Samuel Tinon w Wine Cornerze

Samuel Tinon przybył do Tokaju na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Dotarł tu z nie byle jakiego regionu winiarskiego, bowiem z Sauternes. Nic więc dziwnego, że już od początku w tym królestwie słodkich win czuł się jak ryba w wodzie. Wpierw pracował dla kilku miejscowych gigantów (m.in. Oremusa), ale po pewnym czasie postanowił rozpocząć produkcję win na własną rękę. W kilka lat jego klasyczny, tradycyjny styl stał się rozpoznawalny nie tylko w samym Tokaju, ale i za granicą. Dlatego bardzo się ucieszyliśmy, gdy jeszcze w minionym roku w mokotowskim Wine Cornerze odbyła się degustacja, poprowadzona przez samego Samuela.
Na wstępie (można powiedzieć, że jako aperitif) spróbowaliśmy Samuel Tinon Birtok 2016, a więc czystego Furminta z różnych cru producenta. W nosie czujemy przyjemne nuty jabłkowo-gruszkowe, ale na podniebieniu znajdziemy mocną, mineralną kwasowość, dobrą strukturę i pojawiające się w długim finiszu akcenty słonawe. Świetne jako orzeźwiające przerywnik, ale sprawdziłoby się również do owoców morza. Bardzo dobre.
Wytrawne wina w stylu szamorodni to niestety w Tokaju zanikający gatunek. Bo też nie są to pozycje dla każdego. Wymagają czasu, zatrzymania się, skupienia nad kieliszkiem, a w dzisiejszych czasach o to coraz trudniej. Jeśli jednak kochacie taki styl, to koniecznie sięgnijcie po Samuel Tinon Tokaji Szamorodni Dry 2008. Zebrane owoce (90% Furminta i 10% Hárslevelű) dojrzewają w beczkach przez 6 lat. W zapachu jest orzechowe, z nutami przypalonego na patelni chleba i suszonego siana. W ustach znów zaskakująco owocowe, do głosu dochodzą nuty jabłkowych skórek i cebuli. Bardzo eleganckie, nie znajdziecie tu żadnej agresji, czy surowości. Ma ładny balans, jest dość „ciepłe” jak na swój styl i jak pamiętamy idealnie pasowało nam do wigilijnego śledzia. Bardzo dobre+. Dla porównania spróbowaliśmy również tego samego wina, ale w o pięć lat starszej odsłonie. Samuel Tinon Tokaji Szamorodni Dry 2003 to pierwszy rocznik Samuela, który był dodatkowo wyjątkowo gorący jak na Tokaj. W efekcie jest tu więcej nut umami, sosu sojowego, wino jest też bardziej słone od poprzednika. Trochę mniej tu ekspresji owocowej, ale dalej wydaje się świeże i nie przemęczone. Świetnie powinno sprawdzić się do rosołu i gołąbków. Bardzo dobre+.
Kolejnym krokiem było również szamorodni, ale już w wersji słodkiej. Samuel Tinon Szamorodni Dry 2008 to dalej wino w starym stylu, pełne nut migdałów, fig, karmelizowanej czerwonej cebuli. W ustach słodkawe, morelowe, ale nie poprowadzone do ekstremum, wyważone, w żadnym wypadku nie cukierkowe. W związku z tym nie jest proste, ale za to odwdzięcza się elegancją i emanującym z nim blaskiem geniuszu producenta. Znakomite-.
„Kropką nad i” był zaś Samuel Tinon Tokaji Aszú 5-puttonyos 2007, które zostało zabutelkowane 3 lata póżniej. Cukier resztkowy jest tutaj na poziomie ok. 170 gram, ale wino nie jest przesłodzone. Jak wszystkie pozycje producenta jest bardzo eleganckie, ale i dość trudne. W nosie pachnie pieczarkami i miodem gryczanym. W ustach o mocniej zaznaczonej słodyczy, ale też posiadające idealny wręcz balans. Nie jest za ciężkie i potrafi porwać nas za sobą. Znakomite.
Wciąż nie czujemy się na tyle swobodnie przemierzając ścieżki z winami z Tokaju, jak degustując białe pozycje z Niemiec czy Austrii. Tym niemniej takie wieczory, jak ten spędzony z Samuelem, sprawiają, że dostajemy kolejny bodziec do wejścia w głąb tej uliczki.