Polka w Lidlu (oraz kilka innych nowości)

Udostępnij ten post

Pod nazwą „Klasyka ma smak” w ostatnim tygodniu wakacyjnej laby, Lidl wprowadza na półki nową ofertę win i mocnych alkoholi.  Perełką tej selekcji są na pewno trzy Polki, a więc kolejny rocznik naszych rodzimych win wyprodukowanych dla dyskontu przez krakowską Winnicę Srebrna Góra. Rok temu pojawianie się tych pozycji było sporym zaskoczeniem i obiło się szerokim echem. Tym razem Lidl poszedł za ciosem, obiecując, że wina będzie można kupić we wszystkich sklepach marki, a zapas jest na tyle duży, że nie powinno być problemów z ich dostępnością. Poza Polkami spośród innych ciekawszych pozycji można wymieć Franciacortę, kilka butelek z Alzacji, Chardonnay z Doliny Loary, włoskie Dolcetto, Syrah z Doliny Rodanu (Crozes-Hermitage) czy Lagrein z Alto Adige. My w swoim poście skupimy się na czterech pozycjach z nowej oferty, ale zrecenzujemy również dwa dodatkowe wina, które może nie są nowościami, lecz do tej pory nie mieliśmy okazji ich spróbować.

Włoskie wina musujące kojarzą się (nie tylko zresztą nad Wisłą) z Prosecco, które w ostatnich latach przeżywa olbrzymi wzrost popularności. Dlatego Franciacorta, a więc wina z okolic Brescii w Lombardii, produkowane klasyczną, szampańską metodą mają utrudnione zadanie, gdy mówimy o przebiciu się do świadomości konsumentów. Problemem jest również cena tych butelek. Czołowe pozycje dorównują cenowo Szampanom, a nawet średniej jakości Franciacorta będzie zwykle droższe od hiszpańskiej Cavy. Jakby tego było mało, areał produkcji jest kilkanaście razy mniejszy niż wspomnianego Prosecco. Dlatego bardzo się zdziwiliśmy, że Lidl zdecydował się na wprowadzenie na półki akurat tego rodzaju wina, choć z drugiej strony wypada pogratulować odwagi.

Barone dell’Isola Franciacorta Brut Satèn (39,99 zł) pachnie dość przyjemnie, z dominującymi akcentami jabłkowymi, ale już po chwili aromat gdzieś się ulatnia. W ustach, z co prawda ładnie zaakcentowaną kwasowością, ale poza tym bezbarne i prawie bez smaku. Stracona szansa… Średnie.

Badenia to region winiarski rozciągający się południu Niemiec na przestrzeni niemal 400 kilometrów, od rzeki Tauben aż po granicę ze Szwajcarią. Winnice zajmują tu obszar niemal 16 tysięcy hektarów, a dominująca odmiana to Spätburgunder (36%). Dalej w kolejce jest Weissburgunder (11%) oraz Grauburgunder (8%). Odmiany burgundzkie stanowią więc ponad połowę nasadzeń, a najważniejszy biały szczep Niemiec, królewski Riesling odpowiada za zaledwie 9% upraw. Co ciekawe niemal 70% miejscowej produkcji to dzieło 80 lokalnych spółdzielni. Region dzieli się na kilka mniejszych stref – Tauberfranken, Badische Bergstrasse, Kraichgau, Ortenau, Breisgau, Kaiserstuhl, Tuniberg, Markgräflerland oraz Bodensee. To właśnie w Kraichgau zlokalizowana jest Weingut Burg Ravensburg, która jest w posiadaniu 38 hektarów winnic i co ważne jest członkiem VDP, organizacji zrzeszającej najlepsze niemieckie winnice i zwykle gwarantującej odpowiednią jakość produkowanych butelek.

Zapach Weingut Burg Ravensburg Riesling Alte Vogtei zu Ravensburg 2016 (29,99 zł)  może nie jest nadmiernie rozbudowany, ale za to czysty, chłodny, kamienny. W ustach przyjemnie soczyste, wyraźnie kwaskowe. Ponownie może nie znajdziemy wielu niuansów czy też wielkiej kocentracji, ale taki nieco ascetyczny styl akurat w przypadku Rieslingów nam nie przeszkadza. Kwasowość i mineralność łanie niosą to wino. Dobre+.

