Quick and easy: Burrata z pomidorami, bobem i zielonym gorszkiem

Uff… zrobiło się ciepło 🙂 czas więc na coś lekkiego! Mieliśmy straszną ochotę na burratę. Burrata to ser pochodzący z Apulii, bardzo podobny do mozzarelli. Nie jest nią, ale jest z niej produkowany. Sakiewka ze świeżej mozzarelli wypełniana jest strzępkami mozzarelli i śmietaną (oddzielonymi od serwatki) i zawiązywana. Mamy więc kulę, której powierzchnia zrobiona jest z twardszego elastycznego sera, o maślanym (jak sama nazwa sera wskazuje), półpłynnym wnętrzu. Ser jest przepyszny, delikatny, kremowy, po prostu genialny. W Polsce jest niestety ciągle trudno dostępny, ale jest poprawa. W Warszawie można go spotkać w Tutto Bene na Olkuskiej, La Fromagerie przy Burakowskiej, czy w sieci Piccola Italia.
Burrata klasycznie łączy się z oliwą, pomidorami, miętą oraz – warzywami strączkowymi. Właśnie jest sezon na groszek i bób, więc nie mogliśmy nie skorzystać z tych dobrodziejstw 🙂 Młody, świeży groszek to wspomnienia z dzieciństwa. Okupacja groszkowego zagajnika mogła trwać nawet i godzinę dopóki albo Babcia nie nakryła kłusownika, albo żołądek odmawiał posłuszeństwa. Słodki, chrupiący – no i łuskanie stanowiło fajną zabawę 🙂
Postanowiliśmy przygotować prostą i szybką ( Quick&Easy ) sałatkę z burraty, pomidorów, bobu i zielonego groszku . Bób wrzucamy do wrzącej osolonej wody i gotujemy 5 minut. Ma być podgotowany – chrupki, ale już delikatnie miękki. Odcedzamy i odstawiamy do ostygnięcia, aby można było go obrać. W tym czasie łuskamy groszek. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek extra vergine. Ma być tylko ciepła. Dodajemy bób i groszek, doprawiamy solą oraz pieprzem i obtaczamy dokładnie w ciepłej oliwie. Podgrzewamy kilka chwil, jak poczujemy aromat warzyw – przerzucamy całą zwartość patelni do miski. Gdy ostygnie, na talerzach układamy porwaną burratę, pokrojone nierówno pomidory (najlepiej dojrzałe i słodkie) i dodajmy groszek z bobem. Skrapiamy najlepszą oliwą z oliwek extra vergine. Doprawiamy solą i świeżo mielonym pieprzem.
Chłodna, delikatna biel to jest to, czego potrzebowaliśmy. Przy okazji kupna burraty w Tutto Bene wzięliśmy też z półki prosecco – ale uwaga, zdecydowaliśmy się na wersję spokojną od producenta Le Manzane . Na Olkuskiej kosztuje ono 43 PLN a importerem jest Le Barbatelle . Współczesna historia Le Manzane tak naprawdę zaczyna się w 1984 roku, kiedy to Ernesto Balbinot zakończywszy studia enologioczne, tchnął w winnice swojego ojca drugie życie. Podniósł jakość, zaczął mocniej marketingowo wchodzić w segment HoReCa i rozszerzył gamę win. Degustowaliśmy wcześniej kilka musujących, więc chętnie i bez wahania chwyciliśmy Prosecco DOC 2015; Azienda Agricola Le Manzane di Balbinot Ernesto. Wiemy jednak, że spokojne prosecco nie sprzedaje się najlepiej – na opory związane z przyzwyczajeniami lekarstwem jest poszerzenie strefy komfortu i spróbowanie czegoś nowego, a nóź zaskoczy? A może pomoże w tym poniższa recenzja?
Wino jest jasnego koloru i ma mikrobąbelki. Są one bardzo, bardzo niewielkie i widoczne tylko na początku. Nos pełen dojrzałych jabłek z gruszkowym dodatkiem. Lekko słodkawy, miły, klasyczny dla glery. Usta o nisko-średniej kwasowości, lekko kwiatowe. Nuty siana z bardziej kwaskową końcówką. Nie jest zbyt długie, ale przyjemnie świeże z fajną równowagą. Nie narzuca się i jest raczej uniwersalne kulinarnie. Sprawdzi się do krewetek, ryby z grilla, sałat. 86/100 Do burraty z pomidorami, bobem i groszkiem wypadło lekko z bardziej uwypuklonymi kwaskowymi nutami. Było łagodne i przyjemne. Generalnie słowo „przyjemne” jest nutą przewodnią oceny tego wina. Warto spróbować!
Do następnego!
A&W