Poznajemy chorwackie wina w Guccio Domagoj

Udostępnij ten post

IMG_3966W Warszawie powstaje coraz więcej miejsc, gdzie oprócz smacznego jedzenia można napić się dobrych butelek wina. Stąd w głowie kilku wineloverów pojawił się pomysł, aby wspólnie podjąć wyzwanie cyklicznego poznawania takich miejsc (w celach jak najbardziej hedonistycznych). Nie muszę chyba wyjaśniać, że zaproszenie do tego grona przywitałem z dużym uśmiechem. Kronikarka natura nie pozwoliła jednak nie podjąć się spisywania tych wizyt w kilku zdaniach.

Tym razem nasze kroki skierowały się do chorwackiego winebaru Guccio Domagoj na Żoliborzu. Chorwacja to popularna destynacja wakacyjnych wojaży rodaków znad Wisły. Wielu dobrze wspomina tamtejsze wina. Jednak już po powrocie dostępność win chorwackich jest bardzo słaba (podobnie jak z Grecją, Słowenią itd.) Czy jest czego żałować?

Kos Grasevina 2013 (cena w restauracji 75 zł) – lekkie, codzienne wino z odmiany znanej szerzej jako Riesling Włoski, Welschriesling, czy Olaszriesling. W nosie z nutami zielonego jabłka i melona. W ustach o dobrej, dość wysokiej, cytrynowej kwasowości. W sumie smaczne wino, ale cena zdecydowanie za wysoka. Średnie.

IMG_3967Matosevic Alba Robinia Malvasia 2006 (95 zł) – wino dojrzewające w akacjowych beczkach, co rzeczywiście czuć w lipowym nosie. Niestety usta to kompletne rozczarowanie, trudno bowiem złapać jakikolwiek niuans. Średnie-.

Arman Teran 2010 (85 zł) – Teran to lokalny chorwacki szczep spokrewniony z Refosco. Tutaj dał wino o bardzo ciemnym, głębokim kolorze. W nosie wychodzi trochę za dużo alkoholu. Usta są za to przyjemne, mamy wiśnię, ale i nuty skórzane. Taniczny finisz prosi się o podanie tej butelki do grillowanego mięsa. Dobre.

Plantaże Vranac 2009 (50 zł) – to 6-letnie wino znajduje się już w wyraźnie schyłkowej fazie swojego życia. W nosie dominuje kiszonka i wędzarnia. Dopiero po długim natlenianiu zaczyna się pojawiać jakieś mgnienie owocowości. Usta przemęczone, mało wyraziste. Bez oceny, bo to wino raczej nie powinno pojawić się w kieliszkach gości.

Zlatan Crljenak 2008 (145 zł) – a to dla odmianIMG_3973y klasowa butelka. Crljenak to kolejny z chorwackich szczepów, pozornie nie znany, a tak naprawdę rozpoznawalny pod nazwami Zinfandel czy Primitivo i szeroko rozpowszechniony we Włoszech i USA. W nosie mimo, że nie najmłodsze, to wciąż żywe i świeże. Mamy tutaj ciemne owoce, skórę, czekoladę, zwiędłe liście. Kwasowość oraz taniny dobrze ze sobą współgrają i wydaje się, że wino spokojnie można odłożyć na kilka lat do dalszej ewolucji. Kompleksowe, złożone i bardzo dobre.

Po spróbowaniu tych kilku butelek mam mieszane uczucia. Bo choć na sam koniec rzeczywiście wypiliśmy bardzo dobrą pozycję, to wcześniej nie było tak wesoło. Relacja ceny do jakości nie kształtowała się korzystanie, a Vranac dla odmiany choć cenowo atrakcyjny, był już u końcu swej drogi. Mam jednak nadzieję, że obok Crljenaka w karcie znajduje się jeszcze kilka nieodkrytych perełek.