalne do wcześniejszego Juhrfarka. Bardzo dobre-.
Spróbowane jako ostatnie Fekete Pince Furmint Aranyhegy-dulo Somló 2009 to znów wspomnienia pocieranych o siebie krzemieni, iskier z ogniska. Dopiero w tle odnajdziemy akcenty gruszek i słonej morskiej wody. W ustach delikatnie jabłkowe i bardzo ładnie kwaskowe. Najbardziej pełne i najcieplejsze ze spróbowanej trójki. Eleganckie i wciąż mające przed sobą kilka lat rozwoju. Bardzo dobre.
Jednorodny i charakterystyczny styl, wyraźna ekspresja terroir, tego szukamy w winach i w całej rozciągłości mogliśmy to dostrzec w butelkach od Wujka Beli. Teraz żałujemy jedynie, że raczej nie będziemy mieli już okazji poznać go osobiście i spotkać w swojej winiarni.