Quo vadis – Michel Rolland AOC Bordeaux 2009 z Lidla

Powszechna globalizacja to problem/fakt, który dotyka chyba wszystkie dziedziny życia. Oczywiście siła marek, takich jak McDonald’s, czy giganci pokroju Apple, Facebook i Google to element naszej rzeczywistości i o ile można je bojkotować to zrobiły już na tyle dużo, by zapisać się w historii. Sami stosownie do swoich możliwości korzystamy z nowych technologii i ich możliwości Jest jednak jeden warunek, który powinien regulować wartość tych marek, a niestety nie zawsze idzie on w parze z ich siłą, ten jeden wielki szczegół to ich jakość.
Rozterki czy wątpliwości dotyczące równowagi między jakością a konsumpcjonizmem dotarły również do winnego świata. Kontrowersyjnych postaci, którym zarzuca się tę tendencję jest wiele a jeszcze więcej indywidualności, które sami kwalifikujemy jako stronnicze, promocyjne, marketingowe. Często samym bloggerom zarzuca się reklamową działalność, a kiedy wino dostajemy do degustacji zaraz znajdzie się parę głosów, że jest nieobiektywnie ocenione w stosunku do tego, które kupilibyśmy sami. Nie ukrywamy, że nie raz zastanawiamy się nad możliwościami takich impulsów, staramy się by dzięki naszym dwóm zupełnie osobnym spostrzeżeniom nie zagrażała im zaraza populizmu, ale pewnie nigdy nie uchronimy się przez zarzutami stronniczości. I koło się zamyka…
Na pewno trudno jest zadowolić każdego, i dlatego dążenia do ideału w tym zakresie mija się z celem. Wystarczy robić to co się lubi, oczywiście bez kokieterii że robi się to dla samego siebie, ale jeśli kiedykolwiek choć jedna osoba uśmiechnie się nad ciekawą propozycją, bądź dobrze trafi to: „Panie premierze. Melduję, zadanie wykonane”.
Do tych wszystkich refleksji zainspirowała nas dziś postać Michel’a Rollanda. Rolland urodził się w winiarskiej rodzinie w Bordeaux, w regionie Pomerol. Po zdobyciu enologicznego wykształcenia rozpoczął pracę jako winemaker w kilku bordoskich posiadłościach. Stopniowo stawał się coraz bardziej popularny, również za sprawą preferowanego stylu, który szedł w parze z upodobaniami Roberta Parkera. W ślad za wysokimi ocenami przyznawanymi przez Parkera (będącego wówczas u szczytu swojej sławy) rósł prestiż samego Rollanda, co wprost przekładało się na ceny sygnowanych przez niego win. Doszło do tego, że obecnie jako konsultant doradza on w kilkudziesięciu winnicach nie tylko w Bordeaux, ale i w kilkunastu krajach na niemal wszystkich kontynentach. Jego krytycy zarzucają mu jednak przedkładanie osobistego stylu (charakteryzującego się powstawaniem mocno owocowych i beczkowych win) nad charakter danej posiadłości i terroir.
Dzisiaj Rolland pracuje już nie tylko jako konsultant, ale sam jest również właścicielem kilku winnic. Stąd w Lidlu można się zaopatrzyć w butelkę podpisaną wprost jego nazwiskiem – Michel Rolland AOC Bordeaux 2009. Jej cena 29,99 zł jest tym bardziej ciekawa, zważywszy na to, że ta sama butelka w internetowym sklepie 101win.pl dostępna jest w cenie 72 zł. Wydaje się więc, że Lidl po raz kolejny przebił mniejszego importera. Butelka stanowi kupaż 90% Merlota i 10% Caberneta Sauvignon.
W kieliszku wino o ciemnowiśniowym, głębokim kolorze. W nosie początkowo dość zamknięte, z nutami stajni, czy nawet obory. Jednak gdy zaczyna oddychać smak ewoluuje, najpierw poprzez aromaty żwiru oraz kiszonki, aż po rozwiniętą w paletę, pełną porzeczek i ich liści z dodatkiem dymu i wędzonki. Całość psuje nieco wychodzący na wierzch alkohol. W ustach o ładnej kwasowości i wysuszających taninach w finiszu. Mamy trochę wiśni, ponownie porzeczki, są nuty ziemiste, ale wino nie jest zbytnio skoncentrowane, zwłaszcza oceniając je przez pryzmat dość gęstego zapachu.
Robert: Walczą we mnie dwie skrajności. Bo z jednej strony widać, że Rolland zna się na rzeczy. Wino pachnie jak typowe Bordeaux, ma elementy, które od razu kojarzące się z tym regionem. Praktycznie nie ma do czego się przyczepić. Jest ziemistość, żwir, są porzeczki. Bordeaux jak się patrzy. Z drugiej ta bordoskość jest tak oczywista, że aż razi. Wino jest typowe tak, że trudno dopatrzyć się w nim jakiejś indywidualności. Jednak biorąc pod uwagę cenę, taki globalny produkt jestem w stanie z zaakceptować.
Marta: No i jak mam się tu odnaleźć, jak ja nie przepadam za Bordeaux? Nie ma równowagi między nosem a ustami, nie oceniam tego na nie, bo nawet taka niestałość aż tak mnie nie odrzuciła. Taka ładna przeplatanka smaku i zapachu. Bardzo prosta wersja, nie kuje, nie uwiera, nie męczy. Pozytywnie wpłynęła na wieczór, nie zaburzyła swoim ciałem i budową miłego odpoczynku. Sama nie wiem dlaczego obornik i żwir tym razem mnie nie odrzuciły.
Podsumowanie:
Za – Dobrze oddaje charakter Bordeaux.
Przeciw – Do bólu przewidywalne.
Ocena – dobre.