Prosty makaron i piękna, dzika, czerwona Sycylia

Udostępnij ten post

Jeszcze przed tym całym świątecznym szaleństwem naszła mnie ogromna ochota na jakiś nowy makaron. Zresztą mam tu dzielną sekundantkę, bo moja ukochana córka uwielbia pasty i właściwie oprócz winniczkowego firmowego burgera i łososia w każdej postaci, mogłaby je jeść na śniadania, obiady i kolacje. Jeden warunek – nie może być tylko nudno. No więc dobrze że przyszła ta chęć, bo poszerzam tym samym swój (a mam nadzieję, że i wasz drodzy czytelnicy) makaronowy repertuar.

Ten fatalny COVID-owy czas ma jedną tylko zaletę. Daje nam więcej czasu na czytanie. Jeszcze przed mikołajowym szaleństwem zdołałam zamówić kilka kulinarnych pozycji z Amazon’a. Znalazły się wśród nich książki Gennaro Contaldo, szefa kuchni, mentora Jamie Oliver’a, człowieka który o kuchni południowych Włoch wie wszystko. Zainspirowany tymi lekturami przygotowałem proste spaghetti z czerwoną cebulą i boczkiem. Jest easy, ale nie quick bo cebulę musimy wcześniej upiec. Możecie to jednak zrobić wcześniej;) A więc od dzieła!

Piekarnik nagrzewamy do 200C, czerwoną cebulę obieramy z suchych łusek, zawijamy w folię aluminiową i pieczemy 40-60 minut w zależności od jej wielkości. Wyjmujemy cebulę z pieca, odpakowujemy i odstawiamy na kilka minut do przestygnięcia. Następnie kroimy w szóstki lub ósemki. Gotujemy spaghetti a w tym samym czasie działamy z sosem. Na oliwie z oliwek przesmażamy przez kilka minut boczek. Gdy będzie rumiany zwiększamy temperaturę pod patelnią i dolewamy białe wino. Redukujemy o połowę i dodajemy cebulę a także ziarna kopru włoskiego (są dostępne w dużych marketach na dziale z przyprawami). Dokładamy spaghetti na patelnię i pozwalamy się chwilę mu zintegrować z sosem. Serwujemy polewając swoją ulubioną oliwą extra vergine i doprawiając świeżo mielonym czarnym pieprzem.

Przygotowując ten makaron rozmarzyłem się wspominając tegoroczny lutowy sycylijski wypad. Wtedy też razu przyszło mi do głowy sparowanie tej pasty z owocowym, radosnym, trochę chłopskim winem. A że w lecie w Veneto z IperCoop-owej półki pobrałem takie właśnie sycylijskie Rosso od Arianny Occhipinti to butelkę do kolacji miałem wybraną!

Arianna Occhipinti to ważna i jedna z najbardziej interesujących i innowacyjnych postaci sycylijskiego winiarstwa. Będąc nastolatką złapała bakcyla od swojego wujka Giusto Occhipinti, który był winemakerem w znakomitej winiarni COS. Skończyła enologię w Mediolanie i bardzo szybko, bo w wieku 22 lat wypuściła swoje pierwsze wino. A miało to swoje miejsce na pierwszym hektarze winnicy zlokalizowanej przy regionalnej drodze SP68, 5 km na północ od Vittori (południowo-wschodnia część wyspy) w jedynym sycylijskim DOCG Cerasuolo di Vittoria. Królestwie owocowego, świeżego Frappato oraz gęściejszego Nero d’Avola. Dziś tych hektarów jest już ponad 10 a Occhipinti jest jednym z największych „bio” producentów na Sycylii. Specjalnie piszę „bio” bo Arianna kieruje się filozofią biodywersyfikacji, ale jej wina nie mają certyfikatów biodynamiczności czy organiczności itp. Nie używa chemicznych środków ochrony roślin, nawozi kompostem, zbiera tylko ręcznie. Najważniejszym celem jest dostarczyć z winnicy najlepszy możliwy owoc, a wtedy wino się samo zrobi. No właśnie a co się dzieje później w piwnicy? Styl Occhipinti zdefiniowany jest przez spontaniczną, dzięki dzikim drożdżom fermentację (zdrowy owoc o dobrej jakości jest dużo bardziej na nią podatny), długą macerację (do 30 dni), dojrzewaniem win w raczej neutralnym środowisku – podstawowych w cemencie a wyższych etykiet w dużych, używanych beczkach ze slawońskiego dębu oraz brakiem filtracji. Dziś doszły też praktyki fermentacji w amforach. W portfolio jest jedna biel opartą na Moscato di Alessandria i lokalnym Albanello oraz kilka czerwonych etykiet – opartych na Nero d’Avola i Frappato. Oprócz jednego –  Cerasuolo di Vittoria DOCG reszta jest oznaczona Terre Siciliane IGT. Już kilka lat temu miałem do czynienia z SP68, czyli podstawową czerwienią Arianny. Wydaje mi się że był to suplement do świetnej degustacji win ze wspominanej już winnicy COS będących w ofercie Vini e Affini. Spodobała mi się bardzo, ale niestety już potem nie miałem okazji próbowania tych win. Tym bardziej z wielką ekscytacją otworzyłem przywiezioną z wakacji butelkę.

SP68 Rosso Terre Siciliane IGT 2017 to blend 70% Frappato i 30% Nero d’Avola. Fermentacja prowadzona jest z udziałem naturalnych drożdży a wino macerowane jest na skórkach przez 15 dni. Dojrzewa 6 miesięcy w cemencie i miesiąc w butelce przed wypuszczeniem na rynek. Jest niefiltrowane. Ma ciemny, mętny, brudny słabo atrakcyjny wygląd. Rozjaśnia całość lekko amarantowy brzeg. Nos pełen dojrzałych wiśni, czereśni, śliwek z kwiatową (tulipanową) nutą. Świeżość przełamana jest aromatami octu balsamicznego. Jego intensywność podkreślają nuty wiśniówki. Usta o pięknej, wysokiej kwasowości, średnim (-) ciele i lekkiej, piaskowej taninie. Z owocu mamy soczyste wiśnie (z pestkami) a także czereśnie (trochę z kompotu). Końcówka jest długa, lekko „sfermentowana” – funky. Bardzo dobre, w „rock’n’rollowym”, „naturalnym stylu”. Wszystko na miejscu. Podoba mi się.  89/100 Kupicie w Magia del Vino za 85 PLN.

Do spaghetti z pieczoną czerwoną cebulą i boczkiem z początku wydawało się zbyt wiśniowe (szczególnie jak na widelec nie zakręciliśmy ani cebuli ani boczku….), ale później z pełnym smakiem całego sosu poszło świetnie świeżo i wytrawnie. Podobno mamy Narodową Kwarantannę? No to pojedźmy sobie choć w ten sposób na chwil kilka na Sycylię. Ja jestem spakowany!

Następny już wigilijnie!

W