Rzadko wybieramy wina ze względu na etykiety, ale tym razem Kardos Ziccer Tokaji Cuvee 2016 (13,99 zł) przykuł naszą uwagę i butelka trafiła do koszyka. Pachnie intensywnie, znajdziemy tu sporo mirabelek, kwiatów i miodu, ale i nieco niepotrzebnych nut siarkowych. Dla odmiany w ustach mocno wytrawne, z ładną kwasowością. Owocowości nie ma prawie wcale, a za to wino jest pełne akcentów ziołowych i mydlanych. Ten kontrast początkowo wydaje się ciekawy, ale z czasem przeradza się w dysharmonię. Wino powinno lepiej prezentować w zestawieniu z jakimś daniem, ale szczerze powiedziawszy, tak na szybko trudno nam nawet wymyślić jakieś sensowne połączenie kulinarne. Średnie+.

Przechodząc do zapowiedzianych polskich win, rozpoczynamy od wersji białej. Kupaż użyty do produkcji tej pozycji jest bardzo bogaty, mamy bowiem do czynienia z mieszanką Seyval Blanc, Johannitera, Solarisa, Hibernala oraz odmian międzynarodowych: Chardonnay, Pinot Gris, Rieslinga i Traminera. Z jednej strony można pomyśleć, że producent wrzucił do butelki wszystko, co zostało mu po zabutelkowaniu innych win, z drugiej strony takie wielowymiarowe kupaże, spotykane chociażby w lubianych przez nas austriackich Gemischter Satzach, dają przyjemne efekty.

W Polka Biała 2016 (34,99 zł) w nosie dzieje się sporo. Możemy odnaleźć jabłka, gruszki, wyraźne nuty trawiasto-ziołowe, ale i nieco kwiatów. Na podniebieniu wyczuwamy ładną lekkość i kwasowość, dalej na pierwszy miejscu nuty szałwii, całość zaś zwieńczona jest delikatnie goryczkowym finiszem. Wino proste, wypośrodkowane, może nie porywa, ale również jest po prostu niezłe technicznie. Dobre.

Polka Czerwona 2016 (34,99 zł) to kupaż popularnych w naszym kraju szczepów hybrydowych – Rondo, Regent, Cabernet Cortis oraz Acolona (ta ostatnia odmiana tu krzyżówka Blaufränkischa oraz Dornfeldera). Zapach przypomina nam typowe czerwone polskie wina (zwłaszcza mające w składzie Regenta i Rondo), gdzie zwykle odnajdziemy sporo akcentów warzywnych. Tutaj też są one obecne, ale stanowią tylko tło dla przyjemnie kwasowych nut czerwonych porzeczek i wiśni. Na podniebieniu świeże, lekkie, powielające nuty spotkane w nosie. Trochę brakuje solidniejszych tanin, ale znów wyróżnia się silna, mocna, żywa kwasowość. Przyjemnie pije się je solo, ale pełnię klasy pokaże z zimnymi przekąskami, choćby deską wędlin. Dobre+.

Crozes-Hermitage to apelacja będąca swoistym „satelitą” dla znacznie słynniejszego wzgórza Hermitage, które rodzi jedne z najlepszych win z odmiany Syrah na całym świecie. Jest znacznie większa, bo obejmuje już ponad 1400 hektarów (samo Hermitage to zaledwie 130 hektarów), stając się tym samym największą w Północnym Rodanie. Oczywiście dominuje tutaj wciąż Syrah, które jest jedynym dozwolonym czerwonym szczepem. W blendzie dopuszcza się jego uzupełnienie o 15% Marsanne i Roussanne. Obie białe odmiany można również butelkować razem już bez dodatku Syrah (jednak białe wina stanowią jedynie 10% lokalnej produkcji).

Domaine Martinelli Crozes-Hermitage 2015 (39,99 zł) pachnie śliwkami i dojrzałymi wiśniami, choć sam nos nie jest nadmiernie rozbudowany. W ustach trochę mało skoncentrowane, znów mamy sporo owoców, całkiem ładną kwasowość i dość żywe, intensywne taniny. Początkowo garbniki wydają się nieco zbyt gorzkie i suche, ale poprawiają się po kilku minutach. Gdyby wino mieściło się w przedziale 20-30 zł, pewnie byłoby łatwiejsze do zaakceptowania, w proponowanej cenie jednak brakuje mu gęstości i większej głębi. Polka jest od niego zdecydowanie ciekawsza. Dobre.

Kto by pomyślał, że polskie wina będą najjaśniejszym punktem tej oferty. Nic, tylko się cieszyć, że nawet te skomponowane specjalnie dla dyskontu kolokwialnie dają radę i miejmy nadzieję zrobią kolejny krok w celu popularyzacji naszych rodzimych butelek.