Pojedynek dwóch Bordeaux z Lidla

Wiele razy przekonywaliśmy się, że podróż w nasze rodzinne strony to okazja do kupna butelek, których w Warszawie już dawno nie ma. Tym razem nie było inaczej: udaliśmy się do Lidla, gdzie wybór win z przedświątecznej oferty, którą recenzowaliśmy jeszcze w listopadzie, jest nadal spory. Łupem padło wino, które zasmakowało nam podczas degustacji i wydało się bardzo przyjemnym towarzyszem niedzielnego obiadu – Château de Carillon Fronsac 2009 (39,99 zł). A że przedwczoraj trafiła się okazja by spróbować Château Saint-Antoine Bordeaux Supérieur 2010 (23,99 zł), które Lidl prezentował w ramach swojej poprzedniej jesiennej oferty, to postanowiliśmy porównać obie butelki.
Fronsac to apelacja leżąca na prawym brzegu Bordeaux, na wschód od Saint-Emilion. Jesteśmy w rejonach, gdzie wino będzie miało przewagę Merlota. Bordeaux Supérieur to apelacja w teorii mniej prestiżowa, wina nią oznaczone mogą pochodzić z całego regionu Bordeaux. Również Saint-Antonine ma w swoim składzie 65% Merlota uzupełnionego Cabernet Franc.
Château de Carillon ma w kieliszku kolor dojrzałych czereśni, soczyście czerwony. W nosie, chwilę po otwarciu mamy sporo owoców, które stopniowo rozwijają się w piękne nuty śliwek, muśniętych odrobiną beczkowej wanilii. Do tego dochodzą nuty roślinne i tostowe. W ustach wino świeże, o dobrej kwasowości. Czujemy więcej kwaskowych wiśni i nieagresywne taniny.
Château Saint-Antoine w porównaniu do swojego poprzednika jest trudniejsze w odbiorze. Początkowo pachnie stajnią, niezbyt czystym wielskim podwórkiem i mokrą sierścią psa. Dopiero po co najmniej godzinnej dekantacji na pierwszy plan wychodzą nuty owocowe z dodatkiem surowego mięsa, skóry i ziemi. W ustach wyraźnie kwaskowy dominant z intensywniejszymi taninami.
Robert: Każda z tych butelek podobała mi się z innych powodów. Carillon jest miłe w smaku, nieagresywne, bardzo ładnie owocowe, mięciutkie. Saint-Antonine nie rozpieszcza, jest nieokrzesane, lekko brudne, zabłocone. Jak francuski chłop, który wraca do domu po wizycie w barze. Porównanie tych dwóch butelek pokazuje, że w Bordeaux każdy może znaleźć coś dla siebie.
Marta: Absolutnie każdy może znaleźć coś dla siebie. Gdybym miała rekomendować jedną z nich, biorąc poprawkę na fakt, że fanką Bordeaux nie jestem i nie wiem czy kiedykolwiek będę, to absolutnie postawiłabym na Château de Carillon. Przyjemnie owocowe, oczywiście zachowuje swój francuski ton wina ciężkiego, dojrzałego, ale nie przytłacza ani nie odpycha. Château Saint-Antoine za to gra bardzo skomplikowaną muzykę – nadal daleką od moich gustów.
Podsumowanie:
Château de Carillon – Dla tych, którzy chcą spróbować Bordeaux w przystępnej, owocowej wersji.
Château Saint-Antoine – Jeśli lubicie wina mniej ułożone, trochę trudniejsze w odbiorze.