Šikloš – udana akcja ratunkowa

Udostępnij ten post

To, że Polacy w trudnych chwilach potrafią się szybko zorganizować, aby pomóc osobom w potrzebnie wiadomo nie od dziś. Wystarczy przywołać choćby zryw narodowy w pierwszych tygodniach napaści Rosji na Ukrainę, czy akcje jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Szlachetna Paczka i wiele innych. Ostatnio podobnie budującego przykładu dostarczyła branża winiarska.

Na ratunek

Wszystko zaczęło się od niewielkiego winiarza ze Słowacji (Victor Šipoš dzierżawi bowiem ledwie niecały hektar winnic), którego wystawił jeden z polskich importerów, mający wcześniej jego butelki w portfolio. Najpierw złożył kolejne spore zamówienie, na mniej więcej 20% całej rocznej produkcji z dodatkowo częściowo zindywidualizowanymi etykietami, a gdy przyszło do realizacji i odbioru zerwał kontakt i przepadł jak kamień w wodę. Victor próbował ustalić co się dzieje i napisał do kilku znajomych z Polski. Efekt przeszedł chyba jego najśmielsze oczekiwania, bowiem szybko zebrała się grupa osób, które wcześniej sprzedawały jego wina w swoich lokalach i które stwierdziły, że nie można go zostawić na lodzie.

Pod duchowym i organizacyjnym przywództwem Marcina „Tytusa” Grabskiego (Asfalt Winyle i Wino, Winem Powiśle, Łaskawość Tytusa) postanowiły one ponownie sprowadzić jego wina nad Wisłę, a finalne zamówienie okazało się w zasadzie jeszcze większe niż wcześniejsze plany importera. Obok Marcina w tej kooperatywie udział wzięli Paula Ziemian (PARY food&winebar w Gliwicach), Adrian Górniak (restauracja Źródło na Pradze) oraz Jacek Rusiecki (Kieliszki Buteleki i Pizza Kieliszki Butelki we Wrocławiu). Od strony strony logistycznej grupa mogła zaś liczyć na pomoc Winolandu

Wina ostatecznie dostarczył do Polski sam Victor, a jego wizyta w Warszawie była też okazją, by zorganizować degustację tych butelek prowadzoną osobiście przez samego winiarza.

Nie znam się na chemii, robię naturalne wina

Victor to przykład winiarza-samouka. Opowiadał nam, że wcześniej zajmował się budową infrastruktury energetycznej, a winiarstwem zajął się trochę przypadkowo. Szukając niedrogiej nieruchomości w okolicach miasteczka Levice (południowa część Słowacji, niedaleko granicy z Węgrami) znalazł bowiem niewielki dom dawnego winogrodnika. Po jego wyremontowaniu i przeprowadzce zamieszkał więc pośrodku winnic. Większość z nich była opuszczonych, ale na tyle zainteresowały one Victora, że postanowił (na początek amatorsko) zająć się produkcją wina. Pierwsze próby okazały się jednak na tyle obiecujące, że zdecydował się wejść w ten świat na poważnie.

Jak sam nam opowiadał od początku chciał produkować wina w naturalny sposób, bez chemii, bo wiedział, że sam będzie też je pił, a przecież nie będzie siebie truł. Dodatkowo z rozbrajającą szczerością powiedział, że nie zna się na chemii, więc nawet nie wiem co i kiedy trzeba używać w winnicy czy winiarni. W efekcie jego wina w zasadzie nie są siarkowane, nie podlegają filtracji czy klaryfikacji – stąd producent sugeruje przechowywać je w bardzo chłodnej temperaturze, aby nie zaszła refermetacja.

Mineralność – nie tylko slogan

Obecnie określenie „wino mineralne” nie wzbudza już takich emocji jak kilka lat temu. Dla wielu winiarzy stało się ono zaś wy słowem-wytrychem, którym określają swoje wina. Jednak w przypadku Victora nie ma w tym żadnego przerysowania, czy przesady. Zresztą aby to zobrazować przywiózł ze sobą butelkę wody ze studni wykopanej przez sąsiada. Była niesamowicie zasadowa, wapienna w smaku, po przełknięciu miało się wręcz wrażenie osadzania się na zębach warstwy właśnie minerałów.

zdjęcie pochodzi ze strony producenta

To zasługa miejscowej gleby. Już sama nazwa wzgórza, gdzie znajdują się winnice wiele mówi o terroir. Mieszkańcy Livic nazywali je bowiem Vápnik (albo właśnie Šikloš). Miejscowa gleba to tzw. trawertyn, który powstał w wyniku działania gorących źródeł. Z wypływającej przez tysiąclecia spod ziemii bogatej w minerały wody, pod wpływem działania tlenu wytrącał się węglan wapnia, który następnie podlegał krystalizacji w trawertyn. Wbrew pozorom doskonale go znacie, bo właśnie ten minerał odpowiada za charakterystyczne skały w tureckim Pamukkale, czy wodospady na chorwackich Jeziorach Plitwickich. Trawertyn użyto również do budowy fasady Bazylki św. Piotra w Watykanie.

