Rożne oblicza Spätburgundera

Udostępnij ten post

Wina z Niemiec bywają bardzo często kojarzone wyłącznie z Rieslingami. Możemy się nawet założyć, że pytając o najpopularniejszy niemiecki szczep, to królewski Riesling będzie najczęściej typowany. Nie ma co się temu dziwić, bo rzeczywiście  to właśnie ta odmiana rozsławiła winiarskie Niemcy na całym świecie. Jednak w ostatnich latach zaczyna mu wyrastać mocna konkurencja w postaci czerwonego Spätburgundera, jak zwanym jest u naszych sąsiadów Pinot Noir. Jest to jeden z powodów dla którego Niemiecki Instytut Wina zorganizował przy okazji Wine Expo Poland 2016 degustację win z tej odmiany prowadzoną przez Anne Krebiehl MW.

img_0058Historyczne początki Pinot Noir na ziemiach między Renem, a Odrą sięgają już czasów IX wieku. Według legendy cesarz Karol Gruby ofiarował swojej żonie w wianie winnicę z winoroślami sprowadzonymi z Burgundii. Pierwsze w pełni udokumentowane wspomnienia Spätburgundera znajdziemy w zapiskach klasztornych w XIV i XV wieku w Badenii i Rheingau. W nowszych czasach szczep dzielił koleje, po jakich toczyła się historia całego niemieckiego winiarstwa. Wydaje się nawet, że reputacja czerwonych butelek była znacznie gorsza od białych braci. W samej ojczyźnie były one utożsamiane z mało ciekawymi winami, które nie są w stanie niczym zachwycić, a ich eksport praktycznie nie istniał. Dopiero w latach 80-tych XX wieku rozpoczęła się stopniowa praca nad poprawą ich jakości. Swój początek miała na winnicach, gdzie winiarze zainwestowali w klony, których głównych atutem nie była już plenność, czy odporność na choroby, ale większa aromatyczność, czy koncentracja smaku.

img_0061Równolegle zwiększał się areał winnic, na których uprawiano Spätburgundera. W 1964 roku było to zaledwie 1,8 tysięcy hektarów, a w 2010 roku już prawie dziesięć razy więcej. Również proporcja udziału Pinota w powierzchni wszystkich czerwonych odmian zwiększyła się z 18% do 33%. Ten wzrost przełożył się też na zainteresowanie szczepem u studentów enologii. O ile w latach 1972-1990 pracę dyplomową ze Spätburgundera przygotowało jedynie 23% studentów, to w latach 2001-2011 zrobiła to już ponad połowa absolwentów. Kończąc tę garść statystyk, popularność Pinot Noir za Odrą dostrzegła również organizacja VDP, która zrzesza najlepszych niemieckich winiarzy. O ile w 2004 roku jedynie 11 siedlisk Spätburgundera zostało zakwalifikowanych do najwyższej kategorii jakościowej Grosses Gewächs, to dziesięć lat później takich winnic było już 101. Choć odmiana jest uprawiana we wszystkich niemieckich regionach winiarskich, to największe skupiska zlokalizowane są w Badenii (5,4 tysięcy hektarów), Palatynacie (1,6 tysięcy hektarów) oraz Hesji Nadreńskiej (1,4 tysięcy hektarów). Całe Niemcy awansowały zaś już na trzecie miejsce (po Francji oraz USA) w świtowej produkcji Pinot Noir.

Degustację rozpoczęliśmy od Weingut Josten&Klein Pinot Noir Glanzenstueck 2014 (Winny Garaż). Weingut Josten&Klein umiejscowiona jest w Ahr, regionie leżącym nad rzeką o tej samej nazwie, lewym dopływie Renu, który jest zwany „rajem dla czerwonych odmian”. Pachnie dymem z ogniska, leśną ściółką, mchem – zapachami jesieni. Choć nos wydaje się bardzo gęsty i ciemny, to w ustach zaskakuje przyjemną soczystością z dodatkiem nut pieprznych. W finiszu dochodzą dodatkowo wyczuwalne taniny. Bardzo dobre-.

img_0047Przy kolejnym winie sięgnęliśmy od razu po najwyższą niemiecką kategorię jakościową, próbując Weingut Stadt Klingenberk Späburgunder Schlossberg Grosses Gewächs 2014 (brak importera). Wino pochodzi z Frankonii, która słynie przede wszystkim ze swoich Sylvanerów, ale coraz większe znaczenie zyskuje tam również Spätburgunder. Winnica Schlossberg leży na tarasach na kamienistej glebie, co wino oddaje w mineralnej ekspresji, która pojawia się w zapachu. Jest on znacznie bardziej wycofany od poprzednika, za to usta są solidnie owocowe, podszyte nutami ziołowymi. Garbniki pieprzne, ostre, drapiące, nieokiełznane. Wino jeszcze młode, nieułożone warto byłoby je potrzymać 2-3 lata w piwniczce. Bardzo dobre.

