Pozostając na Węgrzech – Kékfrankos Balf Weninger 2012

Udostępnij ten post

DSC_0837Od kilku tygodni winiarski świat żyje nowymi dyskontowymi ofertami. Biedronka postawiła na Portugalię, a w Lidlu można wybierać wśród butelek z Węgier. O tych selekcjach napisano już chyba wszystko albo prawie wszystko. Od rozważań na temat podkupywania etykiet od mniejszych importerów, po krytykę Magazynu Wino, którego „gazetka” stanowi dodatek do oferty portugalskich win. Dlatego dzisiaj totalnie odbiegamy od tego tematu ale nadal pozostajemy w wigierskim klimacie.

Otworzyliśmy Kékfrankos Balf Weninger 2012 (butelka zakupiona w żoliborskim sklepie Nasze Przysmaki w cenie ok. 70-80 zł). Weninger to jeden z czołowych producentów z regionu Sopron leżącego w północno-zachodnich Węgrzech, przy samej granicy z Austrią niedaleko Jeziora Nezyderskiego. To tutaj Kékfrankos daje jedne ze swoich najlepszych emanacji. Franz Weninger Jr. to Austriak, który obok produkcji w Burgenlandzie, zdecydował się prowadzić winnicę u swoich sąsiadów tuż za miedzą. Od 2006 roku jest ona prowadzona metodą biodynamiczną. Obecnie liczy 22 hektary, obsadzonej obok Kékfrankosa przez Syrah, Merlot, Pinot Noir, oba czerwone Cabernety oraz Pinot Blanc.

W procesie produkcji wina można wyraźnie zaobserwować biodynamiczny charakter winnicy. Winogrona są ręcznie zbierane i trafiają do zbiorników bez użycia maszyn. Fermentacja odbywa się w oparciu o naturalne drożdże, a po trzech tygodniach maceracji trafiają do dużych beczek, gdzie przechodzą drugą fermentację malolaktyczną bez kontroli temperatury. Siarka używana jest tylko w wyjątkowych okolicznościach, a wino przelewane jest do butelek bez filtrowania i klarowania.

W efekcie mamy wino o wiśniowym, lekko przydymionym kolorze. W nosie stosunkowo mało owocowe. Bardzo ładnie ewoluuje w kieliszku. Początkowo pachnie waniliową beczką, ale już po kilku minutach na pierwszym planie prezentuje nuty dymne, zwęglonego drewna, czy ziołowe. Owoc jest stosunkowo mało widoczny, wiśnia pląta się w dalekim tle. W ustach o wyraźnie zarysowanej kwasowości. Tutaj owocowości: wiśniowej oraz truskawkowej jest nieco więcej. Do tego mamy jeszcze wiśniową pestkę i wygładzone taniny w finiszu.

Robert: Wino dla cierpliwych. Początkowo nie zachwyca, pachnie jak typowe przepakowane beczką wino z południa Europy. Jednak gdy damy mu chwilę, zapach zmienia się i zmierza w stronę lubianych przeze mnie nut ziemisto-dymnych. W smaku dość świeże i energiczne, bazujące w zasadzie na owocu, ale taninach i kwasowości.

Marta: Nos ma elegancki, pożądany zapach czystości, klarowności, kojarzy mi się ze sklepem papierniczym (kto dziś, oprócz mnie, biega do takiego po wkład do długopisu?!). Smak już lekko przygaszony, stonowany, kiedy wino się uspokaja na myśli przychodzi ognisko, dym, suszone grzyby, jesień. 


Podsumowanie:

ZaSoczyste i świeże, a przy tym z ładnym, mało owocowym nosem.

PrzeciwWymaga czasu i cierpliwości.

Ocena – dobre+.