Spróbowane wina

Šikloš Rose (144 zł – podane ceny obowiązują w Winem Powiśle, przy zakupie na wynos od ceny odejmijcie 20%)

Ten pet nat powstaje w ciekawy sposób. Do wina bazowego z 2021 roku (połowa to pinot blanc, uzupełniony o różne inne białe odmiany oraz niewielką ilośc aliberneta dla uzyskania różowego koloru) dodano moszcz z tych samych owoców z 2022 roku. Ten dodatek zainicjował wtórną fermentację, która odbyła się w już zakapslowanej butelce. Od razu małe ostrzeżenie – pet naty od Victora należą do tych, których otwarcie grozi sporym gejzerem, bądźcie na to odpowiednio przygotowani (najlepiej mocno je schłodzić i naszykować od razu kilka kieliszków). Samo zaś wino pachnie mocno owocowo, wiśniami i poziomkami, ale też jabłkami i cytrynami. Bardzo radosne, ale też krzemienne i mineralne, wyraziście kwaskowe. Bardzo dobre (90/100).

Šikloš Golden Onyx #2 (144 zł)

Drugi z pet natów powstaje w ten sam sposób, ale w składzie znajduje się miks różnych białych odmian. Jest przyjemnie kremowe, jabłkowo-cytrynowe, z dodatkiem pomelo. Ma świetną strukturę, jest lekko śmietankowe, niebywale orzeźwiające, super naprężone. Idealne na orzeźwienie i rozbudzenie apetytu. Bardzo dobre+ (91/100).

Šikloš Welschriesling 2021 (131 zł)

Welschsierling mało kiedy daje wina wielkie, ale zwykle są one co najmniej smaczne. Tak jest również w tym przypadku, gdzie obok aromatów ziołowych mamy też jabłkowy owoc. Na podniebieniu ponownie ziołowe, ale też cytrynowe i mirabelkowe. Świetnie pijalne. Dobre+ (88/100).

Šikloš André 2021 (131 zł)

André to odmiana powstała w latach 60-tych ubiegłego wieku ma Morawach w wyniku skrzyżowania blaufränkischa i st. laurenta. Victor produkuje z niej wino różowe, ale w stylu klareta, mocno wybarwione i równie mocno zbudowane. Jest pełne malin i podsuszanych wiśni, mocno owocowe i radosne. W smaku kwasowość wchodzi wręcz w rejestry cytrynowe, a całość jest niesamowicie apetyczna. Dobre+ (88/100).

Šikloš Gewürztraminer Single Barrel 2021 (131 zł)

W tym pomarańczowym winie maceracja trwała zaledwie 5 dni, ale to wystarczyło by ta odmiana pokazała swoje aromatyczne oblicze. Mamy tu piernikowe przyprawy, morele, brzoskwinie i czerwone jabłka. Owocowość jest bardzo słodkawa, choć nie zgadłbym, że cukru mamy aż 26 g. Kwasowość tym razem niska, ale to pełne wino zachowuje dalej stosunkowo świeży charakter. Bardzo dobre- (89/100).

Šikloš Alibernet Single Barrel 2021 (169 zł)

Alibernet to krzyżówka alicante bouschet i caberneta sauvignon, która co ciekawe powstała w Ukrainie. Dojrzewanie we francuskiej, używanej beczce trwało 12 miesięcy. A aromacie dość dziwne, warzywne, jarzębinowe, liściaste. Dopiero w ustach pojawia się więcej owocowości (truskawki i wiśnie), ale też wanilia i pieprz. Do tego zaskakująco wysoki kwas i mało garbników. Na razie jeszcze niezborne, niepoukładane, dałbym mu czas na ułożenie się w butelce. Dobre (87/100).

Šikloš Blaufränkisch Single Barrel 2021 (169 zł)

Na koniec czas na tak lubianego przez mnie blaufränkischa. Odrobinę lepsze od poprzednika, czereśniowe, wiśniowe i mocno ziołowe. W ustach lekko kwiatowe, kwasowość mogłaby być odrobinę wyższa, ale w tym przypadku pojawia się ponownie świetna mineralność i drapiące garbniki. Bardzo dobre- (89/100).

Opuszczając branżową część degustacji byłem pod autentycznym wrażeniem nie tylko samych win, ale też niezwykle dynamicznego i serdecznego charakteru Victora. Żegnając się z nami, w oczekiwaniu na otwartą degustację, która miała się lada moment rozpocząć, Victor zapowiadał nieco przerażonemu tą deklaracją Marcinowi, że zamierza w Winem Powiśle rozkręcić imprezę do białego rana. Wedle późniejszych relacji rzeczywistość nieodbiegła daleko od tych deklaracji.

W degustacji wziąłem udział na zaproszenie Winem Powiśle.