Wina z Weingut Thörle importowane przez The Fine Food Group próbowaliśmy już podczas wrześniowej prezentacji ich oferty. Wtedy jednak była to butelka z rocznika o rok młodszego. Wenigut Thörle Spätburgunder Saulheim 2013 ma zdecydowanie najbardziej dojrzałą, wręcz konfiturową owocowość z dotychczas próbowanej trójki. Niestety w smaku poza nutami wędzonki i bardzo mocnej, ale suchej taniny zabrakło większej głębi i tła na którym materia wina mogłaby się lepiej rozwinąć. Dobre+.

img_0049W przypadku Weingut H.J. Kreuzberg Spätburgunder Ahrlweiler Silberberg Grosses Gewächs 2013 (brak importera) mieliśmy problem, bowiem jedna butelka okazała się korkowa, a wino nalane z drugiej również było na granicy wadliwości. Szkoda, bo w efekcie wino pochodzące z winnicy o południowo-zachodniej ekspozycji, zlokalizowanej na łupkowo-lessowej glebie, nie pokazało pełni swoich możliwości. Choć można było wyczuć świeżość owocu (maliny i truskawki) to jednak aromaty świadczące o chorobie korkowej skutecznie przesłoniły pozostałe cechy.

Piątą pozycją było wino również przez nas znane – Weingut Rappenhof Spätburgunder 2012 (Jung&Lecker). Piliśmy je w sierpniu poprzedniego roku i w zasadzie nasze odczucia są podobne. Wino jest dość nietypowe, początkowo czuć w nim sporo nut stajennych, które dopiero po chwili zmieniają się w akcenty waniliowe, truskawki w śmietanie. Po kolejnych minutach pokazują się również zwęglone szczapy drewna z ogniska. Znacznie bardziej świeże i owocowe jest w smaku, jednak przez to całość jest rozchwiana, brakuje płynnego przejścia między nosem, a ustami. Dobre.

Nie zachwycił również Weingut August Kesseler Spätburgunder 2012 (brak importera). Choć wino pochodzi z bardzo dobrego rocznika, to w smaku zabrakło struktury. Mamy co prawda nuty kwaskowych wiśni, ale nie zgrywają się z nimi zbyt mocne i mało zintegrowane taniny. Dopiero po kilku minut wino trochę łagodnieje i staje się bardziej pijalne. Dobre.

img_0051Zupełnie inne oblicze Spätburgundera pokazał Weingut Gutzler Spätburgunder Westhofener Brunnenhäuschen 2011 (Dolio Vini) z Rheinhessen. Był bardzo mroczny, ciemny, ziołowy i liściasty. Za to w ustach imponował mocną, wręcz stalową strukturą. Do tego dobra kwasowość, przyjemna koncentracja oraz utemperowane, ale i wyczuwalne taniny zbudowały wreszcie spójną koncepcję wina. Można jedynie przyczepić się do małej ekspresji owocu, ale nam taki ziołowy Spätburgunder przypadł do gustu. Bardzo dobre.

Jednak nawet takie wino nie przygotowało nas na spotkanie z Weingut Heinrich Männle Spätburgunder Spätlese Durbacher Kochberg 2010 (brak importera). Dawno nie próbowaliśmy butelki przesiąkniętego węglem jak schodzący z przodka górnik, a zadymionego jak palarnia na zakładzie w latach 90-tych. Do tego dochodziły nuty opadłych z drzew liści i śliwek w czekoladzie. Choć winiarz zachował zarówno kwasowość jak i taniny, to jednak to beczkowe uderzenie dla nas okazało się zbyt dużym wyzwanie. Średnie+.

Zupełnie innych charakter wina z kategorii Spätlese pokazał za to Wein- und Sektgut Wilhelmshof Spätburgunder Spätlese Siebeldinger im Sonnenschein 2010 (brak importera). Choć użyto tutaj 100% nowej beczki, to znacznie lepiej zintegrowała się ona z owocowością. W nosie mamy ponownie dym i tytoń, ale tutaj łączną się one w przyjemną całość z dojrzałymi wiśniami i śliwkami. W ustach mimo pojawiającego się utlenienia, wciąż świeży owoc z łagodnymi taninami. Bardzo dobre.

img_0043Wirtembergia, winny region leżący na terenie Bawarii, to miejsce w którym króluje czerwona odmiana Trollinger (we Włoszech jest ona znana jako Schiava i w Alto Adige daje leciutkie, owocowe wina). Dodatkowo za 80% wytwarzanych win odpowiadają nie pojedynczy producenci, ale spółdzielnie. Collegium Wirtemberg Spätburgunder Reserve 2009 (brak importera) smakował jak wołowina duszona w ciemnym sosie z dodatkiem przesmażonych ciemnych owoców ze szczyptą wanilii. Niestety w tej kombinacji zabrakło miejsca na świeżość, wino stylem zbliża się do południowo-włoskiego Primitivo, a to już zdecydowanie nie nasze klimaty. Dobre-.

Na sam koniec spróbowaliśmy ciekawostki – Weingut Anselmann Spätburgunder Beerenauslese 2006 (La Vinotheque). Tego słodkiego Pinota trudno nam było rozgryźć. Mieliśmy tu sporo przypraw, ziół i toffi. Do tego dochodzą jednak taniny, które zupełnie nie pasują do charakteru butelki. Próbowaliśmy jeszcze wpaść na jakieś sensowne połączenie kulinarne, ale i tutaj nic nie przychodziło nam do głowy. Średnie+.

Jeśli degustacja miała pokazać różnorodne oblicza Spätburgundera, to ten plan został w 100% zrealizowany. Niestety kilka butelek nas bardzo rozczarowało. Nie znaczy to, że były one kompletnie niepijalne, czy aż tak słabe, ale po prostu po winach z Niemiec (bazując też na naszych własnych doświadczeniach) oczekujemy znacznie więcej.