Proste wina z Colli Bolognesi

Udostępnij ten post

Już kilka razy korzystaliśmy z lotniska w Bolonii jako dogodnej bazy do podróży do Toskanii. Wszak od Florencji, stolicy tego regiony, dzieli Bolonię jedynie 100 kilometrów. Malownicza autostrada pokonuje Apeniny Toskańskie i po półtora godzinie możemy już cieszyć oczy panoramą tego jednego z najpjęknieszych włoskich miast. Być może to właśnie przez ten kontrast, sama Bolonia nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Podobnie sytuacja wygląda z winami. Ktoż z Was nie zna Chianti, kto nie zachwycił się choć raz Brunello, czy o Supertoskanach nie wspominając? A na palcach (i to pewnie) jednej ręki można pewnie policzyć tych, którzy spróbowali win z apelacji Colli Bolognesi.

_DSC6204 (1)Colli Bolognesi, a więc bolońskie wzgórza, obejmują swoim obszarem kilka gmin leżących bezpośrednio na południowy-zachód od Bolonii. Winnice powstały na stokach wybijających się już tam Apeniniów. Winorośla rosną na różnych rodzajach gleby – od piasków, przez wapień, po glinę, na wysokości od 50 do 450 metrów. Apelacja została powołana w 1975 roku i początkowo w jej ramach powstawać mogły cztery rodzaje win białych: Bianco (oparte o Trebbiano, które mogło być uzupełnione innymi lokalnymi odmianami), Sauvignon Blanc, Riesling Italico oraz Pinot Bianco, a także dwa czerwone: Merlot i Barbera. Dziesięć lat poźniej dopuszczono użycie Pignoletto oraz Caberneta Sauvignon, a w 1993 roku dodano jeszcze Chardonnay. Kolejne zmiany nastały w 1995 roku, gdy siedem mniejszych regionów: Riosto, Marconiane, Zola Predosa, Mount San Pietro, Oliveto, Montebudello i Serravalle otrzymało możliwość podania swojej nazwy na etykiecie wina. Już całkiem niedawno, bo w 2010 roku w ramach Colli Bolognesi ustanowiono apelację DOCG Colli Bolognesi Classico Pignoletto dedykowaną dla win wytworzonych z tego autochtonicznego szczepu.

Pewnie nasza znajomość win z Colli Bolognesi nie uległaby w najbliższej przyszłości poprawie, gdyby nie rodzina, która znając już naszą pasję, z podróży do Bolonii, przywiozła nam dwie butelki od producenta Azienda Agricola Masini Lorenzo.

Pierwsze wino powstało z odmiany Riesling Italico. Ten Riesling Włoski, czy też Welschriesling wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z naszą ulubioną białą odmianą – Rieslingiem Reńskim. Jest rozpowszechniona w Centralnej Europie (Austria, Węgry, Czechy, Rumunia, Chorwacja) i jak wskazuje nazwa, we Włoszech. Tutaj (oczywiście oprócz Colli Bolognesi) spotyka się ją w Trentino, Friuli i Collio. Miejscowe przepisy apelacyjne pozwalają na uzupełnienie Rieslinga Italico o 15% innych, lokalnie uprawianych szczepów. Mamy jeszcze jedną ciekawostkę, gdyż typowa dla win spokojnych butelka skrywa wino musujące. Musowanie oczywiście nie jest tak intensywne jak choćby w winach produkowanych metodą klasyczną, czy nawet w Prosecco. Możemy raczej mówić o bąbelkach w typie Frizzante.

_DSC6195Fondo Marzola Colli Bolognesi Riesling Italico Masini Lorenzo pachnie jabłkami, a zapach jest typowy raczej dla cydru niż wina. Lekko landrynkowe, choć i świeże, nieprzesłodzone. W ustach wyraźnie wytrawne, przyjemnie kwaskowe, płytkie. Proste, ale czyste, bez jakiś nieprzyjemnych nut. Gdyby za oknem prażyło letnie słońce, chciałoby się je pić szklankami (bo szczerze powiedziawszy taki szkło wydaje się być do tego wina bardziej odpowiednie). Średnie.

Natomiast czerwone wino to przedstawiciel jednego z najbardziej popularnych szczepów. Fondo Marzola Colli Bolognesi Masini Lorenzo Cabernet Sauvignon 2012 to stołowe wino, przeznaczone jako towarzysz codziennego posiłku. W nosie z nutami zielonymi, warzywnymi, grzybowymi i rustykalnymi. Usta ciekawsze, choć lekkie, z niską koncentracją. Tutaj charakter odmiany jest bardziej widoczny, można doszukać się papryki i liści porzeczki. Taniny delikatne, niemal niewyczuwalne. Średnie.

Obie pozycje to proste wina stołowe, które jednak w tej „kategorii wagowej” nie mają sobie nic do zarzucenia. Podejrzewamy, że takie wina popijają na codzień choćby miejscowi winiarze, więc czy i my czasem nie możemy dopasować się do takich poziomów, zamiast bujać z głową w chmurach w oparach Bordeaux, czy Barolo…