Rossmann – Ferdinand Mayr Grüner Veltliner Selection 2015

Ostatnio rzadko sięgamy po wina z dyskontów czy marketów. Nadal od czasu do czasu do niech zaglądamy, ale póki co nic nas nie skusiło. Poza tym mamy ciągle tyle ciekawych butelek i okazji by je degustować, że brakuje czasu na dodatkowe poszukiwania. Nie znaczy to jednak, że jesteśmy zupełnie zamknięci na ten przecież „ważny” segment naszego rynku. Dlatego gdy podczas zakupów w Rossmannie zauważyliśmy być może ciekawą pozycję, postanowiliśmy ją dla Was przetestować.
Przypomnimy tylko, że nasze poprzednie spotkanie z winami z Rossmana nie można zaliczyć do udanych, ale z drugiej strony podkreślaliśmy to już nie raz, że wino z Austrii jest dla nas symbolem stabilnej jakości, nawet w tych niższych rejestrach cenowych, dlatego mieliśmy nadzieję, że dobrze postawiliśmy. Potwierdził to chociażby dostępny dawno temu Grüner Veltliner w Lidlu, czy inne wina z tej odmiany, które piliśmy w lutym w samym Tyrolu. Można tylko zżymać się, że tak rzadko austriackie butelki trafiają na dyskontowo-marketowe półki. Jest na to prosta odpowiedź: z jakością idzie w parze cena. Podstawowe butelki kosztują więcej niż najtańsze pozycje z Hiszpanii, czy Włoch, a i konsumenci rzadko wybierają je na warsztat konsumencki. Na szczęście na przekór temu kolejny Grüner Veltliner nieśmiało spoglądał na nas z regału Rossmanna. Tym razem był to Ferdinand Mayr Grüner Veltliner Selection 2015 (22,99 zł). Na uwagę zasługuje fakt, że wino za Odrą kosztuje 4,99 eur, więc przelicznik w naszym kraju jest wyjątkowo korzystny.
Wino pochodzi z regionu Niederösterreich (Dolnej Austrii). Ten najwiekszy austriacki region winiarski rozciąga się w północno-wchodniej cześci kraju. Obejmuje on słynne subregiony leżące nad Dunajem takie jak: Wachau, Wagram czy Kremstal, ale i leżące dalej od rzeki Weinviertel, czy Thermenregion. Łączy je wszystkie Grüner Veltliner, który jako flagowy szczep Austrii zajmuje tu ponad 40% powierzchni upraw. Rozległość obszaru sprawia, że pochodzące stąd Veltlinery mogą przybierać różnorakie odcienie i szaty. To, co je łączy to delikatna owocowość, orzeźwiająca skalistość i czystość. Na takie wrażenia liczyliśmy też przy okazji naszej butelki.
W pierwszej chwili zapach trochę nas zaskoczył. Spodziewaliśmy się większego chłodu, a tutaj zaprezentowały się akcenty ziołowej herbatki z dodatkiem gruszek. W tle czają się nuty kwaskowych jabłek, ale i aspiryny. Usta lepsze, bardziej soczyste, proste ale i orzeźwiające. Kwasowość w pierwszym odczuciu wydaje się zgaszona, ale wychodzi jej znacznie więcej w finiszu.
Robert: Po pierwszym nosie byłem bliski zwątpienia. Wino wydawało się zmęczone, jakby miało pięć lat, a nie rok. Później nieco się poprawia, ale dalej ma się wrażenie, że mamy do czynienia ze staruszkiem, a nie pełnym siły młodzieniaszkiem. Kompozycję ratują usta, gdzie kwaskowy finisz jest bardzo przyjemny i ciągnie się kilka dłuższych chwil po przełknięciu wina.
Marta: Grüner Veltliner ma mało owocu, jest bardzo przeciągnięty w tę ziołową, suszoną stronę. Nie jest to co prawda nieprzyjemne, ale też nie tego spodziewałam się po rocznym winie. Dobrze, że można liczyć na bardziej orzeźwiające usta, dzięki którym butelka ma w sobie dawkę radosnej, jabłkowej soczystości.
Posumowanie:
Za – soczystość i orzeźwienie.
Przeciw – trochę przemęczone.
Ocena – dobre-.